Próżno się doszukiwać nowoczesnego równouprawnienia w patriarchalnym świecie wikingów. Męskość nie była tylko określeniem płci. To również kategoria etyczna: oznaczała odwagę, waleczność, prawdomówność, lojalność w stosunku do przyjaciół i krewnych, wierność honorowi. Każdy, by cieszyć się szacunkiem, musiał być „męski” – nieważne, czy chodziło o mężczyznę, czy o kobietę. 

Z kolei mężczyzna tracił swój prestiż, jeśli został posądzony o zniewieściałość. To kobietom przypisywano bowiem takie cechy jak: tchórzostwo, niezdecydowanie, obłudę, nielojalność czy zakłamanie. Także tradycyjnie męskie zajęcia były faworyzowane kosztem damskich obowiązków. W cenie były wojaczka, fizyczna praca w gospodarstwie, żeglarstwo i handel. Lekceważono gotowanie, pranie czy sprzątanie. Do popularnych obelg należało oskarżenie mężczyzny o pomaganie niewiastom w pracach domowych. Z tych powodów każda kobieta, która chciała zdobyć sobie wysoką pozycję społeczną, musiała nie tylko postępować jak mężczyzna, ale i wykonywać męski zawód.

Jedną z lepiej znanych  kobiet  z  czasów wikingów, która w ten sposób zaskarbiła sobie szacunek i sławę, była Unn Mądra. Opisywała ją m.in. islandzka „Saga rodu z Laxdalu”. Unn była córką Ketila Płaskonosego, powiązanego z wieloma wpływowymi rodami. Po śmierci męża wyrobiła sobie silną pozycję, jak inni możnowładcy mężczyźni. Po śmierci ojca stanęła zaś na czele wyprawy kolonizacyjnej. Przez Orkady i Wyspy Owcze dotarła na Islandię, a tam zajęła wielkie połacie ziemi. Do późnej starości rządziła całym regionem. Niecodzienna była też jej śmierć. Postanowiła ożenić wnuka i wyprawiła mu huczne wesele w swojej posiadłości. Na uczcie oznajmiła, że cały majątek przekazuje młodzieńcowi, po czym udała się do sypialni. Tam umarła. Wesele stało się jednocześnie stypą. Unn pochowano w spektakularny sposób. Jej ciało ułożono na statku, wraz z cennymi darami grobowymi, a nad całością usypano kopiec. Zastosowano zatem obrządek, zarezerwowany tylko dla największych wojowników i władców. Choć Unn urodziła się kobietą, żyła i została pochowana jak mężczyzna. I za to ją poważano.

ŻONY, WDOWY I ROZWÓDKI

Większość kobiet wikingów wykonywała jednak zajęcia domowe. Prały, gotowały, opiekowały się małymi dziećmi, doiły krowy, tkały. Na kobietach spoczywał też obowiązek pielęgnacji rodzinnych tradycji i kultywowanie wiedzy medycznej czy magicznej. Uczyły też dzieci. Nie segregowano kobiet na bogate, które nic nie robiły, i biedne, które pracowały. Wszystkie miały swoje obowiązki. I choć uznawano te zajęcia za niegodne mężczyzny, to jednak nie uważano ich za deprymujące dla kobiet. Wykonując je dobrze, mogły zyskać uznanie mężczyzn jako wzór żony. 

Na ogół kobiety były pozbawione praw politycznych. Przed sądem musiał je reprezentować mężczyzna. Ze zdaniem kobiety jednak się liczono i mogła współdecydować o swoim losie. Co prawda niepełnoletnie dziewczyny i mężatki podlegały władzy – kolejno – ojca i męża, ale ta władza nie była absolutna. Podczas nieobecności męża żona zarządzała rodzinnym majątkiem (a w czasach wikingów mężczyźni często wyprawiali się w dalekie podróże łupieskie czy handlowe). 

