Dlaczego człowiek nie jest racjonalny?

W 1954 r. grupa psychologów społecznych badających teorię konfliktów międzygrupowych przeprowadziła eksperyment. Dziś prawdopodobnie z wielu powodów, głównie wieku badanych, nie mógłby się on odbyć. Eksperyment polegał na tym, że 22 rodzinom zaproponowano, żeby ich 12-letni synowie wzięli udział w obozie w malowniczym parku Robbers Cave w Oklahomie. Dobór uczestników nie był przypadkowy – chodziło o środowisko bardzo homogeniczne. Dzieci pochodziły więc z białych prawosławnych rodzin należących do klasy średniej. Wszystkich chłopców podzielono na dwie grupy.

Początkowo żadna z nich nie wiedziała o istnieniu tej drugiej. W każdym obozie praktykowano pewne zachowania stadne, które miały zbudować jednolitą tożsamość grupy. Obozowicze mieli swój własny hymn, flagę, nazewnictwo i zwyczaje. Świetnie się razem bawili. Jednak w którymś momencie eksperymentu powiedziano obu grupom o tym, że nie są w parku same. Wśród chłopców szybko pojawiła się wrogość, agresja i rywalizacja w stosunku do członków odrębnej grupy. Konflikt zażegnano dopiero wtedy, kiedy okazało się, że trzeba naprawić pompę wodną, która obsługiwała oba obozy.

Skąd tyle negatywnych emocji u nieznających się wcześniej chłopców? I dlaczego konflikt tak szybko udało się zażegnać? Badacze byli zgodni – nasze umysły już od dzieciństwa nie działają racjonalnie, ale są podatne na wpływ pewnych procesów poznawczych. Na przykład, na zachowanie dzieci antagonizująco podziałała symbolika odrębności – czyli flagi, które rozwieszali nad swoim obozowiskiem oraz hymn, który śpiewali co rano. Uczestnicy innego obozu, z innymi flagami, hymnem i zwyczajami, zostali uznani za wrogów. Wszystkich zjednoczyło jednak wspólne zadanie, które należało wykonać, żeby w obozie było co jeść i pić.

„Nasze mózgi są ewolucyjnie stworzone nie do tego, żebyśmy je doskonale rozumieli, ale żebyśmy przetrwali” – tak o eksperymencie pisze amerykański fizyk Leonard Mlodinow, autor wielu książek popularnonaukowych, m.in. napisanej wspólnie ze Stephenem Hawkingiem pozycji „Wielki Projekt”. Mniej więcej od połowy ubiegłego wieku wiemy już, że jesteśmy nieracjonalni i wpadamy w pułapki poznawcze, które prowadzą do pomyłek i złych życiowych wyborów. Na przykład, większość ludzi ma problem z rozsądnym gospodarowaniem swoimi pieniędzmi.

Amerykańscy psychologowie izraelskiego pochodzenia Amos Tversky i Daniel Kahneman postanowili przyjrzeć się dokładniej temu zjawisku w tzw. eksperymencie teatralnym. Spróbuj wyobrazić sobie dwie sytuacje. Sytuacja pierwsza: kupiłeś bilet do teatru. Kosztował 50 zł. Jednak tuż przed wejściem uświadamiasz sobie, że go zgubiłeś. Kupisz nowy? Sytuacja druga: Idziesz do teatru bez biletu, bo masz zamiar kupić go w kasie. Na miejscu zauważasz jednak, że zgubiłeś gdzieś pięćdziesięciozłotowy banknot, który miałeś w portfelu. Ale spokojnie, w kieszeni masz jeszcze gotówkę. Starczy na bilet. Czy teraz kupujesz bilet? Wyniki?

Okazało się, że w pierwszym przypadku nowy bilet zdecydowało się kupić tylko 46 proc. badanych. Natomiastw drugim ta liczba wzrosła do... 84 proc.! To tym większa różnica, jeśli uświadomimy sobie, że w rzeczywistości chodziło przecież o utratę tej samej wartości, czyli 50 zł. Analizując wyniki Tversky i Kahneman doszli do wniosku, że ludzie podejmują decyzje ekonomiczne bardzo spontanicznie, zależnie od kontekstu sytuacyjnego i emocji. Innymi słowy, są kompletnie nieracjonalni. A dodatkowo rządzi nimi „niechęć do straty” (ang. „loss aversion”), która oznacza, że dużo bardziej pragną unikania strat niż marzą o zyskach. Na przykład, utrata 500 złotych boli nas bardziej, niż cieszy wygrana w lotto tej samej kwoty. Kahneman i Tversky nazwali ten proces „mentalną księgowością”.

Czy istnieje wolna wola?

Jak się okazuje, łatwo nami manipulować, bo jesteśmy nie tylko dość nieracjonalni, ale też zbyt optymistyczni. Tę skłonność psychologowie społeczni nazywają „skrzywieniem optymistycznym”. Oznacza ona, że ludzie z reguły oceniają swoje życiowe szanse lepiej niż gorzej. Zakładają, że wbrew statystykom akurat ich małżeństwo się nie rozpadnie, lokata finansowa przyniesie oczekiwane zwroty, a mimo wysokiego bezrobocia akurat ich dzieci znajdą dobrą pracę. Wydałoby się, że dobrze jest być optymistą. Ale w skali makro oznacza to również większą tendencję do przeceniania swoich możliwości i podejmowanie ryzykownych decyzji. Stąd ogromna popularność kredytów, pożyczek i innych ryzykownych układów finansowych.

Błędy poznawcze wiodą nas na manowce właściwie w każdej dziedzinie życia. Głosujemy na pewnych polityków nie tylko dlatego, że się z nimi zgadzamy, ale dlatego, że podoba nam się, jak wyglądają. Łatwiej też nam się z kimś zaprzyjaźnić, jeśli mamy coś wspólnego – kończyliśmy ten sam uniwersytet, mamy wspólnych przyjaciół czy nosimy to samo imię. Stąd taki wielki sukces Facebooka. Umożliwił nam poszukiwanie „swoich” i budowanie swoistych klanów przynależności grupowej. Czy na te wszystkie mentalne pułapki jest jakiś ratunek? „Poznać naturę błędów poznawczych i próbować oszukać swój umysł” – radzi Mlodinow. Immanuel Kant mógłby się zdziwić – zdaje się bowiem, że nie ma czegoś takiego jak wolna wola…