W nadprzewodnictwie długo liczyły się pary. Teraz wreszcie widać całe towarzystwo

Nadprzewodnictwo przez lata opisywano trochę jak elegancki taniec, którego nikt naprawdę nie widział z bliska. Była teoria, były skutki, były coraz lepsze pomiary. Brakowało jednak czegoś bardziej intymnego: obrazu pokazującego, jak same pary odpowiedzialne za ten stan materii układają się względem siebie. Nowe badanie właśnie to dołożyło i przy okazji pokazało, że stara, podręcznikowa opowieść była zbyt gładka.
W nadprzewodnictwie długo liczyły się pary. Teraz wreszcie widać całe towarzystwo

Zespół badaczy nie fotografował elektronów bezpośrednio w klasycznym nadprzewodniku, bo to w praktyce wciąż piekielnie trudne. Zamiast tego użył ultrazimnego gazu fermionowego z atomów litu, schłodzonego do zaledwie kilku miliardowych części stopnia powyżej zera absolutnego. Taki układ pozwala odtworzyć fizykę parowania fermionów w warunkach znacznie bardziej kontrolowanych niż w prawdziwym metalu. To właśnie dlatego badacze mówią o bezpośrednim wglądzie w proces, który leży u podstaw nadprzewodnictwa.

Najciekawsze jest to, że wynik nie potwierdził po prostu starej teorii. Pokazał raczej, że czegoś w niej brakowało. Po utworzeniu par atomy nie zachowywały się jak niezależne “duety” rozrzucone po układzie, jak sugeruje przybliżony obraz BCS. Ich położenia okazały się skorelowane z położeniami innych par – trochę tak, jakby na parkiecie nie wystarczyło dobrać się w pary, ale jeszcze trzeba było uważać na cały tłum wokół.

Nie samo parowanie było nowością, lecz to, co dzieje się między parami

Teoria BCS, sformułowana w latach 50. przez Bardeena, Coopera i Schrieffera, pozostaje fundamentem rozumienia klasycznego nadprzewodnictwa. To ona tłumaczy, że opór elektryczny znika, gdy elektrony łączą się w tzw. pary Coopera. Problem w tym, że BCS jest teorią przybliżoną. Dobrze mówi, dlaczego pojawia się parowanie, ale znacznie gorzej radzi sobie z tym, jak te pary zachowują się względem siebie w bardziej realistycznym, silniej skorelowanym układzie.

Nowe badanie celowało właśnie w tę lukę. Dzięki rozwiniętej metodzie obrazowania naukowcy mogli obserwować przestrzenne korelacje ładunkowe i spinowe w dwuwymiarowym silnie oddziałującym gazie fermionowym. To pozwoliło nie tylko zobaczyć samo parowanie, ale też zmierzyć dwu- i trójpunktowe funkcje korelacji. I właśnie tam pojawił się sygnał, którego średniopolowy obraz BCS nie powinien dopuszczać: wyraźny “dołek” w korelacji par, wskazujący, że pary trzymają się od siebie na pewien dystans.

fot. Lucy Reading-Ikkanda/Simons Foundation

Przez dekady można było mówić o nadprzewodnictwie tak, jakby najważniejsze było samo “sparowanie” elektronów. Teraz widać wyraźniej, że to dopiero połowa historii. Druga połowa dotyczy tego, jak te pary organizują się w zbiorowości. A to już nie jest detal kosmetyczny, tylko fragment fizyki, który może mieć znaczenie dla bardziej złożonych, mniej klasycznych nadprzewodników.

Zamiast patrzeć na metal, zajrzeli do lepszego modelu rzeczywistości

To może brzmieć jak naukowy unik – skoro mowa o nadprzewodnictwie, dlaczego nie badano od razu metalu? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo czasem lepiej zbudować układ, który wierniej odsłania mechanizm, niż wpatrywać się w materiał, który wszystko miesza. Ultrazimne gazy fermionowe są dziś czymś w rodzaju laboratoryjnych tłumaczy dla fizyki materii skondensowanej. Pozwalają odtwarzać ważne procesy w formie prostszej do kontrolowania i precyzyjniejszej do pomiaru.

W tym przypadku użyto atomowo-rozdzielczej mikroskopii gazu kwantowego w kontinuum. To dzięki niej dało się zejść do poziomu pojedynczych par i ich wzajemnych relacji. Potem wyniki skonfrontowano z dokładnymi obliczeniami kwantowymi metodą auxiliary-field quantum Monte Carlo, które potwierdziły, że zaobserwowany efekt nie jest artefaktem pomiaru, tylko realnym elementem fizyki układu.

W praktyce to trochę tak, jakby przez lata znać już melodię i widzieć tłum wychodzący z sali, ale dopiero teraz dostać kamerę ustawioną w środku parkietu. Nagle okazuje się, że taniec nie polega tylko na dobraniu się w pary. Liczy się też to, jak pary poruszają się względem siebie, jak pilnują dystansu i jak organizują wspólną przestrzeń. Właśnie tę brakującą choreografię udało się uchwycić.

Na pierwszy rzut oka można wzruszyć ramionami: dobrze, fizycy zobaczyli coś ciekawszego w bardzo zimnym gazie. Problem w tym, że od takich “ciekawszych rzeczy” zaczynają się później naprawdę ważne przesunięcia w rozumieniu materiałów. Nadprzewodnictwo wysokotemperaturowe nadal pozostaje jedną z wielkich zagadek fizyki materii. Wiadomo, że klasyczne BCS nie tłumaczy wszystkiego, ale każda nowa informacja o tym, co dokładnie dzieje się między parami fermionów, pozwala lepiej stroić narzędzia do badania bardziej skomplikowanych układów.

Autorzy wprost piszą, że ich pomiary stanowią nowy mikroskopowy wgląd w dwuwymiarowe gazy fermionowe i mogą wyznaczyć kierunek dla przyszłych badań silnie skorelowanej materii kwantowej. To nie jest jeszcze przepis na nadprzewodnik działający w temperaturze pokojowej, ale jest to kawał solidniejszej mapy prowadzącej w tamtą stronę.

Źródło: Phys

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.