XV-wieczny wrak w Bałtyku. Dawniej tym uzbrojonym po zęby statkiem pływał sam król

Gribshunden to liczący ponad pięćset lat wrak, który spoczywa w wodach Morza Bałtyckiego. Swego czasu na jego pokładzie przebywał król Danii Hans, jednak ostatecznie statek zatonął w 1495 roku. Niedawno w obrębie jego pozostałości odnaleziono liczny oręż.
XV-wieczny wrak w Bałtyku. Dawniej tym uzbrojonym po zęby statkiem pływał sam król

Gribshunden mógł być wyposażony w nawet 90 armat, choć ówczesna technologia militarna dopiero raczkowała i tego typu uzbrojenie było znacznie mniej efektywne od armat, które wprowadzono do użytku w kolejnych latach. Na pokładzie przebywali również opancerzeni żołnierze strzelający z broni ręcznej i kusz. Sprawiało to, że ten mający około 35 metrów długości okręt mógł wzbudzać postrach wśród przeciwników.

Czytaj też: Ponad sto lat temu ostrzegał załogę Titanica przed zagrożeniem. Niedawno udało się go odnaleźć.

Był przecież jednym z pierwszych statków wyposażonych w działa artyleryjskie. Wykorzystano w nim również nową technikę budowy wywodzącą się z Morza Śródziemnego. Polegała ona na łączeniu desek kadłuba krawędź do krawędzi na drewnianej ramie zamiast nakładania ich na siebie w formie poszycia zakładkowego. Jak wyjaśnia Brendan Foley z Uniwersytetu w Lund, król Hans – zwany również Janem – często podróżował na pokładzie Gribshundena otoczony królewską flotą.

Jego królestwo to Dania i Norwegia, a on próbował skłonić Szwecję do ponownego przystąpienia do unii kalmarskiej. Z tego względu Hans cały czas pływał na tym statku.

dodaje Foley

Wrak Gribshundena został zlokalizowany w latach 70. ubiegłego wieku

Unia kalmarska została zawarta w 1397 roku między Danią, Szwecją i Norwegią. Do jej zerwania doszło w 1448 roku, po śmierci króla Dani i Szwecji, Krzysztofa III Bawarskiego. Hans dotarł na negocjacje w Kalmarze z 1495 roku na pokładzie Gribshundena. W tym samym okresie doszło do pożaru i zatonięcia statku, gdy stacjonował on w pobliżu miasta Ronneby.

W czasie tych feralnych wydarzeń władca i jego współpracownicy przebywali na lądzie, jednak z naocznych relacji wynika, iż śmierć poniosło wtedy około 150 osób. Ze względu na fakt, że wschodnie wody Bałtyku są zbyt zimne i słone, by mogły w nich przetrwać świdraki okrętowce, to wiele wraków spoczywających na tych terenach zachowuje się w dobrym stanie. Z tego samego powodu drewniane wózki, na których spoczywały działa są w zasadzie nienaruszone. Żelazne elementy zaczęły natomiast rdzewieć.

Czytaj też: Niezwykłe odkrycie w Galilei. Pałac Khirbat al-Minya wcale nie powstał w niezamieszkałym miejscu

Jeden ze scenariuszy zakłada, iż pożar doprowadził do eksplozji prochu składowanego pod pokładem. W efekcie statek bardzo szybko zatonął. Wrak udało się zlokalizować w pobliżu Ronneby w latach 70. ubiegłego wieku, Spoczywał on na głębokości około 10 metrów i został zidentyfikowany w 2013 roku. Dwa lata później wydobyto kilka artefaktów, między innymi w postaci figury przypominające smoka. Niedawna ekspedycja nurków umożliwiła wykrycie kolejnych przedmiotów, takich jak działa, kusze i pancerze. Armaty te wystrzeliwały stosunkowo niewielkie pociski, wielkością odpowiadające piłkom golfowym.