Uczeni byli dotychczas uważani za jedną z najbardziej biernych grup zawodowych w Polsce. Nie strajkowali, nie organizowali demonstracji ani wieców, gdy kolejne ekipy rządzące obcinały nakłady na badania naukowe (tylko w latach 2000-2006 spadły one o 17 proc., co plasuje nas na przedostatnim miejscu w Europie). "Środowisko naukowe nie potrafi krzyczeć i używać gromkich słów" - mówił rozgoryczony Wiktor Niedzicki, twórca programu "Laboratorium", który (jako ostatnia pozycja tego typu w telewizji publicznej) tydzień temu został zdjęty z anteny przez kierownictwo TVP1.

Naukowcy jednak zareagowali, pisząc list otwarty do liderów największych polskich partii politycznych. "Jesteśmy przekonani, że wiedza o postępach nauki musi być systematycznie przekazywana szerokiemu gronu odbiorców – przekazywana w sposób przystępny, nowoczesny, ciekawy ale jednocześnie wolny od deformujących ją uproszczeń, bez niekompetentnych, goniących za tanią sensacją pośredników" - czytamy w dokumencie. Sygnatariusze listu zwracają też uwagę na duże zainteresowanie społeczeństwa nauką: "Co roku po taką wiedzę przychodzą w Polsce setki tysięcy zainteresowanych – gości różnorodnych imprez popularyzacyjnych". List kończy apel do polityków o wypracowanie rozwiązania systemowego, które pozwoli telewizji publicznej na kontynuowanie misji edukacyjnej. Pod dokumentem podpisało się 159 naukowców reprezentujących różne dziedziny i instytucje.

Protest przeciw zdjęciu z anteny "Laboratorium" rozpoczął się tydzień temu. Dotychczas jego inicjatorzy - członkowie stowarzyszenia Naukowi.pl - zebrali ok. tysiąca podpisów pod petycją dostępną online http://bit.ly/laboratorium.

"Niestety, niemal wszystkie tradycyjne media zlekceważyły naszą inicjatywę. Mam nadzieję, że apel naukowców to zmieni" - komentuje Jan Stradowski, szef działu nauki miesięcznika "Focus".

* List można przeczytać - i podpisać się pod nim - na stronie http://www.popularyzujmy.pl/