I chyba właśnie dlatego informacja o końcu produkcji R6 ma większy ciężar niż zwykłe wykreślenie kolejnego modelu z katalogu. Yamaha potwierdziła, że ostatnia partia YZF-R6 Race Base będzie wyprodukowana na zamówienie. Zapisy w Japonii zakończyły się 31 sierpnia 2026 roku, a pierwsze motocykle z finałowej serii mają trafić do klientów 26 lutego 2027 roku. Po wykonaniu tych zamówień produkcja modelu zostanie zakończona.
Mam wrażenie, że trudno byłoby znaleźć lepszy symbol tego, jak bardzo zmienił się rynek motocykli sportowych.
Yamaha R6 powstała w czasach, gdy 600 cm3 znaczyło coś zupełnie innego
Pierwsza YZF-R6 pojawiła się w 1999 roku i od początku wyznaczyła sobie dość ambitne zadanie. Była pierwszym seryjnym czterosuwowym motocyklem klasy 600 cm3, którego moc przekroczyła 100 KM. W kolejnych generacjach przepis pozostawał podobny – wysokoobrotowy czterocylindrowy silnik, lekka konstrukcja i prowadzenie podporządkowane szybkiemu pokonywaniu zakrętów.
Dziś 600 cm3 może kojarzyć się z rozsądnym motocyklem średniej klasy. R6 przypomina, że kiedyś ta liczba oznaczała coś niemal odwrotnego. Jej obecny silnik ma 599 cm3, rozwija 118,4 KM przy 14 500 obr./min i 61,7 Nm przy 10 500 obr./min. Są to wartości, które dobrze pokazują temperament tej konstrukcji. Trzeba ją rozkręcać, pracować skrzynią i pozwolić czterem cylindrom wejść na obroty, przy których wiele współczesnych jednostek dawno kończy zabawę.
Z ulicy R6 zniknęła już kilka lat temu
Pożegnanie trwa właściwie od dawna. Drogowa R6 została wycofana z wielu rynków wraz z zaostrzaniem norm emisji spalin. Od 2021 roku motocykl przetrwał przede wszystkim jako maszyna przeznaczona na tor.

R6 Race Base została pozbawiona elementów potrzebnych na ulicy. Nie ma sensu szukać tutaj argumentów dotyczących codziennych dojazdów czy weekendowej turystyki. Japońska wersja opuszcza fabrykę bez reflektora, lusterek, klaksonu, siedzenia i podnóżków pasażera czy tylnego błotnika. Nie można jej również zarejestrować do normalnego ruchu. To sprzęt przeznaczony do wyścigów i jazdy po torze.
Jednocześnie Yamaha przez lata rozwijała elementy ważne właśnie w takim środowisku. R6 ma kontrolę trakcji, quickshifter, aluminiową ramę Deltabox, a wersja Race Base korzysta również z przedniego zawieszenia i hamulców wywodzących się z R1 Race Base. W ostatniej serii nie wprowadzono większych zmian. Producent najwyraźniej uznał, że finału nie trzeba ozdabiać jubileuszowymi naklejkami i sztucznym kolekcjonerskim ceremoniałem. R6 kończy karierę w formie, w jakiej przez ostatnie lata wykonywała swoją pracę.
Ostatnia Yamaha R6 kosztuje zaskakująco rozsądne pieniądze. Przynajmniej w Japonii
Cena finałowej wersji na rynku japońskim została ustalona na 1 375 000 jenów, czyli około 32 100 zł. Trzeba oczywiście pamiętać, że jest to lokalna cena japońska i nie można traktować jej jak hipotetycznego polskiego cennika. Dla porównania oferowana w Polsce R6 RACE z roku modelowego 2025 widnieje na stronie Yamahy z ceną od 61 000 zł.

Pierwsza tura japońskich zamówień trwała przez lipiec, druga od 1 do 31 sierpnia. Motocykle z pierwszej mają być dostarczane od końca lutego 2027 roku, a późniejsze zamówienia od końca kwietnia. I na tym produkcyjny licznik ma się zatrzymać.
R9 pokazuje, dlaczego czasy R6 dobiegły końca
Równolegle Yamaha ma już zupełnie inną odpowiedź na pytanie o współczesny motocykl sportowy. Jest nią R9 z trzycylindrowym silnikiem CP3 o większej pojemności. Rynek w ostatnich latach wyraźnie przesunął się w stronę jednostek oferujących więcej momentu obrotowego przy niższych obrotach i osiągów łatwiej dostępnych podczas normalnej jazdy.
Rozumiem tę zmianę. Współczesny sportowy motocykl nie musi karać właściciela za każdą spokojniejszą przejażdżkę. Normy emisji, koszty rozwoju i oczekiwania klientów również trudno ignorować.

Tylko że przy okazji ginie pewien bardzo charakterystyczny gatunek maszyn. R6 była motocyklem wymagającym zaangażowania, a jej czterocylindrowy silnik budował emocje w sposób coraz rzadszy. 61,7 Nm brzmi dziś skromnie obok dużych dwucylindrowców i trzycylindrowców. 14 500 obr./min mówi jednak znacznie więcej o tym, dlaczego ludzie przez lata chcieli mieć R6.
Po niemal trzech dekadach Yamaha zamyka więc rozdział, który zaczął się w 1999 roku. Następcy są szybcy, skuteczni i zapewne bardziej sensowni dla większej liczby motocyklistów. A mimo tego podejrzewam, że za kilka lat właśnie wysokoobrotowe sześćsetki będziemy wspominać z wyjątkowym sentymentem. R6 odchodzi dokładnie w momencie, gdy zaczynamy rozumieć, jak niezwykłym motocyklem była.
