Johann Wolfgang von Goethe słynie głównie ze swoich dzieł poetyckich, sam jednak najbardziej był przywiązany do „Teorii kolorów” – owocu kilkudziesięciu lat badań nad barwami. Naukowcy nigdy jej nie poważali, m.in. z powodu zawartej w książce zajadłej krytyki dokonań Isaaca Newtona w dziedzinie optyki (sam Newton nie mógł się już bronić – Goethe polemizował z nim 70–80 lat po śmierci fizyka). W młodości Goethe zachwycał się odkryciem Newtona tak jak wszyscy – do poety musiało przemawiać piękno doświadczenia z pryzmatem, które pozwoliło sir Isaacowi stwierdzić, że światło białe to w istocie mieszanina wielu kolorów, a te kolory można zobaczyć, bo przechodząc przez przezroczystą bryłę, załamują się pod różnymi kątami. Uczeni, którzy przed Newtonem bawili się pryzmatem, myśleli, że źródłem tęczy pojawiającej się po przepuszczeniu przezeń światła, jest sam pryzmat. Newton dowiódł dwoma prostymi sposobami, że to nieprawda. Najpierw postawił na drodze tęczy przeszkodę za szczeliną, przez którą przeszedł tylko jeden kolor światła, a następnie przepuścił ów jednobarwny promyk przez kolejny pryzmat i… nowa tęcza nie pokazała się, kolor pozostał niezmieniony. W innym wariancie doświadczenia Newton po prostu złapał tęczę w drugi, odwrócony pryzmat, który zamienił ją z powrotem w światło białe. Goethe z kolei przyłożył pryzmat do oka i spojrzał przez niego. Zamiast tęczy zobaczył plamę białego światła ze śladami kolorów na br z egach. Teorię , jakoby w świetle były zawarte inne kolory, nazywał absurdem, odwołując się do codziennego doświadczenia, które istotnie mówi nam, że każda barwa jest ciemniejsza od białego światła. Sam Goethe uznał, że kolory powstają na granicy światła i ciemności, i nie dał się przekonać do teorii Newtona.