Pozwalają przekraczać granice, także te w naszej głowie. Odkrywają przed nami nie tylko nowe lądy, ale też nasze zasoby i pragnienia. Podróże zmieniają nas na lepsze.

DOBRO DYSTANSU

Podróż, nie tylko dosłownie, ale i w przenośni pozwala z daleka spojrzeć na codzienne życie. To, co w domu wydaje się ważne, z oddali traci na znaczeniu. Toksyczny kolega z pracy podkopuje moje pomysły na zebraniu, partner nie posprzątał po sobie kuchni, matka poucza mnie, jak wychowywać dzieci. W podróży to wszystko blaknie, bo trzeba znaleźć nocleg, dworzec, lotnisko, trzeba ustalić cenę za kwaterę, znaleźć drogę do następnego celu. Kolega z pracy kurczy się jak balon, z którego uchodzi powietrze, sami się dziwimy, że tyle emocji poświęcamy porządkowi w kuchni i rozpamiętywaniu słów matki. Męczącą gonitwę myśli zastępują potrzeby kluczowe.

To się nazywa zdobywanie dystansu do życia. Odległość, jaką musimy pokonać podróżując, sprawia, że przemieszczamy się nie tylko fizycznie, ale i duchowo, psychicznie. A to pozwala spojrzeć na życie z innej perspektywy, bez emocji. Nawet do tego stopnia, by dostrzec, że można iść przez nie inną drogą niż ta, która wydaje się może nie najlepsza, ale najrozsądniejsza.

Idea, że podróże kształcą, pojawiła się już w epoce oświecenia. „Stwierdzono, że kontakt z innymi kulturami wzbogaca nas, a to, że chcemy poznać świat empirycznie jest cenne, bo praktyka uczy lepiej niż teoria. Takie podejście do podróżowania jest aktualne do dziś” – mówi dr hab. Anna Horolets z Zakładu Antropologii Społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Szwajcarski pisarz sfilozof Alain de Boon w książce „Sztuka podróżowania” pisze tak: „Przyjmując, że nasza egzystencja zdominowana jest przez poszukiwanie szczęścia, niewiele obszarów ludzkiej działalności odsłania dynamikę owych poszukiwań lepiej od naszych podróży”.

Podróże, według Boona, wyrażają nasze wyobrażenie o tym, co składa się na sens życia oprócz przymusu pracy i walki o przetrwanie. „A jednak fakt, że obrazują problemy filozoficzne, to znaczy kwestie wymagające innego myślenia niż praktyczne, bywa powszechnie ignorowany – zauważa pisarz. – Jesteśmy zalewani poradami dokąd podróżować, mało kto mówi nam, dlaczego i jak to robić, choć sztuka podróżowania z natury rzeczy wiąże się z licznymi pytaniami, które nie są ani proste, ani trywialne”. Podróże, jak uważa, wpływają na rozwój osobowości.

W DUSZANBE TO MAJĄ DOBRZE

Jednak rozwój podczas podróżowania nie musi od razu oznaczać iluminacji, przemeblowania życia. Może zacząć się od umiejętności cieszenia się z drobiazgów. Wydaje się, że to mało, ale to bardzo trudna sztuka. Szczęście można odnajdywać w codziennych rzeczach, nawet w nudzie. To dlatego ludzie czują ukojenie, spacerując po górach, lasach, paląc ognisko przed domkiem na łące albo wiosłując łódką przez spokojne jezioro. Jednak dar umiejętności cieszenia się drobiazgami można zdobyć dopiero wtedy, kiedy wyjdzie się z codziennej „strefy komfortu” (wyświechtane, ale wciąż aktualne pojęcie). Kiedy się zmierzy z noclegiem w ciasnym pokoju z zarwanym łóżkiem i łazienką bez ciepłej wody. Walka o minimalny komfort uczy radości z dóbr podstawowych. I tego, że wcale nie potrzeba nam tak wiele, jak myśleliśmy – lśniącej kuchni, nowych mebli, wina w modnej knajpie, żeby poczuć szczęście. Wystarczy czysta pościel i widok na kwitnącą łąkę.