Batavia ma 56 metrów długości i waży około 650 ton. Jest największą na świecie rekonstrukcją XVII-wiecznego statku i od lat pozostaje jedną z największych atrakcji Museum Batavialand w holenderskim Lelystad. Teraz kończy się jednak pewien etap. Drewno wymaga poważnych prac konserwacyjnych, a dalsze utrzymywanie jednostki na wodzie utrudnia zarówno suszenie konstrukcji, jak i dostęp do kadłuba.
We wrześniu Batavia wyruszy więc w podróż, która będzie jej ostatnim rejsem w dotychczasowej formie. Tym razem nikt jednak nie rozwinie żagli.
650 ton drewna trzeba przenieść z chirurgiczną precyzją
Plan zakłada, że 19 września Batavia zostanie odholowana z Lelystad do Amsterdamu. Podróż ma potrwać około ośmiu godzin, a szczególnie efektownie zapowiada się fakt, że statek pokona trasę z masztami pozostawionymi na swoich miejscach. Termin może jeszcze ulec zmianie – wszystko zależy od pogody, poziomu wody w Markermeer oraz dostępności suchego doku.
W Amsterdamie zacznie się właściwa operacja. W suchym doku Damen Shiprepair pod kadłubem znajdzie się specjalnie przygotowana stalowa konstrukcja o długości 40 metrów i masie przekraczającej 87 ton. Będzie spoczywać na zanurzonym pontonie. Woda zostanie następnie stopniowo obniżona, dzięki czemu kadłub Batavii osiądzie w stalowej kołysce.
Przy takiej skali określenie przeprowadzka brzmi wręcz komicznie. Z drugiej strony właśnie tym jest całe przedsięwzięcie – bardzo skomplikowanym przeniesieniem muzealnego eksponatu z jednego miejsca na drugie. Tyle że eksponat ma rozmiary sporego budynku.
Po zabezpieczeniu statku Batavia wróci na pontonie do Lelystad. Przybycie planowane jest około 1 października. Następnego dnia do akcji wkroczy SPMT, czyli samobieżny transporter modułowy sterowany komputerowo. To maszyny wykorzystywane do przewożenia konstrukcji, których raczej nie próbuje się podnosić zwykłym dźwigiem. Transporter zabierze żaglowiec z pontonu i umieści go na terenie muzeum.
Batavia wychodzi z wody, bo drewno potrzebuje odpoczynku
Zmiana jest ogromna również z punktu widzenia zwiedzających. Po ustawieniu na lądzie Batavia znajdzie się ponad osiem metrów wyżej niż obecnie. Muzeum dopiero poinformuje, kiedy ponownie będzie można wejść na pokład.
Powód całego przedsięwzięcia jest znacznie mniej widowiskowy niż sama operacja transportowa – statek potrzebuje gruntownej konserwacji. Drewniany kadłub przez dziesięciolecia pozostawał w środowisku wodnym. Przeniesienie go na ląd pozwoli drewnu schnąć w naturalnych warunkach, a konserwatorzy uzyskają znacznie łatwiejszy dostęp do konstrukcji.
Rekonstrukcje historyczne często oglądamy jak gotowe obrazki z przeszłości. Łatwo zapomnieć, że są prawdziwymi drewnianymi konstrukcjami podlegającymi dokładnie tym samym procesom starzenia, wilgoci i degradacji co każdy inny obiekt wykonany z naturalnego materiału. Historia odtworzona z ogromną dokładnością nadal musi mierzyć się z chemią, wodą i czasem.

Zbudowali XVII-wieczny statek metodami sprzed stuleci
Batavia nie jest oryginalnym żaglowcem z XVII wieku. Stanowi jednak niezwykle wierną rekonstrukcję statku Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej VOC zbudowanego w 1628 roku. Prace nad współczesną Batavią rozpoczęły się w Lelystad w 1985 roku pod kierownictwem mistrza szkutniczego Willema Vosa.
Budowa trwała dziesięć lat. Starano się korzystać z historycznych technik i metod możliwie zbliżonych do tych stosowanych przez XVII-wiecznych rzemieślników. W projekcie uczestniczyło ponad 600 młodych ludzi, dla których przedsięwzięcie było również formą szkolenia zawodowego.
7 kwietnia 1995 roku statek został ochrzczony przez królową Beatrycze. Wkrótce później pojawił się podczas SAIL Amsterdam, a kilka lat później ruszył znacznie dalej – w 2000 roku Batavia znalazła się w Sydney przy okazji igrzysk olimpijskich.
Przez lata pokład żaglowca odwiedziło ponad pięć milionów osób. Skala zainteresowania nie jest szczególnie zaskakująca. Nawet najlepsza muzealna makieta pozostaje makietą. Tutaj można wejść na pokład, zobaczyć proporcje pomieszczeń i przekonać się, ile drewna, pracy oraz umiejętności wymagało stworzenie oceanicznego statku w epoce pozbawionej współczesnych narzędzi.
Za rekonstrukcją stoi wyjątkowo ponury oryginał
Nazwa Batavia ma jednak znacznie cięższy historyczny bagaż, niż sugerowałaby efektowna sylwetka repliki. Oryginalny statek VOC wyruszył w dziewiczy rejs w 1628 roku, kierując się w stronę dzisiejszej Indonezji. W czerwcu 1629 roku rozbił się na rafie Morning Reef w archipelagu Houtman Abrolhos u zachodnich wybrzeży Australii.

Katastrofa okazała się początkiem wydarzeń, które należą do najbardziej ponurych epizodów historii żeglugi. Wśród rozbitków doszło do buntu i serii morderstw. Zginęło ponad sto osób. Wrak Batavii został odnaleziony w XX wieku, a część oryginalnych elementów kadłuba wydobyto podczas prac archeologicznych prowadzonych w latach 70. Dziś zachowane fragmenty można oglądać w WA Shipwrecks Museum we Fremantle.
To sprawia, że holenderska rekonstrukcja pełni ciekawą rolę. Pozwala zobaczyć w pełnej skali statek, którego autentyczne pozostałości przetrwały już tylko fragmentarycznie.
Batavia stanie się częścią znacznie większej zmiany
Wyciągnięcie statku z wody rozpoczyna również przebudowę całego Museum Batavialand. Docelowo stocznia, żaglowiec i ekspozycje muzealne mają zostać połączone w jeden kompleks. Projekt finansują holenderski rząd, prowincja Flevoland, gmina Lelystad oraz samo muzeum. Otwarcie odnowionej placówki planowane jest na koniec 2028 roku.
Do 30 sierpnia można jeszcze zobaczyć Batavię w jej dotychczasowym otoczeniu. Później statek zostanie zamknięty dla zwiedzających i rozpoczną się przygotowania do wrześniowego transportu.
Trochę szkoda widoku wielkiego żaglowca stojącego przy nabrzeżu, bo właśnie woda nadaje takim konstrukcjom właściwe proporcje. Z drugiej strony po 30 latach Batavia zaczyna kolejny etap swojego życia. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jej przyszłość będzie już związana przede wszystkim z lądem. Paradoksalnie właśnie dzięki temu jeden z najbardziej imponujących sposobów opowiadania o dawnej żegludze ma przetrwać kolejne dekady.
