W czasie ubiegłorocznych ferii postanowiliśmy zrobić synom terenową lekcję geografii. Ponieważ w szkole uczyli się o Śląsku, zabraliśmy ich do Zabrza na wycieczkę do Zabytkowej Kopalni Węgla Kamiennego Guido. Był to znakomity pomysł. Podczas trwającego trzy godziny zwiedzania podziemnych chodników widzieliśmy stare wyrobiska, działające maszyny górnicze i pub działający na głębokości 320 metrów. A przy okazji usłyszeliśmy też ciekawą historię dotyczącą węgla.

Wielki biznes na węglu, do którego trzeba było dopłacać

Kopalnię założył w 1855 r. Guido Henckel von Donnersmarck – śląski hrabia, którego ród wywodził się z terenów obecnej Słowacji, jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi ówczesnej Europy. Liczył na to, że trafi na bogate złoża, dzięki którym zwiększy swój i tak już imponujący majątek. Okazało się jednak, że węgla w tym miejscu było niewiele. W końcu po 30 latach hrabia sprzedał kopalnię państwu pruskiemu i, jak mówił nasz przewodnik, raczej sporo na tym wszystkim stracił.

Teoretycznie mógł liczyć na zyski, bo położona również na terenie Zabrza państwowa kopalnia „Królowa Luiza” miała bogate złoża i wydobywała o wiele więcej węgla. Jednak nawet ona borykała się z kłopotami.

Jak pisał na niedziałającej już stronie kanalgliwicki.net Jan Gustaw Jurkiewicz, przez pierwsze 20 lat działalności „suma dopłat rządowych przewyższała zyski”. Dziś także „Królowa Luiza” jest już tylko obiektem muzealnym, co jest kolejnym budującym przykładem wykorzystania nieczynnej kopalni w celach turystycznych i edukacyjnych.

Mniej budujące jest to, że w przypadku węgla powtarzamy te same błędy, co XIX-wieczni przemysłowcy. Wiedzieli oni, że to mało opłacalne przedsięwzięcie, że praca w kopalni wyniszcza ludzi i zwierzęta (przede wszystkim konie, które po paru tygodniach przebywania w mroku traciły wzrok). A mimo to inwestowali w nowe przedsięwzięcia, ponieważ w tamtych czasach praktycznie nie było alternatywy dla paliw kopalnych.

Polska węglem stoi, a to wpędza nas w coraz większe problemy

Dziś takie alternatywy są, energia odnawialna jest coraz tańsza, a mimo to Polska pozostaje krajem rozpaczliwie uzależnionym od węgla. Produkujemy z niego prawdopodobnie ok. 90 proc. energii, jaką zużywamy.

Polski Instytut Ekologiczny wyliczył, że nasze gospodarstwa domowe spalają 87 proc. węgla przypadającego na wszystkie gospodarstwa domowe w całej Europie. Tak to wygląda w XXI wieku, kiedy mamy już bolesną świadomość konsekwencji ekonomicznych, ekologicznych i zdrowotnych wydobywania i spalania węgla.

Marną pociechą w tej sytuacji jest to, że zarzucono plany rozbudowy elektrowni węglowej w Ostrołęce, krytykowane zarówno przez ekologów, jak i ekonomistów. Trudniejsze od tego będzie podjęcie zdecydowanych działań na rzecz odejścia od spalania węgla w domowych piecach.

Zdaniem Polskiego Instytutu Ekologicznego będziemy musieli na to wydać 558 mld zł w ciągu najbliższej dekady. I chyba nie mamy już innego wyjścia. Choćby dlatego, że węgiel jest coraz droższym źródłem energii, co już zaczynamy odczuwać, dostając rachunki za prąd.