Pełną niezależnością cieszyły się natomiast wdowy – takie jak wspomniana Unn. Mogły same rozporządzać majątkiem i decydować o następnym zamążpójściu. Co rzadko spotykane w średniowieczu: kobiety u wikingów miały też prawo żądać rozwodu. Najpopularniejszą metodą było oskarżenie męża o zniewieściałość. W końcu każda chciała być żoną prawdziwego mężczyzny. Zdarzało się również, że przyczyną rozstania był brak satysfakcji seksualnej. W „Sadze o Njalu” właśnie z tego powodu Unn, córka Mörda, rozwiodła się z mężem. Zarzuciła mu bowiem, że są niedopasowani seksualnie, co uniemożliwiało prawidłowe skonsumowanie małżeństwa.

PODŻEGACZKA I STRAŻNICZKA HONORU

Prawy wojownik musiał dbać o honor i prestiż. Dobra żona czuwała, by o tym nigdy nie zapomniał. Już starożytni Cymbrowie [wywodzący się podobno z Jutlandii – przyp. red.] znani byli z tego, że w bitwach towarzyszyły im kobiety. Niewiasty stały na tyłach armii, okrzykami zachęcały mężczyzn do walki, szydziły z tchórzy i zabijały dezerterów. Plutarch opisuje dantejskie sceny, które rozegrały się po rozgromieniu Cymbrów przez Rzymian pod Vercellae (101 r. p.n.e.): „Tych zaś, którzy uciekali, ścigano aż po same szańce obozowe, gdzie rozegrały się najstraszniejsze sceny. Kobiety bowiem stały tam na wozach w czarnych sukniach i mordowały uciekających mężów, braci i synów. Dusiły swe nieletnie dzieci własnymi rękami i rzucały je pod koła wozów i kopyta zwierząt, ciągnących wozy, po czym same sobie zadawały śmierć”.

Żony wikingów podtrzymywały tę tradycję. Nie posuwały się już może do przemocy, ale pochwałą i szyderstwem skutecznie manipulowały poczuciem obowiązku mężów, synów czy krewnych. Gdy któryś z nich nie dotrzymywał honorowego obowiązku, przywoływały go do porządku. W „Eyrbyggja saga” takie wyrzuty sumienia wywołuje Thorgerd. Gdy jej mąż zostaje zgładzony, żaden z krewnych nie kwapi się do dokonania honorowej zemsty. Zabójca był bowiem bardzo wpływową osobistością, z którą bano się zadzierać. Mściwa wdowa ucina więc martwemu mężowi głowę i zanosi ją Arnkelowi, najpotężniejszemu członkowi swego rodu. Poruszony tym widokiem Arnkel przypomina sobie o obowiązku i podejmuje się zemsty. 

 

Do odwetu za śmierć męża podżega również Gudrun, bohaterka „Sagi rodu z Laxdalu”. Nie postępuje jednak pochopnie. Tuż po śmierci małżonka nie podejmuje żadnych otwartych kroków przeciw zabójcom, ponieważ jej synowie są jeszcze dziećmi. W tajemnicy planuje zemstę, starając się zyskać poparcie krewnych. Udaje jej się to dopiero po 12 latach. W spisek wplata też swoje dzieci. Pokazuje synom zakrwawione ubrania ich ojca i zarzuca im tchórzostwo, czym skłania młodzieńców do krwawej wendety. 

PODRÓŻNICZKI: DZIELNA GUDRID I STRASZNA FREYDIS

Nie tylko mężczyźni byli uczestnikami  śmiałych wypraw zamorskich. Jedną z najlepiej znanych skandynawskich podróżniczek w średniowieczu była Gudrid, kobieta, która zwiedziła niemal cały ówcześnie znany świat. Z pochodzenia Islandka lub Norweżka, około 1000 r. przypłynęła na Grenlandię z pierwszym mężem Thorirem. Podróż nie obyła się bez niespodzianek. Ich łódź zatonęła i do wyspy dotarli dzięki pomocy Grenlandczyków. 

Po śmierci męża kobieta poślubiła Thorsteina – syna wielkiego wikińskiego odkrywcy Eryka Rudego. Życie małżeńskie nie było jej jednak pisane i po kilku latach została wdową po raz drugi. Wtedy wyszła za mąż za islandzkiego kupca i podróżnika Thorfinna Karlsefniego. To dało jej szansę uczestniczenia w najbardziej spektakularnej wyprawie wczesnego średniowiecza. Około roku 1010 u boku męża  dowodzącego trzema statkami wyruszyła w kierunku Ameryki Północnej, by założyć tam pierwszą w dziejach europejską kolonię. Dotarli do osławionej Winlandii, krainy kilka lat wcześniej odkrytej przez jej szwagra Leifa Szczęśliwego. Tam Gudrid doczekała się syna – Snorriego, pierwszego znanego Europejczyka narodzonego w Ameryce.

