Gdy byłem młodszy, chodziłem do szkoły plastycznej usytuowanej w naszej publicznej szkole muzycznej. Trzy pokoje schowane na jednym z końców budynku, który jedynie w późnych porach nocnych zaznawał ciszy. Muzyka rozbrzmiewająca z każdego zakątka, tworzyła wyjątkową atmosferę, ta zaś, niczym igła gramofonu w czystej płycie, wyryła te dni na zawsze w mojej pamięci. Wraz z nią zapachy pasteli olejnych, farb i wilgoci z nimi zmieszanymi, w skrócie – było czym się zajmować. Jednak odkąd tylko pamiętam, zawsze najbardziej mnie fascynowało tworzenie form z plasteliny, a to oznacza, że gdy w szkole plastycznej ujrzałem glinę, nie mogłem przestać o niej myśleć.
Czy warto poświęcić czas na warsztaty ceramiki artystycznej? Odpowiedzi poszukałem w praktyce i się nią podzielę
Szczęście w nieszczęściu, że pozwolono mi z niej wyrabiać figurki i inne kształty, które się znajdowały w moim ośmioletnim umyśle, a to dawało mnie wiele radości. Pech chciał, że była to szkoła publiczna, więc wiecznie niedofinansowana o ograniczonym zapleczu, a na domiar był to schyłek lat 90. i początek 2000, czyli zero Amazonu, zero Allegro i to wszystko w małym miasteczku. Bieda to za wiele powiedziane, jednakże musiałem się skupić na rysowaniu, gdyż wielokrotnie słyszałem, że glina jest za droga i nie ma.

Zabawne, że teraz można po prostu sobie cokolwiek zamówić i to wspomnienie uderzyło mnie trochę ponad tydzień temu z pełną mocą, kiedy to na moich oczach podczas warsztatów ceramiki artystycznej, prowadząca zajęcia instruktorka atelier TerraArte z Nikiszowca w Katowicach, wyjmowała kolejne kilogramy ciężkiej gliny, rozdając je zebranym uczestnikom. Mały chłopiec z moich wspomnień był pod ogromnym wrażeniem rozpusty 2026 roku.
Od razu zaczął się też leniwie rozchodzić miły zapach wilgotnej ziemi z czymś, co wielu może się kojarzyć z wielkimi dziurami w piaskownicy albo szkołami plastycznymi lub nawet poznaje go pierwszy raz. W końcu rzadko raczej się miewa okazję, żeby obcować z gliną.
Poziom trudności zaskoczyłby każdego… Tym jakie to w gruncie rzeczy niegroźne
Zajęcia naturalnie przebiegały w pełni profesjonalnie, każdy krok był tłumaczony z lekkością godną specjalisty, podczas zręcznego wykonywania każdego kroku, podczas gdy we wszystkich uczestnikach (co ciekawe, byłem na oko najstarszym uczestnikiem. Moc zebranych była w wieku licealnym lub świeżo po) gromadziło się coraz więcej obaw, jak tego wszystkiego nie popsuć. Oczywiście zapewnienia prowadzącej nie pomogły, myśli o glinianej katastrofie się nie rozwiewały.

Mimo wszystko, trzeba przyznać, że poziom trudności jest obiektywnie mówiąc niewielki. Warsztaty ceramiki artystycznej od razu się kojarzą z kołem, lecz tutaj po prostu wałkowało się glinę do odpowiedniej grubości, osiąganej sprytną, łatwą metodą. Każde stanowisko było oczywiście wyposażone w potrzebne narzędzia, ilość materiału do obrobienia z naddatkiem, a nawet szablon według którego się wykrawało elementy niezbędne do stworzenia “kubka Jumbo”, któremu dedykowane były warsztaty.
Wyciszenie, o jakim się zapomniało, że można w ogóle osiągnąć
Nie ma co ukrywać, że trochę byłem nerwowy podczas wykonywania kolejnych kroków, ale na szczęście najbardziej dominowała ekscytacja i w ogóle mi nie przeszkadzało, że jakimś cudem moje czarne ubranie coraz bardziej pokrywała warstwa glinianego pyłu. W każdym razie szybko wpada się w trans i wręcz obudziło to uczucie chęci znania od razu wszelkich tajników garncarstwa, aby nie musieć słuchać instrukcji i tylko się skupić na wykonywaniu czynności przede mną.

Warsztaty ceramiki artystycznej, jak nazwa wskazuje, wymaga narzędzi do obróbki gliny, do czego się używa między innymi skalpela, specjlanej igły, żyłek, malutkich obijaków i podobnych, drewnianych narzędzi. Każde wymaga mniejszej lub większej precyzji, co zaś ogromnie angażuje ze względu na chęć osiągnięcia największego wymiaru idealnego wygładzenia powierzchni. Trzeba się oczywiście trochę pobrudzić, lecz niewiele. Głównie do momentów, kiedy potrzeba użyć “kleju”, którego rolę pełni po prostu rozrzedzona glina oraz kiedy szukamy sposobu na delikatne wygładzenie, ale to wszystko oczywiście z umiarem!
Czytaj też: Dziś przed snem zamień telefon na książkę. Tylko wybierz odpowiednią lekturę
Z premedytacją odłożyłem telefon na bok i tylko raz po niego chwyciłem w trakcie pracy, gdy już wiedziałem, że chcę o tym doświadczeniu napisać. Warsztaty ceramiki artystycznej to doskonała okazja do całkowitego wyzbycia się środków cyfrowych i przypomnieć sobie jak to jest żyć chwilą, którą się ma przed nosem, niż dziesiątkiem organizmów pośród wielu rozmów w komunikatorach.
Bliżej natury, nawet jeżeli to przedmiot do użytku codziennego
Niedawno zaskoczyło mnie, że podczas targów rzemiosła, pomiędzy stoiskami, których się tam oczekuje – ceramika właśnie, obrazy, hafty, produkty z włóczki, chleby, itd. – były także oferty figurek druku 3D. Były wśród nich rzeczy mniej lub bardziej angażujące autorów przed wystawieniem na sprzedaż, lecz nie mogę się oprzeć niechęci w stosunku do tego typu gadżetów raczej mniej niż bardziej współpracujących z naturą.

Dlatego też warsztaty ceramiki artystycznej były tym bardziej zajęciem dającym przyjemność, że pozwalały poobcować z czymś co pochodzi z ziemi i kiedyś stanie się również jej częścią. Niezmiernie miło jest także formować samodzielnie naczynie, którego później się będzie używało i najpewniej kochało najbardziej ze swojej całej zastawy, pomimo wad pierwszej próby, a wręcz przede wszystkim dzięki nim, w końcu są świadectwem własnej pracy i oddania sztuce.
Niestety nie jest to tanie wydarzenie, tym bardziej, że wymaga dwóch wizyt (po 150 złotych). Pierwsza została opisana powyżej; kolejna jeszcze przede mną. To właśnie podczas szkliwienia prac nadaje się naczyniu jego ostateczną formę użytkową oraz artystyczną i już naprawdę nie mogę się doczekać. Myślę, że warsztaty ceramiki artystycznej to wydarzenie obowiązkowe i już żaden kubek z Ikei, nie będzie tak ładny.
