Na początku XIX w. człowiek zjadał przeciętnie 10 kg mięsa rocznie, dziś – ponad 43 kg. Jeśli ta tendencja się utrzyma, to w roku 2050 spożycie mięsa wyniesie 52 kg na osobę! Już dziś jest nas 8 miliardów, aby wykarmić rosnącą liczbę ludności, produkcję żywności (w tym mięsa) trzeba będzie znacząco zwiększyć. 70 proc. powierzchni ziemi wykorzystywanej rolniczo służy obecnie produkcji mięsa i nabiału, zapewniając tylko ok. 15 proc. światowej podaży kalorii. Produkcja
mięsa odpowiada za emisję 14,5 proc. gazów cieplarnianych, przyczyniając się do ocieplenia klimatu. Przemysł mięsny zużywa też mnóstwo wody (pół kilograma wołowiny wymaga 7 tys. litrów), a Ziemia wysycha.

Aby wykarmić 22 mld zwierząt hodowlanych, jedną trzecią wszystkich upraw zbóż przeznacza się na paszę. Uprawy te, pod które wycina się m.in. wielkie połacie Amazonii, skutkują dalszą produkcją gazów cieplarnianych, bo wymagają ogromnej ilości nawozów sztucznych (do wyprodukowania 1 tony nawozu trzeba 1,5 tony ropy). Najgorszy wpływ na środowisko ma hodowla bydła, bo wymaga najwięcej ziemi i wody, zużywa najwięcej azotu i wytwarza najwięcej dwutlenku węgla. Wycieki gnoju z ferm świń zanieczyszczają ujęcia wody pitnej.

Wypas też prowadzi do ekologicznej destrukcji. Skubiąc trawę owce usuwają sadzonki drzew, a ich właściciele zabiją zagrażające stadom drapieżniki. – Poświęcenie terenów pod hodowlę zwierząt jest najmniej wydajnym sposobem produkcji białka. To nieefektywny sposób produkcji jedzenia w ogóle. Obsianie tych samych terenów roślinami i oparcie diety na nich byłoby zdecydowanie bardziej efektywne, a w dodatku w znaczący sposób ograniczyłoby emisję gazów – mówi Nick Hewitt, profesor chemii atmosferycznej na Uniwersytecie Lancaster. Naukowcy i politycy próbują znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Czy przejście na weganizm rozwiązałoby te problemy, spowolniło globalne ocieplenie i zwiększyło nasze szanse na przetrwanie?

PRAWDZIWA CENA MIĘSA

Intensywna hodowla doprowadziła do tego, że dziś ceny mięsa są niższe niż 40 lat temu, gdy jedliśmy go trzy razy mniej. Kulisy jego produkcji skrywane są przed konsumentami, a w telewizji można zobaczyć co najwyżej śmieszne reklamy parówek. „Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem” – powiedział Paul McCartney. Wiele osób, które poznały prawdę, rezygnuje z mięsa, nie chcąc mieć nic wspólnego z okrutną eksploatacją zwierząt. Nie dotyczy ona tylko bydła i drobiu. W tragicznych warunkach żyją też ryby, choć morskie fermy stworzono, by ograniczyć połowy dzikich, przetrzebionych gatunków. „Ryby trzymane są w ciasnych pomieszczeniach – do 50 tys. łososi w jednej morskiej klatce. Często chorują na zaćmę, doznają urazów płetw i ogona oraz deformacji ciała, zarażają się pasożytami i są zmuszane do walki o przestrzeń i tlen.

Łososie są hodowane w zagęszczeniu odpowiadającym wannie wody na 75-centymetrowego osobnika. Przez ciągłe ocieranie się o siebie nawzajem i o brzegi klatki ich płetwy i ogony są obolałe” – pisze Philip Lymbery w książce „Farmagedon. Rzeczywisty koszt taniego mięsa”. Uwięzione ryby atakowane są przez pasożyty, a hodowcy walczą z wszami morskimi za pomocą środków chemicznych. One z kolei negatywnie wpływają na ryby, których mięso jemy.