Dwie planety rosną na oczach astronomów. Tak może wyglądać dzieciństwo układu podobnego do naszego

Zwykle planety poznajemy już po wszystkim. Dostają nazwę, masę, orbitę i trafiają do katalogu jak gotowe mieszkania oddane po odbiorze technicznym. Tutaj jest inaczej. W układzie WISPIT 2 astronomowie złapali moment dużo ciekawszy. Etap, w którym dwa gazowe olbrzymy wciąż modelują swoje otoczenie, ryjąc w dysku pyłu i gazu jak buldożery na placu budowy. Układ znajduje się około 437 lat świetlnych od Ziemi, a obserwacje wskazują, że wokół młodej gwiazdy formują się tam co najmniej dwie wielkie planety.
fot. ESO/C. Lawlor, R. F. van Capelleveen

fot. ESO/C. Lawlor, R. F. van Capelleveen

To nie jest tylko ładny obrazek z odległego zakątka Galaktyki. Takie układy są dla astronomii czymś w rodzaju rodzinnych zdjęć z bardzo wczesnego dzieciństwa planet. Zamiast oglądać gotowy system, można podejrzeć etap, w którym dopiero ustala się jego architektura. Pierścienie, szczeliny i nagromadzenia materii nie są tu tłem. To ślady walki grawitacji z materiałem, z którego powstaną przyszłe orbity, księżyce i być może cały mały kosmiczny porządek.

Najciekawsze jest to, że WISPIT 2 nie wygląda na jednorazowy kaprys natury. To dopiero drugi znany przypadek, w którym udało się bezpośrednio zobaczyć dwie formujące się planety wokół jednej gwiazdy. Pierwszym był słynny PDS 70, ale nowy układ może okazać się jeszcze cenniejszy, bo jego dysk wydaje się bardziej rozległy i bogatszy w strukturę. To trochę tak, jakby po latach studiowania jednego modelowego wykopaliskowego stanowiska archeolodzy nagle trafili na drugie i to być może jeszcze lepiej zachowane.

To nie są planety siedzące grzecznie na orbitach, tylko wielkie światy w trakcie urządzania okolicy

Jedna z planet, WISPIT 2b, była znana już wcześniej. Ma masę niemal pięciokrotnie większą od Jowisza i krąży bardzo daleko od swojej gwiazdy – w odległości około 60 razy większej niż dystans między Ziemią a Słońcem. Teraz badacze potwierdzili drugą planetę, WISPIT 2c, położoną bliżej gwiazdy, ale za to jeszcze masywniejszą – około dziesięć mas Jowisza. To nie są małe, nieśmiałe ciała, które trzeba dopiero “dopisać do mapy”. To pełnoprawni grawitacyjni brutale, zdolni porządnie przestawić otoczenie.

Obie planety siedzą w wyraźnych szczelinach dysku protoplanetarnego. Ten szczegół jest ważniejszy, niż może się wydawać. Dysk nie pęka sam z siebie w tak elegancki sposób. Kiedy rośnie w nim masywna planeta, zaczyna zmiatać materiał ze swojej drogi i grawitacyjnie rozpychać otoczenie. To trochę jak łódź przecinająca taflę mlecznego jeziora: sama jest trudna do zobaczenia, ale fala i ślad za nią zdradzają, że coś dużego właśnie tędy przepłynęło.

WISPIT 2 jest więc ciekawy dlatego, że cały dysk zachowuje się tak, jakby odpowiadał na ich obecność. Astronomowie nie patrzą tu na samotne punkty światła, ale na pełny krajobraz deformowany przez młode olbrzymy. To robi różnicę, bo sama detekcja planety to jedno, a zobaczenie, jak wpływa ona na środowisko, z którego się rodzi, to już poziom wyżej.

Być może w tym układzie czai się jeszcze trzeci gracz

Na tym cała historia się nie kończy. W danych widać jeszcze jedną, mniejszą szczelinę położoną dalej od gwiazdy. Zespół badawczy sugeruje, że może to być ślad trzeciej planety, prawdopodobnie o masie zbliżonej do Saturna. Na razie nie ma tu jeszcze twardego potwierdzenia, więc lepiej mówić o kandydacie niż o odkrytym świecie. Ale sam trop jest bardzo mocny, bo pokazuje, że WISPIT 2 może być czymś więcej niż układem z dwiema przypadkowo uchwyconymi planetami.

Jeśli ten trzeci obiekt rzeczywiście istnieje, cały system zaczyna wyglądać jak znacznie pełniejsza opowieść o narodzinach architektury planetarnej. Dwie planety to już bardzo dobry temat. Trzy robią z tego niemal modelowy warsztat do badania, jak dysk zamienia się w uporządkowany układ ciał o różnych masach i orbitach. Wtedy przestajemy patrzeć na serię pojedynczych zdarzeń, a zaczynamy oglądać mechanikę budowania systemu.

fot. ESO/C. Lawlor, R. F. van Capelleveen

I właśnie tu pojawia się najciekawszy wątek. Układ nie wygląda jak kosmiczny dziwak stworzony tylko po to, by szokować. Przeciwnie, badacze podkreślają, że może przypominać młodą wersję systemu planetarnego z gazowymi olbrzymami, a więc coś, co w szerokim sensie da się porównać z bardzo dawną przeszłością naszego własnego podwórka. Nie kopię Układu Słonecznego, ale raczej jedną z jego możliwych młodzieńczych wariacji.

Bez nowych instrumentów ten widok nadal byłby tylko domysłem

Połowa sukcesu leży w sprzęcie. Układ obserwowano instrumentem SPHERE na teleskopie VLT Europejskiego Obserwatorium Południowego, a bliższą planetę potwierdzono dzięki ulepszonemu systemowi GRAVITY+ na interferometrze VLTI. To nie są tylko techniczne dopiski. Bez takich narzędzi zobaczenie młodej planety blisko jasnej gwiazdy przypomina próbę wypatrzenia świetlika tuż obok reflektora samochodu.

Sama gwiazda świeci potężnie, dysk rozprasza światło, a planety są jeszcze zanurzone w bałaganie materii, z której powstają. Astronomia takich obiektów nie przypomina więc prostego fotografowania. To bardziej chirurgiczne wycinanie subtelnego sygnału z całej lawiny zakłóceń. Im lepsze instrumenty, tym więcej widać nie tylko samych światów, ale też tego, jak naprawdę współpracują z otoczeniem.

Zespół patrzy już zresztą dalej. Liczy na to, że przyszły Extremely Large Telescope pozwoli przyjrzeć się układowi jeszcze dokładniej i sprawdzić, czy za trzecią szczeliną rzeczywiście stoi kolejna planeta. Jeśli tak się stanie, WISPIT 2 może stać się jednym z najważniejszych laboratoriów do badania narodzin wieloplanetarnych układów.

Źródła: Sci Tech Daily; ESO

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.