Jest 23:35, palec przesuwa się po ekranie.1:15 bez zmian: kciuk w dół, kciuk w górę. Facebook, Twitter, a jeśli jesteś masochistą to jeszcze Instagram. Od kiedy zaczęła się pandemia koronawirusa wiele osób zamkniętych w swoich domach praktykuje ten rytuał każdego dnia: wieczór kończy się tak, jak zaczął się poranek - niekończącym się przewijaniem przez media społecznościowe w desperackim poszukiwaniu - właśnie czego?

Jak poinformowała agencja Bloomberg od początku marca użytkownicy spędzają znacznie więcej czasu w internecie, a sam Facebook zanotował wzrost na swoich platformach WhatsApp i Instagram o 70 proc.!

Oczywiście nocne scrollowanie nie jest niczym nowym, ale w kontekście obecnej sytuacji nabrało nieco innego znaczenia. Głównym tematem newsów jest bowiem kryzys na świecie: liczba zgonów spowodowanych koronawirusem, stopa bezrobocia (ok. 13% w USA), zamieszki na tle rasowym i politycznym, doniesienia o katastrofach ekologicznych oraz wszystkie inne złe informacje, których 2020 rok nam nie szczędzi.

Nawyk śledzenia negatywnych informacji stał się znany jako doomsurfing czy doomscrolling i opisywany jest jako „wpadanie w głębokie królicze nory wypełnione złymi wiadomościami, wywołujące fizyczny dyskomfort i pozbawiające wszelkiej nadziei na spokojny sen” - czytamy na stronie The New York Times.

 

Dlaczego to sobie robimy?

Strumień wiadomości w mediach społecznościowych zdaje się nie mieć końca -cały czas pojawia się coś nowego, a wraz nim obietnica znalezienia odpowiedzi, a może nawet dobrej wieści. Ale te zazwyczaj nie nadchodzą.

Przewijanie złych informacji może wyglądać jak sposób na opanowanie sytuacji, tymczasem próba  bycia na bieżąco to często zupełnie zbędne przerabianie tragedii na nowo, co. tak naprawdę podsyca tylko reakcje mózgu, powodując zwiększone wyrzuty kortyzolu, czyli hormonu stresu. Efekt? Wyczerpanie i przytłoczenie.

Jeśli dodamy do tego wpływ niebieskiego światła, które emitują ekrany naszych urządzeń, mamy niemal gwarantowany przepis na problemy ze snem.

 

Co nam robią media? Co robimy sobie sami?

Od lat eksperci kwestionują korzyści  płynące z korzystania  z takich platform jak Twitter czy Facebook. Badania są sprzeczne, niektóre wykazują, że media społecznościowe, gdy są używane w sposób odpowiedzialny, mogą mieć pozytywny wpływ na zdrowie psychiczne, pomagają pozostać w kontakcie itd. Inne - że korzystanie z social mediów może prowadzić do lęku, depresji lub przynajmniej FOMO (Fear of Missing Out -syndrom polegający na odczuwaniu lęku, że przegapi się coś istotnego).

 Żyjemy w świecie pełnym sprzecznych, szybko zmieniających się informacji. Według Nicole Ellison z Uniwersytetu Michigan, zajmującej się  komunikacją i mediami społecznościowymi, brakuje nam nadrzędnej narracji, która pomagałabym nam scalić ogrom informacji, które do nas docierają, a to tylko potęguje uczucie stresu i niepokój.

- Jesteśmy w trybie walki lub ucieczki - mówi Ellison. - Jeśli dodamy do tego  fakt, że wielu z nas nie chodzi do pracy i nie ma okazji, by przy ekspresie do kawy zaangażować się w tzw. zbiorowe tworzenie sensów, dostrzeżemy, że brakuje nam wielu zasobów społecznych, które do tej pory mieliśmy.

Mesfin Bekalu z Harvard's TH Chan School of Public Health zauważa, że jako ludzie mamy naturalną  tendencję do zwracania większej uwagi na negatywne wiadomości. To, wraz z algorytmami mediów społecznościowych, sprawia, że negatywne skutki scrollowania są prawie nieuniknione.

- Od lat 70. XX wieku znamy „syndrom podłego świata” - przekonanie, że świat jest bardziej niebezpiecznym miejscem niż jest w rzeczywistości , w wyniku długotrwałej ekspozycji n a treści telewizyjne związane z przemocą - mówi Bekalu. Jej zdaniem, choć nowe media działają według innego mechanizmu, mogą wywoływać podobne efekty. Jej zdaniem powinniśmy zainterweniować na poziomie projektowania platform społecznościowych  i ich algorytmów, by uwzględniały jako priorytet nasze  zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie.

 

Misja: odwyk

- Bieżący rok to maraton. Próba sprintu to tylko wypalenie i pogorszenie zdrowia psychicznego. Pośród całego cierpienia, izolacji i zniszczeń, które wystąpiły w ciągu ostatnich miesięcy, nie warto co noc serwować sobie dodatkowej dawki Twittera - pisze Angela Watercutte, autorka portalu wired.com.

Tylko jak to zrobić? Jak każda zmiana nawyku - wymaga czasu i samodyscypliny. Pomocne mogą być aplikacje obliczające czas spędzony przed ekranem albo wprowadzenie innego (zastępczego, ale nagradzającego) rytuału. Więcej o uzależnieniu od telefonu przeczytacie w artykule: "Łatwiej odstawić cukier niż Facebooka". Zespół uzależnienia od internetu.

 

Na podstawie: wired.com