Egipt to nie tylko raj dla archeologów, ale i badaczy o wiele bardziej odległej przeszłości. Przekonał się o tym baron Ernst Stromer von Reichenbach, monachijski paleontolog, który 11 stycznia 1911 r. postawił nogę na skalistym gruncie depresji Baharia, 320 km na południowy wschód od Kairu. Badacz przybył tu w poszukiwaniu skamieniałości najwcześniejszych trzeciorzędowych ssaków – był bowiem zagorzałym zwolennikiem hipotezy o afrykańskim rodowodzie tych zwierząt (o tym, że ssaki pojawiły się znacznie wcześniej – w mezozoiku – za czasów Stromera jeszcze nie wiedziano).

Ku swemu rozczarowaniu (które wkrótce miało ustąpić miejsca radości) Stromer natknął się wkrótce w Baharia na sterczące ze skały olbrzymie kości dinozaurów. Depresję wypełniały bowiem osady znacznie starsze, niż się spodziewał. Powstały one na początku drugiej połowy okresu kredowego (blisko 100 mln lat temu). Znalezisko barona zapoczątkowało historię badań jednego z największych i najbardziej zagadkowych prehistorycznych drapieżników, jakie zamieszkiwały wówczas Ziemię.

KTO PADŁ OFIARĄ KRYZYSU


Wyprawa Stromera była skromnym przedsięwzięciem. Towarzyszyli mu tylko przewodnik, kucharz, cztery wielbłądy i dwóch poganiaczy. Barona zaskoczyły rozmiary znalezionych kości – szukał przecież szczątków drobnych ssaków. O zabraniu wszystkich znalezisk do Kairu nie było nawet mowy. Niemiecki uczony wydobył ze skały tylko kilka mniejszych kości. Wkrótce opuścił Egipt, zlecając przedtem mieszkającemu w Kairze zbieraczowi skamieniałości o nazwisku Markgraf podjęcie prac wykopaliskowych na obszarze depresji Baharia.

Markgraf wywiązał się znakomicie z powierzonego mu zadania. Już w 1912 r. do Monachium zaczęły napływać skrzynie wypełnione cennymi okazami. Prace wykopaliskowe zakończono dopiero w lipcu 1914 r., praktycznie w przededniu I wojny światowej. W momencie jej wybuchu część skrzyń wypełnionych zebranymi przez Markgrafa kopalnymi trofeami została „uwięziona” w Kairze. Po wielu perypetiach dojechały one do Monachium dopiero w 1922 r.

10 lat wcześniej nikt jednak nie przewidywał podobnych kłopotów. To właśnie wtedy dotarł do Monachium najsłynniejszy dinozaur z kolekcji Stromera. Starannie zapakowana przez Markgrafa skrzynia zawierała dolną szczękę, fragment górnej szczęki, zęby, żebra oraz fragmenty kręgosłupa. Budowa kości wskazywała na dwunożnego drapieżnika z grupy teropodów (takich jak słynny T. rex). Jednak egipskiego dinozaura wyróżniała zaskakująca cecha. Chodziło o wyrostki kolczyste kręgów. U większości kręgowców są one stosunkowo krótkie. Tymczasem na okazie ze skrzyni Markgrafa wyrostki osiągały blisko dwa metry długości!

W 1915 r. Stromer opisał egipskiego dziwoląga, nadając mu łacińską nazwę Spinosaurus aegyptiacus, czyli „kolczasty jaszczur z Egiptu”. W swej pracy zamieścił również rekonstrukcję szkieletu zwierzęcia, przedstawiając je w dwunożnej, półwyprostowanej pozycji. Pożoga wojenna, a potem narastający na świecie kryzys ekonomiczny sprawiły, że ekstrawagancki jaszczur całkowicie uszedł uwadze szerokiej publiczności.

BATERIA SŁONECZNA NA GRZBIECIE


Dopiero w ostatnim dwudziestoleciu XX wieku spinozaur powrócił na strony prac naukowych i książek o dinozaurach oraz ekrany kin (w filmie „Park Jurajski III”). Szczególnie duże zainteresowanie budziły długie wyrostki kostne sterczące z kręgosłupa zwierzęcia. Przywodziły na myśl podobne twory na grzbietach prymitywnych permskich gadów ssakokształtnych, zwanych pelikozaurami.

W ich przypadku powszechnie uważa się, że wyrostki te tworzyły rusztowanie, na którym był rozpostarty skórny „wachlarz”. Zdaniem niektórych paleontologów taka stercząca bateria obciągniętych skórą kolców mogła służyć do odstraszenia przeciwnika lub przeciwnie – do zwabienia partnera seksualnego. Większość badaczy jednak sądzi, że bogate w naczynia krwionośne skórne błony służyły pelikozaurom do termoregulacji. Nie ma wątpliwości, że zwierzęta te były zmiennocieplne, tak jak współczesne gady. Potrzebowały więc słonecznych kąpieli, by się rozruszać.

Wystarczyło, by zwierzę ustawiło się bokiem do słońca. Szeroko rozpostarty żagiel szybko wchłaniał dawkę ciepła, a układ krwionośny rozprowadzał je po całym ciele, ożywiając gada. Była to strategia szczególnie przydatna o świcie – rozgrzane w ekspresowym tempie zwierzę mogło łatwo upolować inne, jeszcze odrętwiałe z nocnego chłodu. Spekulowano także, że wachlarz służył do oddawania nadmiaru ciepła w gorącej porze dnia. W tym przypadku pelikozaur musiałby zwrócić grzbiet prostopadle do słońca.

Analogia była tak sugestywna, że przez długi czas nie wyobrażano sobie spinozaura inaczej niż z imponującym skórnym wachlarzem na grzbiecie. Niczym mantrę powtarzano też pogląd, że twór ten służył – podobnie jak u pelikozaurów – do regulacji ciepłoty ciała w gorącym klimacie (zarówno pelikozaury, jak i spinozaury zamieszkiwały w swoich czasach obszary położone blisko równika).

JASZCZUR GARBUSEK