Wskutek problemów z tubylcami misja kolonizacyjna zakończyła się porażką. Ci, którzy przeżyli, po kilku latach wrócili do domu. Gudrid i Karlsefni nie wyszli jednak źle na tej eskapadzie. Przez Grenlandię i Islandię popłynęli do Norwegii, gdzie z dużym zyskiem sprzedali dobra zdobyte w Ameryce i na Grenlandii. Następnie wrócili na Islandię, tam spieniężyli norweskie towary i zamieszkali w zakupionym gospodarstwie. Dożyli sędziwego wieku. Gdy Thorfinn zmarł, w Gudrid znów odezwało się zamiłowanie do podróży. Wdowa wyruszyła na pielgrzymkę do Rzymu! Po zwiedzeniu Wiecznego Miasta staruszka wróciła na Islandię, gdzie zamieszkała w samotności, jako jedna z pierwszych tamtejszych pustelniczek.

Gudrid nie była jedyną kobietą, która uczestniczyła w wyprawach do Ameryki. Inną była Freydis, córka Eryka Rudego, a więc i szwagierka Gudrid. Zorganizowała wyprawę, choć historycy nie są zgodni, czy była to niezależna ekspedycja, czy część wyprawy Karlsefniego. Odbyła się około 1012 r. 

Freydis zapisała się w skandynawskiej tradycji jako kobieta zdecydowana, odważna i okrutna. Autor „Sagi o Grenlandczykach” ukazuje ją wręcz jako kobietę podłą i podstępną. Narzędziem swych intryg uczyniła męża pantoflarza Thorwalda. W Ameryce Freydis pokłóciła się z braćmi. Podpuściła więc małżonka, by ich zamordował. Gdy obaj bracia i ich ludzie zginęli, Freydis osobiście ścięła toporem głowy pięciu kobiet, by nie pozostawić świadków zbrodni. A musiała wziąć sprawy w swoje ręce, bo mężczyźni odmówili zamordowania niewiast. 

W „Sadze o Eryku Rudym” Freydis jest mniej krwiożerczą postacią, ale daleko jej do łagodnej żony. Gdy wikingowie uciekali przed rdzennymi mieszkańcami Ameryki Skrelingami, kobieta dała im przykład, jak się walczy – choć sama była w ciąży! Rozdarła odzienie, i zaczęła uderzać mieczem o nagie piersi. Ten widok miał tak przestraszyć Skrelingów, że wsiedli na łodzie i odpłynęli w popłochu.

„Żeński król”

Średniowieczni mieszkańcy Skandynawii lubili też słuchać opowieści o pięknych wojowniczych księżniczkach. Przypominały  greckie Amazonki, choć nie było to zapożyczenie. Po prostu kobieta z bronią w ręku zawsze pobudzała erotyczne fantazje mężczyzn. Źródła tego wyobrażenia w Skandynawii leżą w nordyckiej mitologii – w walkiriach: elitarnych wojowniczkach Odyna, które odprowadzały poległych w boju do Walhalli. O tym, że w wyobraźni wikingów były więcej niż tylko walecznymi boginiami, świadczy skandynawska poezja. W „Pieśni o Wölundzie” tytułowy bohater i jego dwaj bracia zakochali się w trzech walkiriach, a potem żyli z nimi przez 8 lat jak mężowie i żony. Jednak w dziewiątym roku walkirie znudziły się domowymi obowiązkami, przemieniły się w łabędzie (lub kruki) i poleciały, by krążyć nad bitewnymi polami. Walkirie były też kochankami skandynawskich bohaterów, np. Sygurda Zabójcę Fafnira urzekła Brunhilda (znana też jako bohaterka germańskiej „Pieśni o Nibelungach”).

