W górach rośnie zagrożenie, którego nie widać w zwykłych rozmowach o klimacie

Większość rozmów o lodowcach wygląda dziś podobnie: cofają się, topnieją, tracą masę, odsłaniają skały. To prawda, ale niepełna. Istnieje bowiem szczególna grupa lodowców, które przez długi czas zachowują się niemal ospale, by potem nagle przyspieszyć i ruszyć do przodu w tempie, które w świecie lodu brzmi wręcz nienaturalnie. Naukowcy opisują je jako lodowce typu surge, a nowe globalne analizy pokazują, że właśnie one potrafią generować jedne z najbardziej niebezpiecznych górskich zagrożeń.
W górach rośnie zagrożenie, którego nie widać w zwykłych rozmowach o klimacie

To nie są kaprysy na skalę drobnej korekty. Taki lodowiec może przez dekady “oszczędzać” lód w górnej części, a później wydać go niemal hurtowo, gwałtownie transportując ogromne masy ku czołu. Jeden z badaczy porównał to do konta oszczędnościowego opróżnianego podczas zakupowego szału w Black Friday. Porównanie jest zaskakująco trafne, bo oddaje istotę zjawiska: długi okres pozornego spokoju i nagły, brutalny wydatek energii oraz masy.

Właśnie ta skokowość czyni je tak groźnymi. Góry nie lubią nagłych zmian, a już szczególnie nie lubią ich rzeki, drogi, mosty i ludzie mieszkający w dolinach poniżej. Gdy zwykły lodowiec cofa się centymetr po centymetrze, krajobraz ma jeszcze czas, by jakoś się do tego dostosować. Gdy lodowiec typu surge nagle rusza, sytuacja zaczyna przypominać raczej źle zapowiedzianą katastrofę niż spokojny proces geologiczny.

Niebezpieczeństwo nie kończy się na samym lodzie

Badacze wskazują sześć głównych typów zagrożeń związanych z takimi zrywami. Pierwsze jest najbardziej intuicyjne: sam lodowiec może po prostu wejść na teren, który wcześniej był wolny od lodu, niszcząc drogi, budynki czy grunty rolne. To brzmi niemal archaicznie, jak obraz z epoki wielkich zlodowaceń, ale w niektórych górskich regionach taki scenariusz wcale nie należy do historii naturalnej pisanej w czasie przeszłym.

Jeszcze groźniejsze bywają skutki pośrednie. Surgujący lodowiec może zablokować rzekę i utworzyć jezioro, które później zostanie gwałtownie opróżnione, wysyłając w dół doliny niszczycielską falę. Może też doprowadzić do wypływu wody spod lodu, wywołać nagłe odspojenia mas lodu i skał, a nawet zasypać okolicę szczelinami tam, gdzie lodowce służą mieszkańcom i turystom jako trasy komunikacyjne. To trochę jak góra, która przestaje być krajobrazem, a zaczyna zachowywać się jak system pułapek.

Do tego dochodzi ryzyko dla żeglugi i turystyki morskiej, gdy taki lodowiec wpada do morza i w krótkim czasie produkuje wyjątkowo dużo gór lodowych. W praktyce oznacza to, że mówimy nie o jednym problemie, lecz o całym pakiecie zagrożeń: od powodzi i lawin, po utrudnienia transportowe i lokalne katastrofy infrastrukturalne. Właśnie dlatego naukowcy nie traktują tych lodowców jako osobliwości dla specjalistów, ale jako realny problem zarządzania ryzykiem.

Niewielka grupa, zaskakująco wielki wpływ

Najbardziej uderzające jest to, że lodowce typu surge stanowią zaledwie około 1% wszystkich lodowców na świecie, a mimo to dotyczą niemal jednej piątej globalnej powierzchni lodowców. To znakomity przykład zjawiska, w którym liczebność nie mówi wszystkiego. Niewielka grupa potrafi odcisnąć ślad nieproporcjonalnie duży, trochę jak mała liczba wyjątkowo agresywnych rzek, które decydują o losie całych dolin.

Globalna analiza zebrała dane o ponad 3100 takich lodowcach. Nie są one rozsiane po mapie świata przypadkowo. Tworzą wyraźne skupiska w Arktyce i strefie subarktycznej, w High Mountain Asia oraz w Andach. Sama geografia dużo tu mówi: to regiony, gdzie lód, wysokość, klimat i topografia układają się w warunki sprzyjające takim gwałtownym epizodom.

Szczególnie niepokojąca jest grupa 81 lodowców uznanych za najbardziej niebezpieczne podczas surge’u. Większość z nich znajduje się w Karakorum, gdzie poniżej leżą zaludnione doliny i ważna infrastruktura. To już nie jest mapa ciekawostek glacjologicznych. To mapa miejsc, w których lód może spotkać się z człowiekiem w najgorszy możliwy sposób: nagle, gwałtownie i bez komfortowego marginesu błędu.

Klimat miesza w regułach gry bardziej, niż można było się spodziewać

Najciekawsze, a zarazem najbardziej kłopotliwe, jest to, że ocieplenie klimatu nie daje tu prostego scenariusza. Intuicja podpowiadałaby, że skoro świat się ociepla, lodowce po prostu słabną i znikają. Tymczasem badacze podkreślają, że surgujące lodowce stają się przez to często jeszcze trudniejsze do przewidywania. W niektórych miejscach zrywy pojawiają się częściej niż dawniej, w innych aktywność maleje, a w jeszcze innych może dopiero zacząć się przesuwać na nowe obszary.

Pojawiają się też sygnały, że ekstremalne zjawiska pogodowe, takie jak bardzo ciepłe lata czy intensywne opady, mogą uruchamiać surges wcześniej, niż oczekiwano. To ważna zmiana, bo dawniej można było przynajmniej próbować opierać się na historycznych cyklach i długich przerwach między epizodami. Dziś natura coraz częściej zachowuje się tak, jakby przestała respektować własny rozkład jazdy.

W niektórych regionach lodowce mogą z kolei tak bardzo się przerzedzić, że nie będą już w stanie zgromadzić dość lodu, by wejść w fazę gwałtownego zrywu. To paradoks, który dobrze pokazuje złożoność problemu: ocieplenie nie działa tu jak jeden prosty przełącznik. Ono raczej przepisuje instrukcję obsługi całego systemu. I właśnie to jest dla naukowców oraz służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo najtrudniejsze.

Źródła: Sci Tech Daily; EurekAlert

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.