Nowy Expedition Pioneer Automatic wygląda jak zegarek gotowy na zejście pod wodę, ma parametry pozwalające traktować go poważnie, a przy okazji pozostaje na tyle prosty, że równie dobrze pasuje do codziennych ubrań. Co więcej, stalowa wersja pozwoliła obniżyć cenę względem wcześniejszych modeli z tytanu. I właśnie przez tę decyzję Pioneer robi się znacznie ciekawszy.
Timex Expedition Pioneer Automatic łączy dwa zegarkowe światy
Linia Expedition tradycyjnie kojarzy się z zegarkami terenowymi – czytelnymi, wytrzymałymi i przygotowanymi raczej na błoto niż elegancką kolację. Pioneer miesza tę stylistykę z rozwiązaniami typowymi dla diverów.

Koperta ma 41 mm średnicy, 48 mm od ucha do ucha i 14 mm grubości. Proporcje są więc współczesne, ale Timex nie poszedł w kierunku ogromnego zegarka, który wygląda dobrze głównie na zdjęciu produktowym. Charakterystycznie wyprofilowana koperta ma szczotkowane i polerowane powierzchnie, a wokół tarczy znalazł się obrotowy bezel ze skalą 60-minutową.
Do wyboru są dwie wersje. Czarna tarcza została połączona ze stalową bransoletą, natomiast granatowa trafia na brązany skórzany pasek. Pierwsza wygląda zdecydowanie bardziej użytkowo. Druga ma więcej charakteru i prawdopodobnie łatwiej będzie ją nosić do codziennych ubrań.
Choć zestawienie zegarka o nurkowych możliwościach ze skórzanym paskiem zawsze trochę mnie bawi. To trochę jak zamówienie samochodu terenowego na eleganckich oponach szosowych. Technicznie wszystko się zgadza, dopóki nie zaczniemy naprawdę korzystać z możliwości sprzętu.
200 metrów wodoszczelności nie znalazło się tu dla ozdoby
Expedition Pioneer Automatic oferuje wodoszczelność do 200 metrów. Timex przewiduje go między innymi do pływania, snorkelingu i rekreacyjnego nurkowania. Zegarek ma również luminescencyjne wskazówki oraz indeksy, więc zachowuje czytelność przy słabym świetle.

Tarczę przykrywa szafirowe szkło z powłoką antyrefleksyjną. W segmencie cenowym nowych Pioneerów to ważny szczegół. Szafir znacznie lepiej znosi codzienny kontakt z klamkami, biurkiem czy przypadkowo zahaczonym metalowym elementem niż stosowane w tańszych zegarkach szkło mineralne.
Po prawej stronie tarczy umieszczono niewielkie okno datownika. Nie ma tu chronografu, dodatkowych subtarcz ani funkcji, z których większość właścicieli skorzysta dwa razy zaraz po zakupie. Czytelna tarcza zwyczajnie pasuje do charakteru tego modelu.
Automat Miyoty zamiast komplikacji
W środku pracuje japoński automatyczny mechanizm Miyota 8215. To konstrukcja dobrze znana ze świata dostępniejszych zegarków mechanicznych, oferująca około 40 godzin rezerwy chodu. Mechanizm nakręca się dzięki ruchowi ręki i można go oglądać przez przeszklony dekiel.
Nie ma tu zegarmistrzowskich fajerwerków, ale trudno mi uznać to za wadę. Pioneer ma być mechanicznym zegarkiem do normalnego używania, a Miyota pasuje do tego pomysłu znacznie lepiej niż egzotyczny kaliber podnoszący cenę o kilkaset dolarów.

Ciekawy jest też kontekst. Wcześniejsze Expedition Pioneer korzystały z tytanowych kopert i Timex wyraźnie pozycjonował je wyżej. Stal oznacza większą masę na nadgarstku, ale pozwala zejść z ceną. Przy takiej konstrukcji stal wydaje mi się całkiem rozsądnym kompromisem. W zegarku terenowym kilka dodatkowych gramów trudno uznać za tragedię.
Timex trafia w miejsce, w którym robi się tłoczno
Niebieski Expedition Pioneer Automatic kosztuje 429 dolarów, czyli około 1 590 zł. Czarna wersja na stalowej bransolecie została wyceniona na 459 dolarów, czyli około 1 700 zł.
To już poziom, na którym Timex konkuruje z bardzo mocną grupą japońskich i mikrobrandowych automatów. Klient zaczyna porównywać mechanizmy, jakość bransolet, wykończenie koperty czy zastosowaną lumę znacznie uważniej niż przy zegarku kosztującym kilkaset złotych.

Jednocześnie Timex ma coś, czego brakuje wielu młodszym markom – nazwę rozpoznawalną także przez ludzi, którzy nie spędzają wieczorów na zegarkowych forach. Pioneer może więc zainteresować kogoś, kto chce wejść w świat mechanicznych zegarków, ale nie zamierza przed zakupem poznawać drzewa genealogicznego każdego szwajcarskiego kalibru.
Parametry są wystarczająco poważne, wygląd wystarczająco charakterystyczny, a cena pozostaje jeszcze po właściwej stronie granicy zegarkowego rozsądku. Zwłaszcza wersja na bransolecie sprawia wrażenie modelu, który można zabrać na wakacje, założyć do pracy i po kilku latach nadal chcieć nosić.
Timex coraz śmielej wychodzi z kategorii taniego zegarka kupowanego trochę odruchowo. Expedition Pioneer Automatic pokazuje, że marka chce być również pierwszym wyborem dla osób szukających mechanika na lata. Za około 1 700 zł oczekiwania są już większe. Tutaj przynajmniej specyfikacja daje kilka sensownych argumentów, żeby ten pomysł potraktować poważnie.
