Mam wrażenie, że właśnie takie drobne komponenty najlepiej pokazują, jak bardzo zmieniło się MTB. Rewolucję w rowerach zwykle próbujemy mierzyć skokiem zawieszenia, średnicą kół czy kolejnym cudownym systemem tłumienia. Tymczasem czasem wystarczy przesunąć dłonie o kilkanaście milimetrów, żeby cały rower zaczął zachowywać się trochę inaczej.
Rower robi się dłuższy, więc kokpit trzeba skrócić
Nowoczesne rowery przeznaczone do agresywnej jazdy mają coraz większy reach i długie przednie trójkąty. Dzięki temu przy dużej prędkości są stabilne, a na stromych zjazdach dają więcej miejsca do pracy ciałem. Skutek uboczny jest łatwy do przewidzenia – dłonie znajdują się daleko przed rowerzystą, a spora część obciążenia trafia na ramiona.
Skracanie mostków trwa więc od lat. W downhillowych rowerach 35-50 mm nikogo już nie zaskakuje, podobny kierunek widać w enduro oraz cięższych odmianach trailu. Hope uznało jednak, że można pójść dalej. Nowy Gravity Stem ma 20 mm długości i 35 mm stacku, przez co kierownica znajduje się jednocześnie bliżej osi skrętu widelca i wyżej niż przy tradycyjnym kokpicie.

W praktyce kierownica wędruje więc w stronę rowerzysty, a pozycja staje się bardziej wyprostowana. Przy dzisiejszych długich ramach taki zabieg może mieć znacznie więcej sensu, niż sugerowałby wygląd tej niewielkiej aluminiowej kostki.
20 mm długości brzmi ekstremalnie. Jest w tym konkretna idea
Hope opracowało komponent po konsultacjach z zawodnikami startującymi w Pucharze Świata DH oraz enduro. Zamysł polegał na ustawieniu chwytów bliżej osi skrętu widelca i bardziej centralnym umieszczeniu rowerzysty między kołami. Według producenta ma to zmniejszać nacisk na ręce, ograniczać zmęczenie oraz ułatwiać utrzymanie ciasnej linii na technicznych fragmentach trasy.
Na stromym zjeździe ciało samo szuka pozycji, w której nie trzeba przez cały czas walczyć z przodem roweru. Wyższa kierownica daje więcej swobody, a skrócenie odległości do chwytów może pomóc przestać wisieć na rękach.
Wysoki kokpit stał się zresztą jednym z wyraźniejszych eksperymentów współczesnego MTB. Inni producenci idą jeszcze dalej, oferując rozwiązania z ujemnym reachem. Takie konfiguracje pojawiały się także w rowerach zawodników DH, między innymi Reece’a Wilsona i Hattie Harnden. Nowy Hope można zamontować odwrotnie, uzyskując 20 mm ujemnego reachu, więc zabawa geometrią może pójść jeszcze krok dalej.



Mały element, sporo aluminium
Przy tak nietypowych proporcjach konstrukcja musi poradzić sobie ze sporymi obciążeniami. Gravity Stem jest frezowany CNC z jednego bloku aluminium 2014 T6. Szerokość zacisku zwiększono o 5 mm względem standardowych mostków Gravity, do 62 mm, aby poprawić sztywność i wytrzymałość układu. Zintegrowano również górną pokrywę sterów wraz ze śrubą.
Do wyboru są warianty kierownic o średnicy 31,8 oraz 35 mm. Hope pozostaje też wierne swojej estetyce i oferuje siedem anodowanych wersji kolorystycznych: czarną, srebrną, Smoke, niebieską, czerwoną, fioletową i pomarańczową. Produkcja odbywa się w Wielkiej Brytanii.
Cena wynosi 144,50 euro, czyli około 622 zł. Nie jest to więc tani sposób na eksperymentowanie z pozycją, choć jak na precyzyjnie obrabiany komponent od Hope trudno mówić o szczególnym zaskoczeniu.

Czy każdy powinien teraz kupić 20-milimetrowy mostek?
Raczej nie. Taki kokpit ma najwięcej uzasadnienia w długich rowerach enduro, freeride i konstrukcjach używanych na stromych, technicznych trasach. W klasycznym trailowym rowerze albo przy spokojniejszej jeździe przesunięcie dłoni tak daleko do tyłu może zmienić charakter prowadzenia bardziej, niż właściciel oczekiwał.
Warto również pamiętać, że pozycja na rowerze działa jako całość. Reach ramy, wysokość kierownicy, jej kształt, długość mostka, kąt główki i położenie siodła wpływają na siebie nawzajem. Kupienie ekstremalnie krótkiego mostka nie zamieni automatycznie zwykłego MTB w maszynę z Pucharu Świata.
Mimo to Hope 20 mm Gravity Stem uważam za ciekawy znak czasów. Przez lata branża wydłużała rowery, szukając coraz większej stabilności. Teraz zaczyna dopracowywać miejsce, w którym znajduje się człowiek. Okazuje się, że kilka centymetrów przy kierownicy może być kolejnym polem walki o szybszą i mniej męczącą jazdę.
