Bycie w związku, w relacji romantycznej, jak mówi Brene Brown to: „being vulnerable every single minute of every single day”. Po polsku przetłumaczylibyśmy mniej więcej jako: „będąc z drugim człowiekiem jesteśmy odsłonięci, delikatni i wrażliwi w każdej minucie każdego jednego dnia. To niekończący się przetarg między odsłanianiem swojego serca a uzbrajaniem go z lęku przed zranieniem. Bycie „vulnerable” oznacza bowiem zgodę na ryzyko oraz niepewność przy jednoczesnym wystawieniu na działanie emocji. Stąd pewnie na warsztatach wraca jak bumerang pytanie: „Asia ok, fajnie, mogę się odsłaniać tylko po co, jeśli to ryzyko tak duże?” Ano powodów jest milion. Odsłanianie siebie i pokazywanie siebie bez maski to budulec więzi, bliskości, zaufania, kreatywności, intuicji, radości itd. Zajęłabym cały tekst wymienianiem powodów dla których warto. Bez dyskusji warto ale jednak trzeba sobie też szczerze powiedzieć, że z tą wrażliwością to jest taka transakcja wiązana: chcesz miłości i bliskości z zaufaniem jako fundamentem, to ściągaj zbroję i wystawiaj na zranienie.

Miłość, która jest jednym z najpiękniejszych doznań to jednocześnie totalne odsłonięcie. To rzucenie się w wodę, gdzie nie widać dna. Skok z mostu gdzie nie widać ziemi. To schodzenie do jaskini, w której nigdy wcześniej nie byliśmy. Widoki, doświadczenie, odkrycia, doznania są piękne ale droga nie zawsze łatwa, spokojna i bezpieczna. Poza tym ta droga stale zmusza nas samych i te drugą osobę do głębszego poznawania siebie wciąż na nowo.

Pewnie wam drodzy czytelnicy nie muszę tłumaczyć, że miłość to totalny brak pewności, to puszczenie kontroli, to brak gwarancji, że nikt nigdy nas nie zrani. I choć mamy fantazję o tym, że miłość to oaza spokoju, to miłość wcale tak o sobie nie mówi. Miłość nie gwarantuje niczego poza miłością. Co więcej, nawet osoby, które wiemy, że nas kochają prędzej czy później nas zranią. Nawet nie raz, nie dwa, nie trzy – może i trzydzieści. Ale to nie znaczy, że miłość nie istnieje, to tylko znaczy, że boli bo jesteśmy blisko, bo jesteśmy bez zbroi, bo jesteśmy czuli na każdy ruch. To, że boimy się zranienia w miłości nie oznacza, że jest z nią czy z nami coś nie tak. To tylko oznacza, że odważyliśmy się odsłonić. Zasada jest taka, że jeśli chcemy być prawdziwie blisko, musimy się odsłonić, musimy być „vulnerable”. Pokazywać siebie i to, co w nas oraz patrzeć na prawdę drugiej osoby. A to ani łatwe ani zawsze przyjemne nie jest.

 

Dobra, to tyle teorii Co to tak w praktyce oznacza? No to tak:

Przykład 1: Poznajemy kogoś i zaczyna się nam podobać bycie z tą osobą. Żeby pójść krok dalej w związku, musimy się zbliżyć a to już jest „vulnerable”, czyli już się musimy trochę odsłonić choćby mówiąc „zaczynam się w tobie zakochiwać”. Gdzie w tym ryzyko? Ano nigdy nie wiemy przecież do końca jak zareaguje druga strona. Nigdy nie mamy pewności. Jeśli druga strona odpowie „ja też”, to ulga ma wymiar metafizyczny. Jeśli „ja mam inaczej, przepraszam” to ból rozczarowania, żalu i może zawstydzenie zjawia się na horyzoncie. Bo bycie odsłoniętym to ryzyko, niepewność i emocje.

