W odgłosach kaszalotów znaleziono strukturę, która niepokojąco przypomina ludzką mowę

Kaszaloty od lat brzmią dla ludzkiego ucha jak maszyny pracujące gdzieś w ciemności: krótkie, twarde kliknięcia, rytm bardziej mechaniczny niż melodyjny. Tym ciekawsze jest to, że nowe badanie każe spojrzeć na te dźwięki zupełnie inaczej. Naukowcy doszli do wniosku, że w kliknięciach kaszalotów widać wzorce przypominające sposób, w jaki ludzka mowa organizuje swoje najmniejsze elementy – nie na poziomie znaczeń czy “słów”, ale na poziomie struktury dźwięków.
fot. Unsplash

fot. Unsplash

To ważne rozróżnienie, bo łatwo byłoby tu popłynąć w stronę efektownego hasła, że kaszaloty mają język jak ludzie. Tego badanie nie pokazuje. Pokazuje coś subtelniejszego i, szczerze mówiąc, ciekawszego: że system komunikacji tych waleni ma własną fonologiczną organizację, czyli zestaw drobnych kontrastów i reguł, które przypominają sposób budowania ludzkiej mowy z małych, powtarzalnych elementów. Autorzy opisali to w pracy opublikowanej w Proceedings of the Royal Society B.

Jeśli przez lata słyszeliśmy w kaszalocich klikach głównie serię podobnych stuknięć, to trochę tak, jakby ktoś słuchał obcego języka zza ściany i uznał, że to po prostu jednostajny hałas. Nowe analizy sugerują, że pod tą pozorną prostotą kryje się znacznie więcej niuansów, niż podpowiada intuicja.

Nie słowa, tylko coś bliższego głoskom

Badacze analizowali tzw. codas, czyli krótkie sekwencje kliknięć, którymi kaszaloty komunikują się społecznie. To nie są pojedyncze przypadkowe odgłosy, tylko uporządkowane wzorce dobrze znane nauce od lat. Już wcześniejsze prace pokazywały, że codas mają strukturę kombinatoryczną i kontekstową, a różne grupy kaszalotów potrafią mieć własne dialekty kulturowe. Nowe badanie idzie krok dalej i przygląda się samym “cegiełkom” tych sygnałów.

Autorzy opisują w kaszalocich kliknięciach coś, co porównują do samogłoskowych kontrastów w ludzkiej mowie. Chodzi o to, że kliknięcia różnią się nie tylko długością czy odstępem, ale też widmem akustycznym w sposób, który da się grupować w bardziej i mniej “a-podobne” albo “i-podobne” klasy. Pojawiają się też przejścia przypominające dyftongi, czyli płynne zmiany jakości dźwięku znane z części ludzkich języków. To nie znaczy, że kaszalot wypowiada oceaniczne “a” i “i”, ale że jego system dźwięków używa kontrastów strukturalnie podobnych do tych, które ludzka mowa wykorzystuje od tysięcy lat.

To przesuwa rozmowę o komunikacji zwierząt na wyższy poziom. Nie chodzi już tylko o pytanie, czy dany gatunek wydaje różne dźwięki w różnych sytuacjach. Chodzi o to, czy jego sygnały mają wewnętrzną architekturę, coś w rodzaju fonetycznego rusztowania. W przypadku kaszalotów coraz więcej wskazuje na to, że tak właśnie jest.

Dlaczego akurat kaszaloty są tak dobrym kandydatem do takiego odkrycia?

Kaszaloty to zwierzęta społeczne, długowieczne i żyjące w złożonych grupach rodzinnych. Od dawna wiadomo też, że ich komunikacja nie jest ubogim zestawem kilku sygnałów alarmowych. Projekt CETI i współpracujący z nim badacze od lat zbierają ogromne zbiory nagrań z Dominiki, próbując zrozumieć, jak te zwierzęta organizują swoje “rozmowy”. Wcześniejsze analizy wskazywały na istnienie swoistego “alfabetu” zmian rytmu, tempa i ozdobników w coda, a także na zależność między strukturą sygnału a kontekstem społecznym.

Nowa praca dobrze wpisuje się w ten szerszy obraz. Kaszaloty nie brzmią jak ludzie, bo nie mają strun głosowych pracujących tak jak nasze i nie produkują mowy w ten sam fizyczny sposób. A jednak ich system akustyczny najwyraźniej doszedł do czegoś funkcjonalnie podobnego: do używania drobnych różnic brzmieniowych jako elementów większej struktury. To trochę jak dwa bardzo odległe warsztaty, które niezależnie od siebie wynalazły podobny typ narzędzia, bo rozwiązywały podobny problem komunikacyjny.

fot. Unsplash

Ludzie i kaszaloty nie są bliskimi kuzynami, ich ostatni wspólny przodek żył dziesiątki milionów lat temu. Jeśli więc w obu liniach pojawiły się podobne zasady organizowania sygnałów, to może znaczyć, że złożone życie społeczne po prostu premiuje pewne rozwiązania komunikacyjne, nawet jeśli ewolucja dochodzi do nich zupełnie różnymi drogami.

To nie tłumacz do wielorybów

Najłatwiej odebrać taki temat jako zapowiedź rozmów człowieka z wielorybem. Tyle że nauka działa tu znacznie skromniej. Nadal nie wiemy, co dokładnie znaczą konkretne codas, jak precyzyjnie kaszaloty łączą je z sytuacją i na ile ich komunikacja przypomina semantykę ludzkiego języka. Badanie dotyczy poziomu dźwiękowej organizacji, nie słownika znaczeń.

Ale ten poziom też jest kluczowy. Zanim w ogóle można marzyć o rozszyfrowaniu “co” kaszaloty komunikują, trzeba najpierw zrozumieć z czego zbudowane są ich sygnały. To trochę jak przy próbie odczytania nieznanego pisma: najpierw trzeba rozpoznać litery, znaki i ich warianty, dopiero potem można zabierać się za słowa i gramatykę. Właśnie taki etap reprezentuje nowe badanie.

Źródło: Science Alert

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.