Wojowniczki istniały nie tylko w mitologicznych projekcjach Skandynawów. W okresie wikingów rzeczywiście żyły kobiety, które parały się wojennym rzemiosłem. Wspomina o nich Saxo Grammaticus, duński kronikarz żyjący na przełomie XII i XIII w. Pisze między innymi o wojowniczce o imieniu Sela, która była „wytrawnym piratem”, oraz o Lathgercie – „utalentowanej wojowniczce, która skrywała męski charakter w kobiecym ciele”. Odwaga i waleczność tej ostatniej niejednokrotnie rozstrzygały o zwycięstwie w bitwie. Lathgertha nie przyniosła jednak szczęścia swemu małżonkowi. Pewnej nocy poderżnęła mu gardło, ponieważ „więcej przyjemności znajdowała w samotnym zarządzaniu swoimi włościami niż w dzieleniu się majątkiem z mężem”. 

 

Motyw walczącej kobiety przyjął w islandzkich sagach postać opowieści o wojowniczej księżniczce, którą nazywano „żeńskim królem” (meykongr), w odróżnieniu od królowej (drottingr) – żony króla. Meykongr pozostawała niezamężna i rządziła krajem niczym prawdziwy władca. Świetnym przykładem jest Thornbjörg z „Sagi o Hrolfie synu Gautreka”: „Wieść niesie, że była lepsza w żeńskich umiejętnościach od jakiekolwiek innej kobiety. Nauczyła się również kruszenia kopii oraz walki mieczem i tarczą, opanowując te umiejętności tak doskonale jak żaden rycerz, który trenował dworską sztukę władania bronią”. Jej ojciec, król Eryk, wcale nie był zadowolony z męskich upodobań córki, ale zgodził się oddać jej w panowanie trzecią część królestwa. Arogancka wojowniczka uważała, że żaden mężczyzna nie może się z nią równać w rycerskich umiejętnościach i nie zamierzała nikogo poślubić. Zalotników witała kpinami, a niektórych nawet okaleczała. Kazała nazywać siebie męskim imieniem Thorberg i każdy, kto ośmielił się nazwać ją dziewczyną lub kobietą, miał kłopoty. Thornbjörg trafiła jednak na pogromcę. W walnej bitwie pokonał ją Hrolf Gautreksson. A poskramiając waleczną władczynię, zyskał małżonkę.

Inną wojowniczą niewiastą, która broniła dostępu do swojego łoża, była królowa Olof z „Sagi o Hrolfie Kołku”. Miała w zwyczaju nosić kolczugę, hełm i miecz. Pomimo że była surowa i dumna, uważano ją za świetną partię. Ona jednak odsyłała z niczym wszystkich zalotników. Jednym z nich był król Helgi, który przybył do królestwa Olof na czele armii. Kobieta zaprosiła go na ucztę i podstępnie upiła, zwodząc zgodą na małżeństwo. Nieprzytomnemu ogoliła głowę, wysmarowała mu ciało smołą i wsadziła go do worka. Następnie rozkazała zanieść pakunek na statek Helgiego. Upokorzenie nie osłabiło determinacji króla. Helgi postanowił pokonać wybrankę jej własną bronią: podstępem. Przebrał się za włóczęgę i ukrył w lesie dwie skrzynie ze skarbami. Wiedząc, że Olof jest chciwa, zwabił ją samą do lasu pod pozorem oddania skarbu. Tam ujawnił swoją tożsamość, ale nie chciał już ręki królowej – zadowolił się zaspokojeniem fizycznej żądzy. Tak ukarał królową za upokorzenie swej męskiej dumy.

Na przełomie XII i XIII w. takie kobiece postawy były już niespotykane, dlatego Saxo Grammaticus dokładnie objaśnił swoim czytelnikom charakter wojowniczych niewiast: „W Danii żyły kiedyś kobiety, które ubierały się na męską modę i każdą chwilę spędzały na ćwiczeniu żołnierskich umiejętności. [...] Jak gdyby zapomniały o swoim prawdziwym jestestwie, przedkładały twardość nad ponętnością, celowały w konflikty a nie w pocałunki, smakowały krew, a nie wargi, szukały starcia na miecze, a nie objęć ramion. Ich dłonie, które powinny tkać, pasowały do broni, pragnąc nie formować, ale zabijać”. Wojowniczki zniknęły wraz z łupieżczymi wyprawami wikingów, by powrócić dopiero w armiach XX w.