Miniserial o Charlesie Sobhraju, mordercy i oszuście, który w latach 70. zabijał zachodnich turystów w południowo-wschodniej Azji 2 kwietnia będzie miał premierę na Netfliksie. Choć serial jest „inspirowany prawdziwymi wydarzeniami”, za wiarygodność głównej osi konfliktu Sobhraj-Knippenberg odpowiadał sam emerytowany już dyplomata, który był oficjalnym doradcą twórców serialu. Opowiadana na przestrzeni 8 odcinków historia ma wyjaśnić, jak możliwe było, by człowiek odpowiedzialny za prawdopodobnie 24 zabójstwa tak sprawnie unikał złapania.

Sobhraj wyrok za zbrodnie usłyszał dopiero po ponad 30-latach. W międzyczasie zbił majątek na wywiadach z tabloidami, których zainteresowanie wyniosły go do statusu celebryty. To, że w ogóle zdołano mu udowodnić jakiekolwiek zabójstwo świat zawdzięcza skrupulatnej pracy holenderskiego dyplomaty, z czasem prywatnemu śledztwu, które Knippenberg po latach nazywał „przypominającą malarię chorobą”.
 

Dentysta

Dwa mocno zwęglone ciała w cuchnącej środkami do dezynfekcji kostnicy oraz pochylający się nad zwłokami dentysta. Ten widok na stałe został wyrył się w pamięci 31-letniego pracownika ambasady Holandii w Bangkoku. Był 3 marca 1976 roku i Herman Knippenberg z pracującym w Tajlandii holenderskim dentystą badali szczątki brutalnie zamordowanej pary. Kobiecie czaszkę rozbito tępym narzędziem, mężczyznę uduszono. Jeszcze konających podpalono. Jedynie badając uzębienie można było potwierdzić tożsamość ofiar.

– Miałem wrażenie, że stojąc w kostnicy nagle wyszedłem z ciała i stanąłem obok obserwując tę scenę – Holender miał powiedzieć po latach o  momencie, który przesądził o osobistym zaangażowaniu się w pościg za „Wężem”. Dopiero później miał dowiedzieć się, że para zamordowanych 16 grudnia 1975 Holendrów była jedynie fragmentem skomplikowanej układanki, jaką było życie i zbrodnie popełniane przez Charlesa Sobhraja w Azji. Jednak wtedy, w kostnicy, młody dyplomata nie słyszał jeszcze tego nazwiska. Najpierw miał poznać Alaina Gautiera, handlarza kamieniami szlachetnymi.

 

Szuflada z paszportami

Miesiąc wcześniej w ręce Knippenberga trafił list od holenderskiej rodziny poszukującej pary młodych podróżników. Choć pół wieku temu, w czasach bez wszechobecnego internetu turysta po bezkresnej Azji mógł „zniknąć z radaru” na pół roku, Henricus Bintanja i Cornelia Hemker pisali do rodziny regularnie co dwa tygodnie. Przerwa była dziwna i skłoniła najbliższych do zaalarmowania ambasady w Bangkoku, ostatniego miejsca, z którego napłynął sygnał.
mat. policji tajskiej
Knippenberg od kilku tygodni wiedział o parze niezidentyfikowanych ofiar znalezionych na poboczu koło Ayutthaya, 80 km od Bangkoku. Wpierw sądzono, że to może para zaginionych Australijczyków. Gdy ci odnaleźli się cali i zdrowi, spalone ciała znów dostały status „NN”. Gdy dyplomata dostał do rąk prośbę o pomoc w znalezieniu zaginionych turystów, przypomniał sobie o anonimowych ofiarach zbrodni. Zatrudnienie dentysty okazało się słuszne. Wysłane z Holandii dane potwierdziły, że ciała w kostnicy w Bangkoku to Bintanja i Hemker.