Trzy miesiące temu w Rosyjskim Instytucie Biomedycznym rozpoczął się eksperyment naukowy, ważny dla przyszłej wyprawy człowieka na Marsa. Sześciu ochotników, wyselekcjonowanych spośród kilku tysięcy kandydatów z Rosji, Francji i Niemiec, zostało zamkniętych na 105 dni w symulatorze rakiety kosmicznej. Naukowcy badają ich wytrzymałość na całkowitą izolację.

W warunkach o wiele trudniejszych – samotni i pozostawieni samym sobie byli warszawscy robinsonowie, ukrywający się w ruinach stolicy po upadku Powstania Warszawskiego.

Dowiedz się więcej o Powstaniu Warszawskim

Akt kapitulacji powstania podpisali Kazimierz Iranek-Osmecki i Zygmunt Dobrowolski w siedzibie gen. SS Ericha von dem Bacha 2 października 1944 r., ale faktycznie walki w różnych dzielnicach skończyły się znacznie wcześniej. Po złożeniu broni 15 tys. żołnierzy AK zostało przewiezionych do obozów jenieckich. Dołączyli do 550 tys. ludności cywilnej, wywożonej systematycznie przez hitlerowców jeszcze w trakcie walk. Nie wszyscy jednak dali się wysiedlić. Kilkaset osób, pojedynczo lub w grupach, pozostało w ruinach Warszawy, czekając na wkroczenie Armii Czerwonej, która od jakiegoś czasu stała na prawym brzegu Wisły. Do Robinsona porównywał się Dawid Fogelman, który z trzema towarzyszami ukrywał się od połowy sierpnia do 18 stycznia 1945 r., podobnie jak Władysław Szpilman, którego historię spopularyzował Roman Polański filmem „Pianista”.

„Dziś byłem tak samotny, jak chyba żaden inny człowiek na świecie. Gdy Defoe tworzył idealny obraz samotnego człowieka – Robinsona Crusoe – pozostawił mu nadzieję na kontakt z ludźmi i Robinson mógł się cieszyć na samą myśl o takim spotkaniu, mogącym nastąpić każdego dnia, podtrzymując się tym cały czas na duchu. Ja zaś musiałem uciekać, kryć się przed otaczającymi mnie ludźmi w obawie przed śmiercią. Jeśli miałem przeżyć, musiałem być samotny, bezwzględnie samotny” – wspominał Szpilman. Żeby nie zwariować z samotności, ułożył sobie plan dnia. Przez cały dzień leżał w łóżku, oszczędzając siły, około południa wyciągał rękę po kawałek suchara i kubek z wodą. Przypominał sobie takt po takcie wszystkie kompozycje, które kiedyś grał, a następnie treść wszystkich książek, które czytał. Na koniec przywoływał angielskie słówka i dawał sobie lekcje angielskiego. Poza samotnością cierpiał na brak informacji o tym, co dzieje się na froncie, wariował, nie wiedząc, jak długo jeszcze musi wytrwać.

Inny robinson, Marian Uramowski, powstaniec walczący w „Baszcie”, który samotnie ukrywał się na strychu ocalałego domu od końca września 1944 r. aż do wyzwolenia, starał się zachowywać pozory normalności. Znalazł lusterko, brzytwę i mydło i codziennie się golił. Na ścianie zrobił kalendarz i odliczał dni. Z pozoru wydaje się to banalną czynnością, a przecież wielu traciło poczucie czasu. Gabriel Cybulski, ukrywający się ponad 5 miesięcy w wypalonym domu przy Ogrodowej, o nadejściu zimy dowiedział się, zobaczywszy pierwszy śnieg.