Sama doskonale rozumiem potrzebę zachowywania wspomnień. Zdjęcia pozwalają wrócić do chwil, które w pamięci z czasem robią się trochę mniej wyraźne. Problem pojawia się wtedy, gdy rodzinny album bez większego namysłu zamienia się w publiczną wystawę, a dziecko zostaje jej główną bohaterką lub bohaterem, choć nikt nie zapytał go o zdanie.
Zdjęcie można zrobić w sekundę. Opublikować jeszcze szybciej. Z cyfrowym śladem, który po nim zostaje, sprawa jest już znacznie bardziej skomplikowana.
Dzieci dorastają wraz ze swoim internetowym archiwum
Współczesne dzieci często pojawiają się w internecie, zanim nauczą się mówić, czy chciałyby się tam znaleźć. Zdjęcia z narodzin, pierwszych urodzin, przedszkolnych występów, wakacyjnych wyjazdów i domowych wpadek tworzą historię, nad którą początkowo pełną kontrolę sprawują dorośli.
Z badania Dzieci a czas przed ekranem w erze AI, przeprowadzonego na zlecenie platformy edukacyjnej Novakid, wynika, że 83% polskich rodziców wskazuje smartfon jako urządzenie używane przez ich dziecko przynajmniej raz w tygodniu. Niemal 40% dzieci rozpoczyna kontakt z urządzeniami cyfrowymi jeszcze przed rozpoczęciem edukacji wczesnoszkolnej.
Technologia pojawia się więc bardzo wcześnie, ale rozmowa o prywatności często przychodzi kilka lat później. Mam wrażenie, że dorośli chętnie uczą dzieci, aby nie podawały obcym adresu, hasła czy nazwy szkoły, a jednocześnie sami potrafią pokazać w sieci lokalizację hotelu, plan rodzinnego wyjazdu i twarz dziecka w stroju kąpielowym.
Wakacyjny cyfrowy savoir-vivre warto zacząć od prostego pytania: czy mogę opublikować to zdjęcie?
Zgoda dziecka nie powinna być wakacyjną dekoracją
Pytanie o zgodę ma sens tylko wtedy, gdy dorosły jest gotowy przyjąć również odmowę. Inaczej szybko staje się grzecznościową formułką, podobną do pytania, czy dziecko chce już wracać z placu zabaw, wypowiedzianego w chwili, gdy rodzic trzyma w dłoni jego kurtkę i kluczyki do samochodu.

Znaczenie ma również wiek. Małe dziecko może nie rozumieć, czym jest publiczny profil albo kto zobaczy nagranie. Można jednak wyjaśnić mu prostymi słowami, że zdjęcie trafi do internetu, rodzinnej grupy lub zostanie wysłane dziadkom. Starsze dziecko powinno dostać więcej informacji i realny wpływ na decyzję.
Pytając dziecko o zgodę i respektując jego odpowiedź, dorośli uczą je, że ma prawo decydować o swoim wizerunku. To ważna lekcja stawiania granic, która przydaje się nie tylko online, ale również w codziennych relacjach z innymi – mówi Elżbieta Henschke-Michałowska, Regional Director w Novakid.
Istotna jest też możliwość zmiany zdania. Zdjęcie, które ośmiolatce wydawało się zabawne, dwa lata później może ją zawstydzać. Usunięcie go nie powinno wymagać rodzinnego przesłuchania ani tłumaczenia, dlaczego nagle przeszkadza. Dyskomfort jest wystarczającym powodem.
Cyfrowej asertywności dziecko uczy się od dorosłych
Łatwo powiedzieć dziecku, że powinno stawiać granice. Znacznie trudniej pokazać mu, że jego własne granice naprawdę będą respektowane. Gdy rodzic publikuje zdjęcie mimo protestu, przekaz okazuje się dość czytelny: możesz odmawiać, dopóki twoja odmowa pasuje dorosłym.
Wakacje, kolonie i obozy dają wiele okazji do rozmowy o takich sytuacjach. Dziecko może nie chcieć znaleźć się na grupowym nagraniu, zostać oznaczone w relacji koleżanki albo zobaczyć swojego zdjęcia na profilu organizatora wyjazdu. Powinno wiedzieć, że ma prawo odmówić, poprosić o usunięcie materiału, a gdy jego prośba zostanie zlekceważona – zwrócić się do zaufanej osoby dorosłej.
Ta zasada działa również w drugą stronę. Dzieci warto uczyć, aby przed opublikowaniem zdjęcia kolegi zapytały go o zgodę. Internetowe granice nie kończą się przecież na własnym profilu.

Czasem potrzebne jest jedno zdanie po angielsku
Podczas zagranicznych wakacji cyfrowa asertywność może wymagać kilku prostych zwrotów. Please don’t take a photo, don’t post it online albo please delete this photo brzmią zwyczajnie, ale w konkretnej sytuacji dają dziecku narzędzie do ochrony własnego komfortu.
Znajomość języka służy nie tylko nawiązywaniu relacji, ale również dbaniu o własne bezpieczeństwo i komfort. Dziecko, które potrafi jasno powiedzieć, że nie chce być fotografowane lub publikowane, zyskuje większą pewność siebie i sprawczość podczas zagranicznych wyjazdów – dodaje Elżbieta Henschke-Michałowska.
Nie chodzi przy tym o przygotowanie małego prawnika, który będzie przed każdym grupowym zdjęciem przedstawiał regulamin przetwarzania danych. Wystarczy, że dziecko wie, jak wyrazić brak zgody i do kogo zwrócić się po pomoc. Kilka przećwiczonych wcześniej zdań może okazać się bardziej użytecznych niż kolejna wakacyjna lista słówek o pogodzie i zamawianiu lodów.

Rodzinne wspomnienia można zachować bez wystawiania ich na widok publiczny
Rozsądne podejście do wizerunku dziecka nie wymaga usuwania aparatu z telefonu. Można robić zdjęcia, tworzyć prywatne albumy, wysyłać wybrane kadry najbliższym albo publikować ujęcia, na których nie widać twarzy. Warto również unikać pokazywania lokalizacji w czasie rzeczywistym, nazw obiektów, szkoły, klubu sportowego i innych informacji pozwalających łatwo ustalić, gdzie dziecko przebywa.
Przed publikacją dobrze spojrzeć na fotografię oczami osoby, która znajduje się w kadrze. Czy zdjęcie może ją kiedyś zawstydzić? Czy pokazuje sytuację intymną, trudną albo ośmieszającą? Czy zawiera informacje, których obca osoba nie powinna znać?
Wakacyjny album ma przede wszystkim przechowywać wspomnienia. Nie każda chwila musi od razu zdobywać reakcje, serduszka i komentarze. Czasem najczulszym sposobem zachowania zdjęcia jest pozostawienie go w rodzinie.
Dziecko, którego odmowa jest respektowana przy publikowaniu fotografii, dostaje coś więcej niż odrobinę prywatności. Uczy się, że jego zdanie ma znaczenie, a stawianie granic nie jest niegrzecznością. Trudno o lepszą lekcję na wakacje – i na wszystkie kolejne lata spędzane online.
