Z orbity widać to wyraźnie. Noc na Ziemi przestaje być nocą

Zanieczyszczenie światłem długo opisywano dość prostym językiem: planeta świeci coraz mocniej, miasta puchną, gwiazd ubywa. Nowe badanie pokazuje jednak, że noc na Ziemi nie staje się po prostu jaśniejsza w równym tempie. Ona raczej pulsuje. W jednych miejscach przybywa światła błyskawicznie, w innych ono gaśnie, a globalny bilans tego całego zamieszania i tak jest jednoznaczny: między 2014 a 2022 rokiem nocna jasność wzrosła netto o 16%.
fot. Michala Garrison/NASA Earth Observatory

fot. Michala Garrison/NASA Earth Observatory

To ważna korekta myślenia o współczesnej cywilizacji. Nie żyjemy już w świecie, w którym noc po prostu przegrywa z elektrycznością w jednakowy sposób wszędzie i zawsze. Badacze, analizując 1,16 miliona dziennych obrazów satelitarnych z projektu Black Marble, zobaczyli planetę znacznie bardziej nerwową: światło rozlewa się, cofa, przeskakuje i reaguje nie tylko na rozwój miast, ale też na wojny, awarie sieci, kryzysy gospodarcze i politykę ograniczania emisji światła.

Nocny obraz Ziemi wyglądał kiedyś jak elegancka mapa postępu. Dziś coraz bardziej przypomina zapis zbiorowego tętna cywilizacji – z przyspieszeniami, załamaniami i gwałtownymi skokami. To nie tylko problem astronomów, którym ktoś znowu podkręca lampę nad teleskopem. To także sprawa zdrowia, przyrody i samego sposobu, w jaki człowiek urządza przestrzeń po zmroku.

Noc robi się jaśniejsza, ale nie wszędzie w ten sam sposób

Autorzy pracy opublikowanej w Nature podkreślają, że dominujące dotąd wyobrażenie o nocnej jasności było zbyt uproszczone. Owszem, globalnie nocna radiancja rośnie, ale ten wzrost nie przypomina jednostajnego marszu. W miejscach, gdzie światła przybywało, wzrost odpowiadał 34% globalnego poziomu bazowego z 2014 roku. Jednocześnie w innych regionach dimming, czyli spadek jasności, skasował równowartość 18% tej samej bazy. Dopiero po zsumowaniu wychodzi końcowe 16% na plus.

To oznacza, że pod jednym globalnym wynikiem ukrywa się świat pełen sprzecznych historii. Niektóre kraje dopiero gwałtownie wchodzą w epokę elektrycznego krajobrazu nocnego, inne próbują go cywilizować, a jeszcze inne pogrążają się w ciemności z powodów, które nie mają nic wspólnego z troską o środowisko. Badacze policzyli też, że obszary doświadczające zmian nagłych objęły 2,05 mln km², a te przechodzące zmiany stopniowe aż 19,04 mln km². To pokazuje skalę zjawiska znacznie lepiej niż sama średnia.

W praktyce świat po zmroku nie tyle świeci coraz bardziej, ile staje się coraz mniej stabilny. Jednego roku gdzieś rozświetla się nowa infrastruktura, innego gdzie indziej gaśnie całe miasto albo region. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć w tym mapę współczesności, dostałby coś zaskakująco szczerego: rozwój, nierówność, kryzys, modernizację i chaos zapisane nie w statystykach PKB, tylko w ilości światła uciekającego w nocne niebo.

Najmocniej rozjaśniają się regiony, które dopiero doganiają elektryczny świat

Najbardziej spektakularne wzrosty jasności naukowcy odnotowali w gospodarkach rozwijających się, zwłaszcza w Afryce Subsaharyjskiej i Azji Południowo-Wschodniej. Reuters, opisując wyniki badania, wskazuje m.in. Somalię, Burundi i Kambodżę, a dalej także takie kraje jak Ghana, Gwinea czy Rwanda. To nie jest jedynie kwestia większej liczby neonów czy bogatszych centrów handlowych. Badacze wiążą te zmiany z urbanizacją, rozbudową infrastruktury i elektryfikacją obszarów, które wcześniej były znacznie ciemniejsze.

I tu pojawia się ciekawa dwuznaczność. Kiedy mówimy o zanieczyszczeniu światłem, odruchowo myślimy o problemie. Tymczasem część tych wzrostów jest jednocześnie sygnałem czegoś pozytywnego: dostępu do energii, bezpieczeństwa, nowych dróg, szkół, usług i nocnej aktywności gospodarczej. To sprawia, że cała sprawa wymyka się prostemu moralizowaniu. Nie każda nowa lampa jest wyłącznie błędem cywilizacji. Czasem jest znakiem, że jakiś region dopiero wchodzi do świata, który przez dekady miał prąd, transport i infrastrukturę zarezerwowane dla innych.

