W skrócie mówiąc, wystarczy do tego procesu jakiś szczelny obiekt z otworkiem oraz papier światłoczuły po drugiej stronie lub po prostu klisza. Dzięki temu można stworzyć zdjęcie zupełnie bez potrzeby używania obiektywu oraz utworzyć coś o niezwykłym kształcie. łatwość stworzenia tego typu gadżetu, nie oznacza, że nie można zaproponować czegoś eleganckiego.
Nie, to nie jest zabawka. Polski fotograf, przypomina o camera obscura
Pomimo rozwoju technologii aparatów, ludzi wciąż przyciągają starsze metody utrwalania chwil. Widać to zresztą po rosnącej popularności klisz, a także kolejnych próbach tworzenia stylowo ograniczonych w specyfikacjach aparatów. Można także sięgnąć parę wieków do tyłu i wyciągnąć jeszcze starsze techniki.

Bynajmniej nie chodzi o cyjanotypię, lecz o wspomniany aparat otworkowy. Proces potrafi zabrać od kilku sekund po nawet 184 dni, lecz w tym wydaniu będzie można narzędzia używać częściej niż raz na pół roku. Wszystko dzięki projektowi Nomad Camera, który powstał w Polsce. Stoi za nim Sławomir Mielnik – fotograf i pomysłodawca projektu – oraz Stolarstwo Sadło, odpowiedzialne za wykonanie urządzenia Nomad 6×6 II.
Czytaj też: Uwaga, to najdziwniejszy aparat którego zapragniesz. Cyfrowy, ale działa jak analogowy
Nazwa odkrywa karty, gdyż zawiera format kompatybilny z tym aparatem. Konstrukcja została wykonana z drewna i drukowanego plastiku, dzięki czemu osiągnięto efekt na granicy eleganckiej ciekawostki fotograficznej a zabawki. Trudno bowiem nie mieć takiego poczucia, gdy się patrzy z boku. Konstrukcja łączy naturalne drewno (dąb i jesion) z elementami wykonywanymi z ekologicznego filamentu PLA.

Specyfikacja Nomad Camera:
- Materiał: drewno dębowe, jesion, wnętrze i migawka drukowane w technologii 3D
- Format filmu: film rolkowy 120, format 6×6
- Rozmiar otworka: 0,2 mm
- Przysłona: f/150
- Ogniskowa: 30 mm
- Waga: 500 g
- Gwint statywowy: 1/4″
- Poziomica
Zatem jak widać, jest to urządzenie bardzo proste w swojej naturze. Jednakże nie da się odmówić twórcom tego, że zostało bardzo ładnie zaprojektowane. Przód jest na magnesach, dzięki czemu można montować filtry pomiędzy klapką dostępu światła od otworu w korpusie aparatu. Magnesy są użyte również do trzymania plecków, co jednocześnie umożliwi usunięcie blokad psujących minimalistyczna estetykę, lecz jednocześnie wprowadza trochę obawy w kwestii przypadkowego otwarcia.

Zdjęcia robione tą metodą, z racji braku obiektywów mają zupełnie inny charakter, wszystkie kontury są bardziej miękkie, a także winietowanie o wiele wyraźniejsze. Ten aparat jest bardzo posłuszny wizji właściciela, dzięki czemu można osiągnąć bardzo odmienne efekty fotografując nawet to samo miejsce kilka razy. Próbki zdjęć można zobaczyć na oficjalnej stronie aparatu.
Cena i dostępność, tutaj zaczyna się pod górkę
O ile pomysł jest bardzo fajny i intryguje nawet pomimo dość zabawkowego wyglądu, to trudno nie jest mi mieć pewnego niesmaku. Widać, że jest to aparat stworzony z pasji, dlatego czysty pragmatyzm biznesu przebija romantyczną bańkę. Jak tylko się wejdzie na stronę główną projektu, z miejsca atakuje grafika “ulepszona” AI, więc psuje pierwsze wrażenie.

Na dodatek, cała informacja prasowa, wyraźnie została skomponowana przez sztuczną inteligencję, co tylko wzmacnia wydźwięk sugerujący, że były odhaczane kolejne punkty, nie mówiąc już o problemach czysto etycznych. Szczególnie w projekcie fotografa, ale niestety gwoździem do trumny tej zabawy będzie niewątpliwie cena. 800 złotych to kwota, która raczej nie przekona nawet największych entuzjastów.
W tej cenie można kupić kilka aparatów Lomography Diana Pinhole z taką samą funkcją (49 euro) oraz współpracujące z akcesoriami. Rozumiem, że nie jest to już lokalna produkcja, niemniej ten fakt nie powinien automatycznie dźwigać kwoty do wygórowanego poziomu. Szkoda, bo jestem przekonany, że za 1/3 tej ceny, znalazłyby się osoby chętne do rozszerzenia kolekcji o coś nietypowego. Szczególnie, że stolarka wygląda pierwsza klasa.
Źródło: inf. prasowa
