Premiera powstała z okazji całkowitego zaćmienia Słońca z 12 sierpnia 2026 roku, była dostępna tylko tego jednego dnia i wyłącznie w Hiszpanii. Zegarek zniknął ze sprzedaży szybciej, niż większość potencjalnych klientów zdążyła zastanowić się, czy naprawdę go potrzebuje.
Hiszpania miała zaćmienie, Swatch miał idealną okazję
Wybór Hiszpanii miał astronomiczne uzasadnienie. Pas całkowitego zaćmienia przeciął północną część kraju i Baleary, a miliony ludzi ruszyły w miejsca, z których można było obserwować całkowite zakrycie Słońca. W części lokalizacji ciemność trwała ponad minutę. Dla zachodniej Europy było to pierwsze takie wydarzenie od 27 lat.
Swatch postanowił więc połączyć wydarzenie na niebie z kolejnym rozdziałem niezwykle skutecznego projektu MoonSwatch. Mission to the Sun – Solar Eclipse można było 12 sierpnia kupić online na rynku hiszpańskim oraz w sklepach marki w Bilbao, Walencji i na Ibizie. Specjalny mobilny punkt Rolling Planet pojawił się również w León. Następnego dnia cała akcja była już zamknięta.
Mam słabość do produktów związanych z konkretnym wydarzeniem. Zyskują datę, miejsce i wspomnienie, dzięki czemu po kilku latach mogą znaczyć więcej niż kolejna sezonowa wersja kolorystyczna. Tutaj jednak forma sprzedaży przyciąga uwagę niemal równie mocno jak sam zegarek.

Trzeba dobrze patrzeć, żeby zobaczyć zaćmienie
Podstawą Solar Eclipse pozostaje znane Mission to the Sun. Jest więc intensywnie żółta koperta z Bioceramic, żółta tarcza oraz biały bezel ze skalą tachymetru. Zachowano charakterystyczną asymetryczną sylwetkę inspirowaną Omegą Speedmaster Moonwatch. Bioceramic to opracowany przez Swatch materiał składający się w dwóch trzecich z ceramiki oraz w jednej trzeciej z tworzywa pochodzenia biologicznego bazującego na oleju rycynowym.
Zaćmienie symbolizuje przede wszystkim jeden detal. Górny przycisk chronografu przy godzinie drugiej wykonano z czarnego Bioceramic. Ma przypominać moment, w którym Księżyc przesłania tarczę Słońca. Z tyłu zmieniono również pokrywę baterii. Zamiast wizerunku Słońca znalazł się na niej nów, czyli faza Księżyca, podczas której może dojść do zaćmienia Słońca. Biały pasek jest tym razem gumowy.
Pomysł z czarnym przyciskiem jest całkiem elegancki. Problem polega na tym, że przy tak wyjątkowej okazji liczyłam na trochę więcej odwagi. Ciemniejsza tarcza, pierścień przypominający koronę słoneczną albo detal ujawniający się pod wpływem światła pasowałby do tematu znakomicie. Tymczasem największą zmianę można przeoczyć, przeglądając zdjęcia na telefonie.

Rzadkość zaprojektowana w kalendarzu
Solar Eclipse ma kopertę o średnicy 42 mm, kwarcowy mechanizm chronografu i wodoszczelność do 30 metrów. Kosztował 280 euro, czyli około 1 205 zł. Był przy tym zaledwie o 5 euro droższy od regularnego Mission to the Sun.
Cena sama w sobie wygląda rozsądnie jak na specjalną wersję jednej z najbardziej rozpoznawalnych zegarkowych współprac ostatnich lat. Znacznie ciekawsze jest jednak pytanie o wartość wynikającą z dostępności. Swatch nie musiał tworzyć radykalnie odmiennego projektu ani stosować kosztownych materiałów. Wystarczyło ograniczyć sprzedaż do jednego kraju i jednego dnia, aby zegarek natychmiast dostał kolekcjonerską aurę.
Coraz częściej widzę ten mechanizm w modzie, sneakersach i zegarkach. Limitowany produkt bywa pożądany jeszcze zanim dokładnie przyjrzymy się temu, co właściwie zostało zmienione. Niedostępność sama staje się cechą produktu. W przypadku Solar Eclipse zadziałało to wyjątkowo dosłownie: kto 12 sierpnia nie był w odpowiednim miejscu albo nie miał możliwości zamówienia zegarka w Hiszpanii, został obserwatorem premiery zamiast klientem.
MoonSwatch nadal świetnie rozumie kolekcjonerów
Pierwsza kolekcja Omega x Swatch pojawiła się w 2022 roku i przeniosła charakterystyczne elementy Speedmastera do znacznie bardziej dostępnego cenowo świata Swatcha. Od tego czasu projekt doczekał się kolejnych wariantów związanych z planetami, fazami Księżyca i innymi kosmicznymi motywami.
Po czterech latach samo pojawienie się kolejnego koloru przestało wystarczać, więc marka coraz częściej sprzedaje także okoliczność. Pełnia, nów, konkretna data, zaćmienie. Zegarek zaczyna działać trochę jak pamiątka po wydarzeniu, nawet jeśli jego właściciel oglądał je wyłącznie na ekranie.

Mechaniczne komplikacje są drogie, nowe konstrukcje wymagają czasu, a dobra opowieść potrafi nadać sens zmianie jednego elementu. Granica jest jednak cienka. Gdy opowieść staje się znacznie większa od projektu, zaczynam bardziej pamiętać zasady sprzedaży niż wygląd zegarka.
Zaćmienie trwało chwilę. Ten MoonSwatch może zostać z nami dłużej
Mission to the Sun – Solar Eclipse prawdopodobnie będzie fascynował kolekcjonerów właśnie dzięki swojej jednodniowej sprzedaży. Zegarek został przypisany do konkretnego miejsca i momentu, którego nie da się powtórzyć. To całkiem mocny kapitał dla przedmiotu kosztującego około 1 200 zł.
Sama żałuję jednak, że Swatch wykorzystał zaćmienie tak zachowawczo. Wydarzenie, na które część ludzi podróżowała przez pół Europy, zasługiwało na coś więcej niż czarny przycisk i zmienioną pokrywę baterii. Solar Eclipse będzie rzadki z definicji. Czy będzie równie pamiętny jako projekt? Z tym mam już większy problem.
