Nowy Bradner Automatic SP-5062 pokazuje, jak wiele można zmienić, zostawiając większość konstrukcji w spokoju. Producent wziął jeden ze swoich najbardziej rozpoznawalnych diverów i skupił się na elemencie, na który patrzymy przecież najczęściej. Efekt jest trochę bezczelny, bo zegarek wyraźnie celuje w estetykę droższych modeli, choć pod szkłem nadal pracuje zwyczajny japoński mechanizm.
Mam wrażenie, że właśnie tego coraz częściej szukają osoby kupujące pierwszy automat. Mechaniczna poprawność przestała wystarczać. Zegarek ma jeszcze dawać przyjemność z zerkania na nadgarstek, nawet jeśli godzinę można szybciej sprawdzić na ekranie telefonu.
Tarcza, która zmienia charakter całego zegarka
Powierzchnię tarczy pokrywa przestrzenny wzór guilloché, na który nałożono słoneczne wykończenie fumé. Kolor jest jaśniejszy w centralnej części i stopniowo ciemnieje przy krawędziach. Wzór rozchodzi się promieniście, a pod różnymi kątami światła zaczyna przypominać drobne fale albo marszczenia pojawiające się na wodzie tuż po podmuchu wiatru.

Takie wykończenie ma ogromną przewagę nad kolejną płaską tarczą w modnym kolorze. Zegarek zmienia się podczas ruchu ręki. Raz wygląda spokojnie i niemal klasycznie, chwilę później wzór staje się wyraźniejszy, a środek tarczy zaczyna błyszczeć. Dzięki temu Bradner unika wrażenia gadżetu, który efektownie wygląda wyłącznie na zdjęciach produktowych.
Do wyboru są cztery warianty: brązowo-złoty Amber Dawn, czerwony Burgundy Surge, niebieski Marine Breeze oraz zielony Clover Wave. Nazwy brzmią tak, jakby powstały podczas wyjątkowo owocnego spotkania działu marketingu, ale kolory dobrze współgrają z gradientowym wykończeniem. Szczególnie ciekawie prezentują się wersje brązowa i burgundowa, bo odsuwają model od przewidywalnej estetyki nurkowego zegarka z granatową tarczą.

Diver, który częściej zobaczy biuro niż rafę koralową
Bradner korzysta z koperty inspirowanej dawnymi zegarkami typu compressor. Pierścień nurkowy znajduje się wewnątrz, pod szafirowym szkłem z powłoką antyrefleksyjną. Obraca się go za pomocą dodatkowej koronki. Takie rozwiązanie porządkuje wygląd zegarka i chroni skalę przed przypadkowym przesunięciem.
W praktyce większość właścicieli prawdopodobnie wykorzysta ten pierścień do mierzenia czasu gotowania makaronu, parkowania albo przerwy w pracy. Trudno mi się temu dziwić. Nurkowe korzenie współczesnych zegarków coraz częściej pełnią podobną funkcję jak terenowe opony w miejskim SUV-ie. Dają poczucie gotowości na przygodę, nawet gdy najtrudniejszą przeszkodą dnia pozostaje zatłoczony tramwaj.

Nie oznacza to jednak, że konstrukcja jest wyłącznie dekoracyjna. Wodoszczelność wynosi 18 ATM, indeksy i wskazówki pokryto masą Swiss Super-LumiNova, a koronka jest zakręcana. Stalowa bransoleta typu beads-of-rice ma 20 mm szerokości i zapięcie z zabezpieczeniem. Są to rozsądne parametry dla zegarka, który ma wytrzymać pływanie, wakacyjne wyjazdy i codzienne obijanie o framugi.
Smukłość nie znalazła się na liście priorytetów
Koperta ma 42 mm średnicy, 14 mm grubości i 50 mm od jednego końca uszu do drugiego. Cały zegarek waży 180 gramów. Bradner zdecydowanie zaznacza więc swoją obecność na ręce. Na szczupłym nadgarstku może wyglądać masywnie, szczególnie w połączeniu z szeroką, stalową bransoletą.
Nie traktowałabym tego jednak jako zaskoczenia. To wizualnie bogaty diver, a delikatna koperta mogłaby kłócić się z jego charakterem. Problem pojawia się raczej wtedy, gdy ktoś zobaczy elegancką tarczę i spodziewa się lekkiego zegarka pasującego pod każdy mankiet. Bradner bliższy jest solidnemu sportowemu modelowi, który dostał wyjątkowo starannie uszyty garnitur.
W środku pracuje Miyota 8215 z datownikiem. Mechanizm oferuje około 42 godziny rezerwy chodu, 21 kamieni i częstotliwość 21 600 wahnięć na godzinę. To konstrukcja dobrze znana, trwała i stosunkowo niedroga w serwisowaniu. Nie będzie głównym tematem rozmów przy stoliku kolekcjonerów, ale przy tej cenie bardziej przekonuje mnie sprawdzona mechanika niż egzotyczny kaliber, do którego po kilku latach trudno znaleźć części.

Około 1400 zł za zegarek, na który chce się patrzeć
Spinnaker wycenił nowe wersje Bradnera na 370 dolarów, czyli około 1410 zł. W tej kwocie dostajemy automat, szafirowe szkło, stalową bransoletę, wewnętrzny pierścień, solidną wodoszczelność i tarczę wyraźnie wychodzącą poza standard budżetowych diverów.
Oczywiście dopracowane wykończenie tarczy nie zamienia Bradnera w zegarek z segmentu luksusowego. Koperta pozostaje duża, mechanizm jest podstawowy, a stylistyka może wydać się zbyt ozdobna osobom przywiązanym do surowych modeli narzędziowych. Mimo to trudno odmówić mu charakteru.
Coraz więcej niedrogich automatów wygląda tak, jakby zaprojektowano je głównie z myślą o tabeli parametrów. Spinnaker poszedł w bardziej emocjonalnym kierunku. Bradner ma przyciągać wzrok, zmieniać się w świetle i sprawiać, że właściciel przez chwilę zapomni, po co właściwie spojrzał na nadgarstek. Przy cenie około 1 400 zł taki moment roztargnienia wydaje się całkiem uczciwą ofertą.
