Nowe Casio A140WE i END. x Timex 1981 Reissue Inspired powstały na dwóch różnych krańcach zegarkowej nostalgii, ale łączy je jedna atrakcyjna cecha. Po założeniu na rękę dają człowiekowi święty spokój.
Jeden wygląda jak cyfrowa przyszłość wyobrażona kilkadziesiąt lat temu. Drugi przypomina czasy, gdy sportowa elegancja oznaczała jasny sweter, niewielką kopertę i zegarek mieszczący się pod mankietem. Oba pokazują też, że retro przestało być chwilową modą. Stało się odpowiedzią na przesyt.
Casio poprawiło klasyka, ale nie odebrało mu charakteru
Casio A140WE natychmiast zdradza swoje pochodzenie. Prostokątna koperta, cyfrowy wyświetlacz i metalowa bransoleta odwołują się do modeli, które przez lata nosili uczniowie, inżynierowie, ojcowie rodzin i bohaterowie filmów o przyszłości. Tym razem konstrukcja została jednak wyraźnie wygładzona.
Koperta ma 39 × 36,8 mm i delikatniej zaokrąglone krawędzie. Wokół wyświetlacza pojawiło się wykończenie ze słonecznym szlifem, dostępne w granatowym, szarym oraz jasnozłotym wariancie. Światło odbija się od powierzchni tarczy, dzięki czemu dobrze znany cyfrowy zegarek wygląda odrobinę bardziej elegancko. Wielorzędowa stalowa bransoleta również została wykonana tak, aby układała się płasko na nadgarstku.

Mam wrażenie, że Casio znalazło tutaj rozsądne proporcje między nostalgią a współczesnym wzornictwem. A140WE nadal ma charakter taniego zegarka użytkowego, lecz może już bez kompleksów wystawać spod rękawa marynarki. Szczególnie że całość waży zaledwie 60 g.
W środku nie wydarzyła się żadna rewolucja i całe szczęście. Dostajemy stoper z dokładnością do 1/100 sekundy, alarm, podświetlenie oraz baterię, która ma działać około siedmiu lat. Zegarek nie policzy spalonych kalorii i nie oceni jakości regeneracji, ale przynajmniej nie będzie wymagał ładowania akurat wtedy, gdy spieszymy się rano do pracy.
Cena srebrnych wersji wynosi około 110 dolarów, czyli około 410 zł. Złoty wariant ma kosztować 130 dolarów, czyli około 485 zł. Trzeba jednak pamiętać, że koperta powstała z tworzywa pokrytego chromowaną powłoką. Stalowa jest bransoleta. Przy tej cenie trudno uznać to za skandal, ale określenie metalowy zegarek mogłoby sugerować coś więcej.
Timex wygląda, jakby właśnie wrócił z kortu
END. x Timex 1981 Reissue Inspired idzie w zupełnie innym kierunku. Zamiast cyfrowego wyświetlacza mamy klasyczne wskazówki, datownik oraz lodowobłękitną tarczę ze słonecznym szlifem. Po przyjrzeniu się jej z bliska można dostrzec subtelny wzór globu. Całość otacza lekko ośmiokątny bezel, który nadaje zegarkowi charakter bez konieczności montowania na tarczy wielkiego logo.

Największą zaletą Timexa są jednak wymiary. Stalowa koperta ma 35 mm średnicy i zaledwie 8,5 mm grubości. W czasach, gdy część zegarków przypomina noszone na ręku instrumenty pomiarowe, taki rozmiar wydaje się niemal prowokacyjny. Zegarek mieści się pod mankietem, nie dominuje nadgarstka i nie wymaga odpowiednio szerokiego przedramienia.
Projekt powstał we współpracy z brytyjskim sklepem END. i odwołuje się do sportowej estetyki początku lat 80., a zwłaszcza elegancji kojarzonej z tenisem. Motyw ten łatwo byłoby doprowadzić do granicy przebrania, lecz Timex zachował umiar. Błękitna tarcza, nakładane indeksy i stalowa bransoleta wystarczają, aby zegarek przyciągał wzrok. Rakiety, piłeczki i zielone paski można było spokojnie zostawić kampanii reklamowej.
Wewnątrz pracuje mechanizm kwarcowy. Tarczę chroni szkło mineralne, a wodoszczelność do 50 metrów pozwala na lekkie pływanie, choć producent odradza nurkowanie oraz skoki do basenu. Timex kosztuje 199 dolarów, czyli około 740 zł. Model jest obecnie oznaczony w amerykańskim sklepie producenta jako wyprzedany, co zapewne tylko zwiększy jego atrakcyjność w oczach osób lubiących edycje trudniejsze do zdobycia.
I jak tu wybrać?
Casio jest bardziej uniwersalne. Pasuje do bluzy, koszuli, sportowej kurtki i codziennej stylizacji. Wygląda znajomo, ale dzięki łagodniejszej kopercie oraz dopracowanej tarczy nie sprawia wrażenia zegarka wyciągniętego po latach z szuflady. Do tego kosztuje mniej i oferuje podstawowe funkcje, których rzeczywiście można używać.
Timex ma więcej elegancji i wyraźniejszy charakter. Stalowa koperta, niewielkie wymiary oraz błękitna tarcza sprawiają, że prezentuje się dojrzalej. Wyższa cena wynika również z pełnej stalowej konstrukcji i bardziej kolekcjonerskiego charakteru współpracy z END.

Sama częściej sięgnęłabym po Timex. Nie dlatego, że Casio ma jakąś poważną wadę. Casio wydaje mi się ciekawszym komentarzem do współczesności. To cyfrowy zegarek z epoki przed smartfonami, który wygląda futurystycznie, choć oferuje mniej funkcji niż przeciętna opaska za 150 zł. I właśnie dzięki temu zachował własną osobowość.
Timex jest wyborem bardziej stylowym, Casio bardziej codziennym. Oba przypominają jednak, że zegarek może być przedmiotem, a nie kolejną usługą wymagającą konta, aplikacji i regularnych aktualizacji. Patrząc na liczbę ekranów, które już walczą o naszą uwagę, taki powrót do przeszłości trudno uznać za krok wstecz.
