Olivia Curno – autorka badania – przeprowadziła wraz z grupą naukowców proste doświadczenie. Badacze umieścili ciężarną myszkę w klatce położonej obok klatki samców zarażonych pasożytem krwi Babesia microti — jednym z symptomów choroby wywołanej przez tego pasożyta jest anemia. Bliskie sąsiedztwo chorych gryzoni umożliwiało przyszłej matce kontakt wzrokowy, słuchowy i węchowy, mysz nie mogła się jednak zarazić, nie stykała się bowiem bezpośrednio z zarażonymi samcami.

Po przebadania wskaźników fizjologicznych i zachowania samicy, a następnie wydanych przez nią na świat mysząt, naukowcy doszli do wniosku, że potomstwo myszy sąsiadującej z chorymi gryzoniami radziło sobie z infekcją o wiele szybciej, niż potomstwo grupy kontrolnej, którego matki nie miały kontaktu z zarażonymi myszami. Nowa generacja uodpornionych przeciwko temu pasożytowi myszy chorowała na daną chorobę przeciętnie pięć dni krócej niż inne gryzonie. Ponadto naukowcy zauważyli również, że zachowanie tych myszy było mniej agresywne. Naukowcy zarejestrowali u ciężarnych samic żyjących obok chorych zwierząt podwyższenie o dwa razy poziomu kortykosteronu we krwi, a także niewielkie powiększenie nerek. Ma to służyć lepszej ochronie organizmu przed infekcjami, przekazywanej przez ciężarne matki przyszłemu potomstwu.  

Według naukowców samice wyczuwały słaby zapach świadczący o chorobie samca. Podwyższenie poziomu hormonu stresu w organizmie miało natomiast rolę alarmową – ostrzegało płód przed potencjalnym niebezpieczeństwem, w wyniku czego odporność noworodków ulegała wzmocnieniu. Fakt ten tłumaczy również, dlaczego młode myszki w grupie kontrolnej były o wiele bardziej agresywne. Dr Curno twierdzi, że gdy organizm zwierzęcia nie czuje się zagrożony chorobą, wszystkie swoje siły „inwestuje” w walkę z rywalami. Gdy jednak mysz czuje, że może się zarazić, energia wykorzystywana jest na usprawnienie działania układu odpornościowego. JSL

źródło: research.nottingham.ac.uk