Dziura ozonowa jest jednym z największych przykładów niszczącego wpływu działalności ludzkiej na środowisko. Jak się jednak niedawno okazało, ma ona jednak swoje zalety – do niedawna była ona czynnikiem, który hamował globalne ocieplenie. Według naukowców z Leeds University oraz z szeregu finlandzkich instytutów naukowych, działanie to zostało teraz znacznie osłabione.

Do tej pory uważano, że łatanie największej dziury ozonowej w naszej atmosferze, znajdującej się nad Antarktyką, będzie trwało niezmiernie długo. Jednak odbudowa warstwy ozonu przebiega o wiele szybciej, niż podejrzewano. Czy są jednak powody do radości? Naukowcy twierdzą, że nie. Według nich dość silny wiatr, wiejący pod dziurą ozonową, unosił w powietrze wodę oceaniczną, obfitującą w sól.  Ten naturalny aerozol z soli morskiej pozwolił na ukształtowanie chmur, które odbijały promienie słoneczne z powrotem w kosmos. W ciągu ostatnich 20 lat dziura ozonowa nad Antarktyką wytworzyła tyle chmur, że praktycznie zlikwidowała działanie globalnego ocieplenia na półkuli południowej – przynajmniej w okresie letnim.

Ostatnio jednak dziura ozonowa coraz bardziej się regeneruje. Jeśli dojdzie do tego, że wiatry przestaną wiać, wzrost emisji dwutlenku węgla może przyspieszyć ocieplenie na półkuli północnej, co będzie miało znaczny wpływ na klimat planety. A więc w kolejnych modelach klimatycznych należy wziąć pod uwagę również ten nieoczekiwany czynnik. Prognoza taka powstała po wprowadzeniu danych meteorologicznych z ostatnich 20 lat do modelu komputerowego globalnego rozmieszczenia aerozoli. Szczegóły badania zostały opublikowane w Geophysical Research Letters. JSL

źródło: www.leeds.ac.uk