Przykład 2: A co dalej jeśli relacja się pogłębia… no a dalej pierwsza kłótnia. Delikatnie odsłaniamy nasze ciemne strony do tej pory tak skrzętnie chowane. I znowu po kłótni dobrze wyjaśnić, co i jak. A wtedy może trzeba będzie pokazać jakiś swój niechlubny schemat skrzętnie zapisany w dna duszy. Albo odsłonić się i powiedzieć „przepraszam”. To tak trudne słowo dla wielu z nas. I znowu … bycie odsłoniętym to ryzyko, niepewność i emocje.

Przykład 3: A jeśli są dzieci to odsłanianiem siebie jest powiedzenie partnerce o swoim zmęczeniu i „przyznanie się”, że potrzebujemy pomocy. To szczególnie trudne, kiedy przez tyle lat „dawaliśmy jak nadczłowiek radę”. Wtedy może mieć miejsce zburzenie jakiegoś obrazu, który stworzyliśmy w oczach innych a to nie lada wyzwanie. I ponownie bycie odsłoniętym w tej nowej odsłonie to ryzyko, niepewność i emocje.

Przykład 4: Pierwsza spędzona wspólnie intymna noc. Dosłownie i w przenośni to bycie bardzo blisko. A to zakłada bycie odsłoniętym czyli kłania się nam: ryzyko, niepewność i emocje.

Przykład 5: Zakładanie własnej firmy to ryzyko, niepewność i emocje. Zatrudnianie, zwalnianie, rekrutowanie, budowanie zespołu, reorganizacja firmy itd. To wszystko jest procesem szalenie delikatnym choć na pozór otoczone biznesem twardym jak stal, w którym na wrażliwość nie ma miejsca.  A tu znowu: ryzyko, niepewność i emocje.

Przykład 6: Choroba, kiedy zdarza się w życiu, przenika wszystkie zbroje i chcąc niechcąc kontaktuje nas z wrażliwością na tak wielu poziomach. A bycie wrażliwym, jak już dobrze wiecie, to ryzyko, niepewność i emocje.

Przykład 7: Śmierć bliskiej osoby. Dotyka naszego odsłoniętego, pękniętego serca. A serce bez zbroi skąpane w żałobie niesie ze sobą z natury rzeczy: ryzyko, niepewność i emocje.

Przykładów odwagi odsłaniania siebie przed samymi sobą i innymi mogłabym mnożyć i mnożyć. Sama dziś rano w ferworze poranka, tysiąca spraw, gonitwy na czas, sięgnęłam po znane sobie schematy niedobrej rozmowy, skrótów myślenia i błędów interpretacji. Wpadłam w pułapkę „bycia niewysłuchaną” a to uruchomiło we mnie złość, która z kolei wyrażona niehigienicznie, burzy utkany z delikatnością most między mną a drugim człowiekiem. Łatwo się wtedy okopać i szukać winnego, dokładnie jak na wojnie. Ale świadomość tego mechanizmu sprawia, że odruch zamykania serca i obudowania go zbroją chłodnego dystansu już nie może się wydarzyć, bo dobrze wiem, co stracę a ja przecież tak bardzo chcę zyskać. I choć dobrze wiem, że odsłonięcie się łatwe, przyjemne ani wygodne nie będzie i choć tak bardzo dobrze wiem, że wysiłek wyjaśnienia tej sytuacji czeka mnie ogromny to pamiętam, że tam na końcu jest nagroda wielka. Nagrodą jest ponowna bliskość, czułość i miłość. Więc kiedy kończąc czytać ten tekst zatęsknicie za bliskością, czułością czy miłością, szybciutko zadajcie sobie pytanie, jak i kiedy jeszcze dziś, jeszcze tego samego dnia, odsłonicie siebie, żeby zbliżyć się do człowieka, marzenia czy siebie samych? Może czas na ten telefon? Albo mail? Albo wizytę? Albo rozmowę?