Bynajmniej nie chodzi o Coachellę, czyli słynne koncerty, które również odbywają się na pustyni, lecz nie tej co Burning Man, wydarzenie trudne do opisania, gromadzące każdego roku dziesiątki tysięcy ludzi, a którego korzenie sięgają drugiej połowy lat 80. ubiegłego wieku. Podczas festiwalu gromadzą się tysiące festiwalowiczów oraz artystów, ukazujących zdumiewające instalacje jak złamana w pół słynna, francuska konstrukcja.
Spokojnie, Wieża Eiffla wciąż stoi. Połamała się za to Eifella Broken Dream francuskiego artysty
Połamana wieża ze zdjęcia to Eiffela Broken Dream autorstwa Philippe’a Maindrona z Francji, który stworzył swoją instalację specjalnie na tegoroczną edycję festiwalu Burning Man 2026. Tym samym odmienił oblicze jednego z najbardziej rozpoznawalnych punktów na świecie, w obraz nędzy i rozpaczy rodem z filmu postapokaliptycznego, czemu pomagały warunki panujące na pustyni.

Obalona struktura została wykonana w skali 1:10, więc nie jest idealnych rozmiarów jak Wieża Eiffla, ale mimo to jej ogrom wciąż robi wrażenie. Jest bowiem długa na około 30 metrów oraz wysoka na połowę z tego. Eiffela została skonstruowana we Francji, a na pustynię Black Rock Desert, tych 30 ton stali, dotarło oceanem i drogą, aż w końcu można ją było ponownie złożyć w miejscu docelowym.
Ta Wieża Eiffla od razu przywołuje myśli o katastrofie, ale nie takie jest jej przesłanie
Chyba wiele osób, które to ujrzały, od razu odbiegły myślami do kultowej sceny z filmu Planeta Małp, kiedy – uwaga spoiler – na zakończenie pierwszego filmu, główny bohater odkrywa, że ludzka cywilizacja upadła. Dzieje się to w momencie, kiedy po ucieczce z rąk oprawców kroczy pustynią, aż jego drogę przecina ogromny monument, pogrążony po pas w piasku. To prezent Francuzów dla Stanów Zjednoczonych, Statua Wolności.

Ta wizja na pewno nie jest obca urodzonemu w 1961 roku artyście z francuskiego regionu Vendee, Philippe’owi Maindronowi. Ten jednak zastąpił amerykański symbol bliższym naszym sercom, czyli europejskim, ale jego Wieża Eiffla pomimo upadku, zawiera w sobie także i przekaz o nadzieji.
Jego dzieło to dialog klęski oraz wiary, że można ze wszystkiego wyjść na lepsze. Nogi Eiffela Broken Dream zostały podcięte przez błędy ludzkości, które doprowadziły do końca naszej cywilizacji. Na szczęście ten jeszcze definitywnie nie nastąpił, to właśnie dlatego wciąż w ogóle dolna partia wieży jest widoczna.

Przeciwieństwem tego obrazu jest natomiast szpica instalacji. Wycelowany w niebiosa wierzchołek nie jest dłonią wyciągniętą w poszukiwaniu pomocy, ale kierunkiem ku górze, pokazującym, że z tego trzęsawiska da się wyjść i jeszcze zmienić kierunek z drogi ku zagładzie, na uleczenie świata z błędów popełnianych przez ludzi.
Każdy może ją mieć
Przewiezienie połamanej wieży nie było łatwym wyzwaniem, nie tylko logistycznym, ale też w nadzieji, że po drodze żaden z elementów nie ulegnie uszkodzeniu. Ponad to już na miejscu, trzeba było działać szybko i to w trudnych warunkach pustyni. Mimo przeciwności, właśnie tego udało się dokonać i podobno w 72 godziny postawiono upadłą strukturę.
Czytaj też: 1800 osób podjęło się zadania przesunięcia japońskiej twierdzy ważącej 360 ton przy użyciu lin i wałków
Pomimo swojego przesłania, w kontraście była ona także obiektem wręcz upodlająco przaśnym. Między dwoma krawędziami rozciągnięto linę, żeby ludzie mogli po niej chodzić. Pomiędzy parabolami spajającymi każdy kawalątek poprzeplatano wiele lin z lampkami LEDowymi, a co więcej u podstawy symbolu upadku, umieszczono miotacze ognia buchające płomieniami. Gdyby to był scenariusz filmu lub element służący głębszemu przekazowi o tragicznych skutkach konsumpcjonizmu, może i dałoby się to strawić. Niestety był to pokaz tragicznych skutków konsumpcjonizmu, nie jego krytyka.
Kropką nad i jest wystawienie obiektu na sprzedaż. Prawdopodobnie wciąż spoczywa na nevadzkiej pustyni, czekając aż ktoś będzie gotowy zapłacić pół miliona euro.
Źródło: designboom
