Delhi Watch Company zrobiło coś znacznie ciekawszego. DWC Terra kosztowała w stalowej wersji od 4499 rupii indyjskich, czyli około 185 zł, a wygląda jak zegarek wyciągnięty z katalogu znacznie bardziej eksperymentalnej marki. Prostokątna koperta ma ogromne wycięcia inspirowane karabinkiem, nie korzysta z klasycznych uszu ani teleskopów, a materiałowy pasek przechodzi bezpośrednio przez konstrukcję.
Koperta wygląda bardziej jak element wyposażenia niż zegarek
DWC mówi wprost, że inspiracją był karabinek używany w sprzęcie outdoorowym.Widać to natychmiast. Koperta ma 32 mm szerokości i 44 mm wysokości, jest niemal całkowicie prostokątna, a przy górnej i dolnej krawędzi wycięto duże ukośne otwory.
To właśnie przez nie przeprowadzany jest pasek. Nie ma sprężynowych teleskopów, klasycznych uszu ani osobnych elementów łączących pasek z kopertą. Całość wygląda trochę jak niewielkie narzędzie EDC, do którego ktoś dopiero później dołożył tarczę.

I bardzo dobrze pasuje do tego parachute strap dostarczany w komplecie. Elastyczny materiał dodatkowo podkreśla terenowy charakter projektu i sprawia, że prostokątna konstrukcja nie musi idealnie dopasowywać się do kształtu nadgarstka. Co ciekawe, dodatkowe wycięcia w obudowie pozwalają również potraktować zegarek mniej konwencjonalnie i przypiąć go do części ekwipunku.
Ma tylko 8,3 mm grubości
Prostokąt o wymiarach 32 na 44 mm mógłby wyglądać na ręce jak mała metalowa cegła. Terra broni się jednak grubością. Stalowa wersja ma zaledwie 8,3 mm wysokości bez uwzględniania wybrzuszenia szkła.
To bardzo dobry wynik jak na tak industrialny projekt. Zamiast masywnego zegarka outdoorowego dostajemy płaski przedmiot, który z góry wygląda znacznie bardziej brutalnie, niż faktycznie nosi się na nadgarstku.
Producent rekomenduje Terrę dla nadgarstków od 6 cali wzwyż. Kluczowe są proporcje. Gdyby tę samą konstrukcję rozciągnąć do typowych dla współczesnego sportowego zegarka 42 czy 44 mm szerokości, prawdopodobnie powstałby przedmiot bardzo efektowny na zdjęciu i męczący po godzinie noszenia.

DWC powstrzymało się przed takim ruchem. I mam wrażenie, że właśnie dlatego nietypowy pomysł działa.
W środku jest tani kwarc. Tutaj zupełnie mi to nie przeszkadza
Za odmierzanie czasu odpowiada Miyota GL32. To prosty, trzywskazówkowy mechanizm kwarcowy bez datownika. Bateria powinna wystarczyć na około trzy lata, a deklarowana dokładność wynosi mniej więcej od -10 do +20 sekund miesięcznie.
Nie jest to element, którym ktoś będzie chwalił się podczas spotkania klubu zegarkowego. Pasuje jednak do Terry zaskakująco dobrze. Ten zegarek ma działać jak element codziennego wyposażenia. Bierzesz go, zakładasz i nie zastanawiasz się, czy automat zdążył się zatrzymać po dwóch dniach leżenia na półce. Niewielki mechanizm pozwolił też utrzymać kopertę na rozsądnej grubości.

Przy cenie około 185 zł zdecydowanie wolę prosty kwarc Miyoty i oryginalną obudowę niż tani automat umieszczony w kolejnym projekcie przypominającym coś pięć razy droższego.
Specyfikacja przypomina jednak, ile ten zegarek kosztuje
DWC zastosowało stal nierdzewną 316L, stalowy dekiel i szkło niemieckiej firmy SCHOTT. Nie jest to szafir. Szkło ma charakterystyczne wypukłe wykończenie, które dodaje tarczy trochę starego, narzędziowego charakteru, ale pod względem odporności na zarysowania nie będzie konkurować z szafirem.
Wodoszczelność wynosi 50 metrów. To również dość skromnie jak na projekt tak mocno korzystający z outdoorowych skojarzeń. Codzienny deszcz czy przypadkowe zachlapanie nie powinny być problemem, lecz na prawdziwy zegarek do wody patrzyłabym gdzie indziej.
Tarcza jest za to bardzo czytelna. Zewnętrzna skala pokazuje godziny od 1 do 12, wewnętrzna od 13 do 24, a jasne oznaczenia kontrastują z czarnym tłem. Do tego dochodzi pomarańczowa końcówka sekundnika i luminescencja w ciepłym, lekko postarzanym odcieniu. Całość przypomina klasyczny field watch, który dostał zupełnie inną obudowę.


Za około 185 zł oryginalność jest wyjątkowo tania
Stalowa Terra była oferowana w kilku wykończeniach. Piaskowana i pionowo szczotkowana wersja kosztowały 4499 rupii, czyli około 185 zł. Czarny wariant DLC wyceniono na 4999 rupii, czyli około 205 zł.
Wszystkie są obecnie wyprzedane, a ostatnie zamówienia miały formę dużego preorderu. Marka deklarowała okno zamówień trwające maksymalnie 72 godziny lub do osiągnięcia 30 tysięcy sztuk. Kolejna sprzedaż ma nastąpić dopiero po realizacji obecnych zamówień. To całkiem niezwykła skala jak na młody indyjski mikrobrand.
Oczywiście niska cena robi swoje. Znacznie ważniejszy wydaje mi się jednak fakt, że Terra daje kupującemu coś, czego zwykle brakuje w tym segmencie – projekt, który można rozpoznać bez oglądania logo.
Nie trzeba znać referencji, historii manufaktury ani konstrukcji mechanizmu. Wystarczy zobaczyć prostokątną stalową płytę z ogromnymi otworami na pasek.
Tak powinny wyglądać tanie mikrobrandy
Mam wrażenie, że właśnie tutaj małe marki mają największą szansę zagrozić znacznie większym producentom. Nie wygrają skalą produkcji. Trudno im konkurować zapleczem serwisowym czy własnymi mechanizmami. Mogą za to podejmować ryzyko, którego duża firma przy produkcie kosztującym kilkaset złotych często zwyczajnie nie potrzebuje.

DWC Terra ma przeciętną wodoszczelność, tani mechanizm i zwykłe szkło. Żaden z tych punktów nie wygląda szczególnie dobrze w porównywarce parametrów. Tyle że za około 185 zł dostajemy zegarek, którego wygląd trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Na rynku pełnym budżetowych modeli próbujących wyglądać jak droższe zegarki to całkiem odświeżająca propozycja. Terra nie musi udowadniać, że jest tanim odpowiednikiem luksusowego klasyka. Wymyśliła własny kształt.