Tyle że natura nie zna takich politycznych ani rozwojowych niuansów. Dla nocnych zwierząt, owadów, ptaków migrujących czy ludzi próbujących zasnąć każda kolejna porcja sztucznego światła jest po prostu zmianą środowiska. I właśnie dlatego ten temat tak trudno uczciwie opowiedzieć. Z jednej strony światło po zmroku bywa symbolem poprawy warunków życia. Z drugiej – równie skutecznie potrafi rozregulować to, co przez miliony lat działało w rytmie dnia i nocy.

LUCA pojawił się na Ziemi niedługo po jej uformowaniu, ponad 4 miliardy lat temu /Fot. Unsplash

Ciemność też rośnie, ale nie zawsze z dobrych powodów

Badanie pokazuje również drugi, znacznie mniej komfortowy wymiar nocnej mapy świata. Są miejsca, gdzie światła ubywa nie dlatego, że ktoś rozsądnie przykręcił miejskie latarnie, ale dlatego, że zawaliło się coś znacznie większego. Reuters wymienia tu Liban, Ukrainę, Jemen i Afganistan, a także Haiti czy Wenezuelę. W takich przypadkach noc ciemnieje z powodu wojny, zniszczeń infrastruktury, blackoutu albo długiego kryzysu gospodarczego.

To mocny kontrast wobec narracji o “ratowaniu ciemnego nieba”. Jedna rzecz to ograniczanie niepotrzebnego światła z wyboru, inna – ciemność jako skutek rozpadu sieci energetycznej albo działań wojennych. W Ukrainie badacze widzieli gwałtowny i trwały spadek światła zbieżny z eskalacją rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku. Noc bywa więc również świadkiem katastrofy. I chyba właśnie dlatego analiza nocnego oświetlenia robi takie wrażenie: pokazuje stan świata niemal bez retuszu.

Ten motyw dobrze studzi pokusę, by każde przygaszenie uznawać automatycznie za sukces środowiskowy. Czasem mniej światła oznacza mądrzejsze planowanie miasta. Czasem oznacza, że coś się właśnie rozpadło. Z kosmosu oba zjawiska wyglądają podobnie tylko w najprostszej wersji opowieści. W rzeczywistości za zgaszoną nocą mogą stać zupełnie różne historie.

Europa przygasa inaczej niż reszta świata

Na tym tle Europa wypada dość szczególnie. Badacze odnotowali tu 4% spadek nocnej radiancji netto, który wiążą z bardziej kierunkowym oświetleniem, wymianą starych lamp na nowocześniejsze systemy LED, polityką oszczędzania energii i działaniami ograniczającymi zanieczyszczenie światłem. Reuters zwraca uwagę zwłaszcza na Francję, którą autorzy badania wskazują jako wyjątkowo interesujący przykład uporządkowanego przygaszania nocy.

Sky & Telescope podaje jeszcze konkretniej, że Francja zredukowała emisję światła o jedną trzecią od 2014 roku, m.in. dzięki przepisom i wyłączaniu oświetlenia po północy w wielu gminach. Wielka Brytania i Holandia ograniczyły emisje mniej więcej o jedną piątą, a Hiszpania i Włochy także odnotowały spadki, choć mniejsze. To pokazuje, że z nocnym krajobrazem da się coś zrobić nie tylko przez kryzys, lecz także przez świadomą politykę.

To akurat bardzo cenna wiadomość, bo wokół zanieczyszczenia światłem często panuje bezradność. Tymczasem okazuje się, że dobrze zaprojektowane regulacje działają. Można świecić mniej, rozsądniej i tam, gdzie to naprawdę potrzebne. Można też ograniczać światło marnowane w górę albo na boki, czyli dokładnie to, które najbardziej zabiera noc niebu, a często niewiele daje ludziom na poziomie ulicy.

Satelity widzą dużo, ale nie wszystko

Tu pojawia się jednak istotne zastrzeżenie. Dane satelitarne, z których korzystali badacze, nie pokazują pełnego obrazu problemu. Czujnik Day/Night Band rejestruje światło w zakresie od zieleni do czerwieni, odbite lub rozproszone ku górze po północy. Nie widzi dobrze światła niebiesko-białego, a właśnie takie emitują liczne nowoczesne LED-y. Do tego ludzkie oko jest na nie szczególnie wrażliwe.

Z perspektywy mieszkańca miasta albo obserwatora nieba problem może rosnąć szybciej, niż pokazują to satelity. Sky & Telescope przypomina, że pomiary prowadzone z Ziemi przez obywatelskich obserwatorów wskazywały wzrost jasności nieba rzędu 7–10% rocznie. To znacznie więcej niż sygnalizują dane orbitalne, właśnie dlatego, że satelity nie są czułe na cały problem i nie mierzą dokładnie tego samego, co widzimy z dołu jako łunę nad miastem.

Innymi słowy: 16% globalnego wzrostu w dziewięć lat nie jest uspokajającą liczbą. To raczej konserwatywna informacja o części zjawiska. A jeśli coś jeszcze umyka aparaturze, to nocne niebo może pogarszać się szybciej, niż sugeruje sam satelitarny bilans. To nie brzmi jak dobra wiadomość ani dla astronomii, ani dla przyrody, ani dla naszego coraz bardziej rozchwianego rytmu dobowego.

Źródła: IFL Science; Nature

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.