Wyspy więźniów (Alcatraz, USA)

Jako miejsca odizolowane wyspy idealnie nadają się do przetrzymywania więźniów. Wiele z nich przeszło do legendy, jak Alcatraz niedaleko San Francisco, gdzie do 1963 roku funkcjonowało więzienie, w którym przebywał m.in. Al Capone; Wyspa św. Heleny, gdzie do śmierci przetrzymywany był Napoleon Bonaparte; wyspa If nieopodal Marsylii, którą rozsławił Aleksander Dumas w powieści „Hrabia Monte Christo” oraz Robben Island, 14 km od Kapsztadu, na której prawie 20 lat siedział Nelson Mandela. Wszystkie stanowią dziś atrakcje turystyczne, ale na tureckiej wyspie Imrali, znajdującej się na morzu Marmara, nadal więziony jest Abdullah Öcalan, lider Partii Pracujących Kurdystanu.

Kolonia trędowatych (Puri, Indie)

Leprozoria, czyli kolonie dla trędowatych, były bardzo popularne w średniowieczu. W XXI wieku istnieją jednak nadal tam, gdzie choroba wciąż zbiera żniwo, głównie w Afryce i Azji. Na obrzeżach indyjskiego miasta Puri istniała kolonia trędowatych zamieszkana przez ok. 100 osób. Jej mieszkańcy byli zdani wyłącznie na siebie. Żyli w nędzy, cierpieli z gnijącymi kończynami, tracąc kawałki ciała. W 1976 roku chorymi zajął się polski misjonarz Marian Żelazek. Z pomocą sióstr szarytek zaczął od opatrywania ran. Dziś w kolonii trędowatych w schludnych domkach mieszka 600 rodzin. Funkcjonuje pracownia ortopedyczna, szpital i kuchnia. Chorzy znaleźli też pracę – wyrabiają powrozy, pracują w przędzalni, pracowni krawieckiej lub na fermie. W pobliżu osady powstała szkoła, do której chodzi ok. 400 dzieci, w tym prawie sto z kolonii (wszystkie są zdrowe!). 

Wioska czarownic (Gambaga, Ghana)

Każda z mieszkanek tej wioski, a jest ich ponad sto, została uznana za „wiedźmę” tylko dlatego, że kiedyś znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Wystarczyło, że była w pobliżu kogoś, kto zachorował lub umarł, aby posądzono ją o czary, a wódz po rytualnym procesie skazał ją na wygnanie. Życie w wiosce-obozie wypełnia monotonna praca na rzecz wodza – w ten sposób „wiedźmy” odpłacają się za „opiekę” i „schronienie”. Zwykle zostają w obozie na całe życie. Nieliczne, dzięki pomocy organizacji humanitarnych i po wniesieniu horrendalnie wysokiej opłaty mogą liczyć na powtórzenie procesu i powrót do domu. A tam czeka na nie zazwyczaj areszt domowy, społeczny ostracyzm, a nawet śmierć z rąk członków rodziny, której przyniosła hańbę.

Wyspa prostytutek (Bani Shanta, Bangladesz)

W muzułmańskim Bangladeszu prostytucja jest o dziwo legalna. Oficjalnie działa tam 14 burdeli. Aby dostać się do jednego z nich, trzeba przeprawić się przez rzekę Pashur. Całe życie mieszkańców wyspy Bani Shanta (w jęz. bengalskim „spokojne miejsce”) kręci się wokół seksu – prostytuuje się 200 mieszkających tam kobiet, a ich partnerzy odpowiedzialni są za dowożenie klientów. Ostatnio wskutek ocieplenia klimatu zaszły tam duże zmiany. Powodzie zalewają wyspę i zmniejszają wielkość pobliskiego portu – a im mniej statków do niego przybija, tym mniej gości dociera na Bani Shantę. To zmusza kobiety do jeszcze cięższej pracy. Walczą między sobą o klientów, siłą zaciągają ich do obskurnych baraków i sprzedają się za grosze. 

Miasto wdów (Vrindavan, Indie)

Obawa, że samotna kobieta mogłaby być atrakcyjna seksualnie dla innych członków rodziny sprawia, że w Indiach krewni pozbywają się wdów, zmuszając je do pielgrzymki w odległe części państwa (bez możliwości powrotu). Powtórne zamążpójście nie jest powszechnie akceptowane, a wdowy nie dziedziczą majątku po zmarłym mężu. Nie mając więc wyboru, ruszają na wygnanie. Ściągają m.in. do Vrindavan nad świętą rzekę Jamuna. Liczące cztery tysiące świątyń miasto ma 56 tys. mieszkańców, z czego ponad 20 tys. stanowią wdowy. Można je poznać po białych szatach (wdowom nie wolno nosić ozdób ani kolorów). Pochodzą z różnych kast, ale wszystkie każdego ranka i wieczora zbierają się w aszramach, aby śpiewać religijne pieśni, a w ciągu dnia żebrzą, aby zdobyć środki na życie. Opublikowany w 1996 roku raport ujawnił, że wdowy z Vrindavan są często wykorzystywane do prostytucji.