Maraton Piasków (Marathon des Sables) cieszy się sławą najtrudniejszego biegu na świecie. Rywalizacja toczy się w nieludzkich warunkach: biegacze ścigają się po piaskach marokańskiej Sahary w temperaturze, która w ciągu dnia sięga 50 stopni C, zaś w nocy spada do około 5 stopni C.

Katorżniczy wysiłek trwa siedem dni (choć w tym roku skrócono go do pięciu). Zawodnicy mają do przebycia około 230 kilometrów. Całość podzielona jest na 6 odcinków: najdłuższy z nich miał w zeszłym roku 75, a w tym roku 91 km długości – czyli około dwa razy więcej niż zwykły bieg maratoński.

W tym roku jedynym Polakiem, który wystartował w Maratonie Piasków, był Piotr Rutkowski. Dobiegł na 266. miejscu (na 868 biegaczy), ale nie miejsce się liczy najbardziej w Maratonie Piasków, lecz samo dotarcie do mety.

Czytaj więcej:  Człowiek jest stworzony do biegania. Jeśli tylko zechce, spokojnie może truchtem pokonać tysiące kilometrów!

– Maraton Piasków jest nieporównanie trudniejszy niż maraton uliczny – powiedział „Focusowi” Rutkowski. – Nawet teraz, po kilku miesiącach odczuwam jeszcze skutki biegu (złamałem 8 paznokci i uszkodziłem więzadła krzyżowe), ale uważam, że było warto.

Treningi pod kątem pustynnego biegu rozpoczął rok wcześniej. Przez 6 miesięcy poprzedzających wyścig niemal codziennie przebiegał 20 kilometrów z 8-kilogramowym plecakiem. Ale nie tylko przygotowanie fizyczne jest ważne. Cały rajd musi być idealnie przemyślany pod każdym względem: trzeba rozplanować konsumpcję wody, jedzenia i odpowiednio dobrać tempo.

Podczas pustynnego rajdu zawodnicy dźwigają w plecakach jedzenie i wszystko, co im potrzebne. Dostają od organizatorów tylko wodę (9 litrów wody dziennie) i schronienie na noc w prostych berberyjskich namiotach. Marathon des Sables to walka z samym sobą, upałem i piaskiem.

Na starcie piaskowego rajdu wszyscy stawiają się w świetnie przygotowani, ale nie wszyscy docierają do mety – zdarzają się nawet wypadki śmiertelne. Do takiej tragedii doszło 29 marca 2007 roku, kiedy to Bernard Julé z Francji został znaleziony martwy w swoim namiocie. Zawodnik miał bardzo dobry start, biegł znakomicie. Wyniki jego badań medycznych nie wskazywały na jakiekolwiek problemy. 70-kilometrowy odcinek skończył po 9,5 godzinie, zajmując 45. miejsce. Był na mecie już o 18.30, w bardzo dobrym nastroju. O 3.30 w nocy wstał jeszcze, by powitać swoich kolegów z namiotu. Trzy godziny później już nie żył.

MARATONY NIE SĄ DLA KAŻDEGO

Jak powiedział „Focusowi” Marcin Hutnik, lekarz i maratończyk, biegi są doskonałym sposobem na poprawienie zdrowia, szczególnie dobrze wpływają na układy oddechowy i krążeniowy. Zmniejszają ryzyko chorób serca i zwiększają ogólną wydolność. Biegać może osoba niemalże w każdym wieku. Jednak nie każdy może od razu brać udział w maratonach, szczególnie gdy bieg odbywa się w klimacie gorącym. Pretendent musi przejść szereg badań i konsultacji medycznych, a przede wszystkim sam powinien dobrze znać swój organizm i wiedzieć, jak reaguje na wysiłek w takim klimacie. Inaczej może się to skończyć tragicznie.

Trzeba też pamiętać o aklimatyzacji. Inaczej możemy narazić się na udar cieplny, który jest następstwem zaburzeń procesów termoregulacyjnych. Jego objawy to częściowa lub całkowita utrata świadomości, gorąca i sucha skóra, wzrost ciśnienia krwi i temperatury wewnętrznej ciała do powyżej 40oC – co może doprowadzić nawet do śmierci. Istnieją przypuszczenia, że przyczyną śmierci pierwszego maratończyka Filippidesa, który pokonał dystans między Maratonem a Atenami, by obwieścić zwycięstwo Greków nad Persami, był właśnie udar cieplny. Jeżeli więc chcemy wziąć udział w maratonie, nawet zwykłym, nie pustynnym, pamiętajmy, by skonsultować się z lekarzem i dobrze się przygotować – aby okrzyk zwycięstwa nie był naszym okrzykiem ostatnim.

ĆWICZ BEZPIECZNIE - UBEZPIECZENIA SPORTOWE