Doktor Anatolij Bruszkow nie jest ekscentrykiem szukającym przepisu na nieśmiertelność. Kieruje katedrą geokriologii na Uniwersytecie Moskiewskim, prowadzi badania wiecznej zmarzliny w Jakucji. To on w 2009 r. odkrył Bacillusa F. „Czas życia wszystkich istot jest ograniczony. Biochemia i genetyka odkrywają przyczyny starzenia się, ale jednokomórkowe organizmy zamknięte w wiecznej zmarzlinie zdają się nie podlegać temu mechanizmowi – mówił Bruszkow w telewizji NTW. – Nie rozpadają się, nie umierają. Żyją miliony lat i mają się doskonale. Jeśli one mogą, dlaczego my nie możemy?”.

By to odkryć, badacz sam zainfekował się Bacillusem F. Od chwili wszczepienia bakterii stan jego zdrowia jest na bieżąco monitorowany. „Chociaż od ponad dwóch lat nie miałem nawet kataru, moje subiektywne odczucia mogą być efektem autosugestii – wyjaśniał w wywiadzie dla magazynu „Argumenty i fakty”. – Ale jeśli dowiemy się, jakie mechanizmy bronią genom Bacillusa F. przed zmianami prowadzącymi do śmierci, rozpoczniemy badania na większej grupie.”

Nie ma pewności, czy z poświęcenia doktora Bruszkowa cokolwiek wyniknie. Jednak bardzo często doświadczenia, jakie naukowcy przeprowadzają na sobie, prowadzą do przełomowych odkryć.

 

Niestraszna malaria ani wrzody

W 2013 roku opracowano pierwszą obiecującą szczepionkę przeciwko malarii. Jednym z jej twórców był doktor Stephen Hoffman, eksdyrektor Programu Badań nad Malarią Marynarki Wojennej USA. W latach 80. XX wieku gdy dopiero rozgryzano proces przenoszenia i przepoczwarzania się zarodźców malarii, Hoffman przeprowadził serię autoeksperymentów. W sumie dał się ukłuć komarom 3 tysiące razy! Zabezpieczał się, napromieniowując insekty, co osłabiało zjadliwość przenoszonych przez nie mikrobów. Prototypowe szczepionki również testował na sobie. Po jednej z prób zachorował. Wyleczono go i mógł kontynuować pracę, która ćwierć wieku później przyniosła potwierdzone badaniami klinicznymi pozytywne efekty.

Australijscy lekarze Barry Marshall i Robin Warren po trzech latach badań stwierdzili, że przyczyną choroby wrzodowej żołądka jest bakteria Helicobacter pylori. Trzy razy więcej czasu poświęcili na przekonywanie naukowych autorytetów do swego odkrycia. Na próżno. Powszechnie uważano, że w kwasach wydzielanych przez żołądek nie może przetrwać żaden żywy organizm, wrzody zaś są efektem stresu.

W 1984 roku zdesperowani naukowcy zdecydowali się na drastyczne rozwiązanie. Marshall wypił kubek z roztworem zawierającym dużą ilość mikrobów pobranych z żołądka chorego pacjenta. „Przez trzy dni nie działo się nic – wspominał. – Potem zaczęły się silne bóle i wymioty. Żona skarżyła się, że mam ohydny trupi oddech. Biopsja przeprowadzona po dziesięciu dniach wykazała, że bakterie zaatakowały żołądek, mam przewlekłe zapalenie błony śluzowej i wrzody”.