Kordyceps chiński lub maczużnik chiński (Ophiocordyceps sinensis, poprzednio zaliczany do rodzaju Cordyceps) to grzyb, który rośnie w Tybecie. Żyje na wysokości od 3 to 5 tysięcy metrów nad poziomem morza. Pasożytuje na żyjących tam gąsienicach ciem. Owocnik wytwarza dopiero po ich śmierci i mumifikacji.

W tradycyjnej medycynie azjatyckiej uważano takie zmumifikowane gąsienice za lek. Przez to, że grzyb wysysa siłę życiową z larw owadów, rzekomo miał łączyć siłę życiową roślin i owadów. Stosowano go jako środek na „powrót do równowagi” oraz na wzmocnienie „sił witalnych” i potencji. Moda na specyfik szybko trafiła do Europy i Polski. Po wpisaniu „kordyceps” do wyszukiwarki można dowiedzieć się, że jest cudownym lekiem na niemal wszystko.

Kordyceps jest przez to prawdopodobnie najcenniejszym pasożytem na ziemi. Za kilogram zmumifikowanych przez tego grzyba gąsienic trzeba zapłacić około 100 tysięcy dolarów. Cena w przypadku mniejszych okazów jest niższa, cenione są jednak te największe.

Nauka nie potwierdziła działania kordycepsu. Maczużnik na nic nie pomaga

Nauka jednak nie wykazała skuteczności tego specyfiku. W kordycepsie znaleziono tylko jedną substancję, która mogłaby działać jako lek. To kordycepina. Jest analogiem kwasu nukleinowego, czyli może wbudowywać się w nić DNA zamiast jednej z cegiełek tworzących tę cząsteczkę. Powoduje to zazwyczaj szkodliwe mutacje i śmierć komórki.

Na takiej zasadzie działają również chemioterapeutyki onkologiczne. Chemioterapia korzysta przy tym z faktu, że w komórkach nowotworów podziały zachodzą szybciej, więc szkodliwe związki chemiczne bardziej szkodzą komórkom nowotworu niż komórkom zdrowym. Nie są jednak dla nich całkiem nieszkodliwe, stąd liczne i dokuczliwe skutki uboczne chemioterapii.

Kordycepinę można by potencjalnie wykorzystać w walce z niektórymi rodzajami nowotworów. Jest jednak zasadniczy szkopuł. Ten związek chemiczny jest natychmiast rozkładany przez obecny w organizmie enzym zwany deaminazą adenozyny (ADA). We krwi utrzymuje się nie dłużej niż półtorej minuty, po czym rozkładany jest do inozyny.

Z kordycepiny powstanie jednak lek – ale dzięki modyfikacji w laboratorium

Jednak naukowcom z Uniwersytetu w Oksfordzie udało się opracować pochodną kordycepiny. Dzięki chemicznej modyfikacji związek ten stał się odporny na działanie enzymu, nie tracąc przy tym swoich właściwości. Łatwiej również może wnikać do komórek.

Związek, nazwany roboczo NUC-7738, działał na komórki nowotworów w laboratorium kilkadziesiąt razy silniej niż kordycepina. Również wstępne wyniki badań klinicznych pierwszej fazy, które toczą się od 2019 roku, wskazują na to, że NUC-7738 może sprawdzić się w leczeniu zaawansowanych stadiów nowotworów odpornych na znane leki. Trzeba jednak zaznaczyć, że są to wstępne wyniki, a zanim związek zostanie zarejestrowany, minie jeszcze co najmniej kilka lat. Badania kliniczne drugiej fazy są dopiero planowane.

Z historii tej płynie taki morał, że tradycyjna medycyna nie jest zbyt wiele warta, póki nie zostanie potwierdzona naukowymi metodami. Nawet odkrycie kordycepiny nie oznaczało jeszcze, że kordyceps ma jakiekolwiek lecznicze właściwości. Dopiero w laboratorium powstał lek, który po gruntownych testach może znaleźć zastosowanie w medycynie.

Źródło: Clinical Cancer Research.