
Największy skarb w tym stuleciu
Odkrycie blisko 20 000 srebrnych monet na moskiewskim Placu Słowiańskim jest wydarzeniem wyjątkowym w skali ostatnich dziesięcioleci. Pod względem liczebności jest to największe takie znalezisko w stolicy Rosji od ponad stu lat. Monety zostały umieszczone w specjalnie przygotowanej skrytce pod piecem na parterze dawnego domu kupieckiego, który obecnie przechodzi kompleksowy remont. Obecność archeologów nadzorujących prace budowlane okazała się kluczowa. Gdyby nie ich czujność, bezcenny depozyt mógłby zostać zniszczony lub rozproszony. Sam wybór miejsca ukrycia nie był przypadkowy: piec stanowił stabilny, niebudzący podejrzeń punkt, a schowek pod nim gwarantował względne bezpieczeństwo przez wieki.
Czytaj też: Zdjęcia satelitarne wyjaśniają tajemnicę budowy piramid? Naukowcy mają kluczowy trop
To prawdziwe znalezisko, które pomoże nam dowiedzieć się więcej o codziennym życiu Moskwian w XVII wieku – relacjonuje jeden z archeologów zajmujących się sprawą
Skarb składa się przede wszystkim z kopiejek i deng, czyli drobnych srebrnych monet stanowiących podstawę rosyjskiego systemu płatniczego w XVII stuleciu. Większość egzemplarzy pochodzi z okresu panowania dwóch pierwszych carów z dynastii Romanowów: Michaiła Fiodorowicza (od 1613 roku) oraz jego syna Aleksego Michajłowicza (1645-1676). To czas, gdy Rosja powoli podnosiła się z kryzysu po okresie tzw. Wielkiej Smuty. Stan zachowania numizmatów jest imponujący. Na większości z nich bez problemu można odczytać rok i miejsce bicia, co dla badaczy ma nieocenioną wartość. Tak dobry stan sugeruje, iż monety zostały schowane stosunkowo szybko po wybiciu i przez cały czas spoczywały w suchym, stabilnym mikroklimacie.
Bunt Solny czy epidemia dżumy?
Historycy rozważają dwa główne powody, które mogły skłonić właściciela do tak desperackiego kroku. Pierwszym jest gwałtowny Bunt Solny z 1648 roku, kiedy to moskwianie zbuntowali się przeciwko wyższym podatkom i korupcji urzędników. Zamieszki były na tyle poważne, że car Aleksy musiał wydać tłumowi kilku swoich bliskich współpracowników. Dla zamożnego kupca był to wyraźny sygnał, iż nawet solidne mury nie gwarantują bezpieczeństwa. Drugą możliwością jest wielka epidemia dżumy z 1654 roku, która zdziesiątkowała ludność miasta. W panice przed śmiertelną chorobą wielu mieszkańców uciekało, często pozostawiając dobytek. Ukrycie kosztowności w bezpiecznym miejscu było wówczas naturalnym odruchem, z nadzieją na powrót w lepszych czasach. Fakt, że nikt po nie nie sięgnął, mówi sam za siebie.
Czytaj też: Zaginiony perski ogród pod Tabrizem. Nowe odkrycie wywołało zachwyt archeologów
Opisywane znalezisko daje nam ciekawy wgląd w realia gospodarcze XVII-wiecznej Moskwy. Wartość ukrytego depozytu była na tyle znacząca, że pozwoliłaby na zakup kilku kamienic lub finansowanie poważnego przedsięwzięcia handlowego. Świadczy to o zamożności właściciela, najpewniej kupca zaangażowanego w handel na dużą skalę. Co ciekawe, praktyka chowania kosztowności w niespokojnych czasach była wówczas powszechna w całej Europie. Moskwa, dynamicznie rozwijające się centrum polityczne i handlowe, przyciągała przedsiębiorczych ludzi, ale też była areną częstych niepokojów: od powstań, przez zarazy, po niszczycielskie pożary. Nic więc dziwnego, iż czasami decydowano się w takich okolicznościach na najbardziej desperackie kroki.