2010 roku trzydziestoletni Anglik Chris Jarvis wybrał się do biura pośrednictwa pracy. Zaraz po wejściu do środka został poproszony o zdjęcie z głowy kaptura. Kiedy odmówił, został wyprowadzony za drzwi przez ochronę. Później wypadki potoczyły się bardzo szybko – Jarvis zagroził pozwem sądowym, w odpowiedzi na co po dwóch dniach znalazł w swojej skrzynce pocztowej list z przeprosinami.

Całe to zamieszanie wywołało oświadczenie Anglika, że to jego wiara nakazuje mu noszenie na głowie kaptura. Zadeklarował bowiem przynależność do Kościoła Jedi. Podobne sytuacje mogą zdarzać się coraz częściej, bo nowe, czerpiące z popkultury religie wyrastają jak grzyby po deszczu. Wraz z nimi ujawniają się oryginalne rytuały. Wyznawcy matriksizmu 19 kwietnia świętują Bicycle Day, członkowie Kościoła Eda Wooda obchodzą w rocznicę urodzin reżysera Woodmas (odpowiednik Christmas), a raelianie przyjmują chrzest 7 października, bo to właśnie tego dnia w 1975 roku ich guru Raël poleciał statkiem kosmicznym na obiad z Jezusem i Buddą.

 

ZDROWEŚ JEDI, ŁASKI PEŁNE

Wymyślone religie słyną z wirtualnych świątyń i pozyskiwania wiernych przez internet, ale odciskają też ślad w świecie realnym. Są jednocześnie kpiną z usankcjonowanych tradycją wyznań i bezlitosnym komentarzem do otaczającej nas rzeczywistości. „A może by tak zaprzeczyć istnieniu niewidzialnych różowych jednorożców?” – zagaił w 1990 roku na internetowej grupie dyskusyjnej alt.atheism Steve Eley.

W ten właśnie sposób narodził się Niewidzialny Różowy Jednorożec – ucieleśnienie bogini, wokół której zjednoczyli się dyskutujący o ateizmie studenci. Dziś tysiące ludzi na poświęconych jednorożcom stronach internetowych przekonują, że uwielbiają one pizzę z ananasem i szynką, i że to właśnie one, a właściwie ich rogi odpowiedzialne są za regularnie powstające w skarpetkach dziury. Kpiąc z idei religii, podkreślają, że niewidzialnych jednorożców nie można zobaczyć, więc nie można też udowodnić, że nie istnieją. Równie dobrze atrybutami guru mogą być dziś rozchełstany szlafrok, szklanka Białego Rosjanina i kręgle. Potwierdzeniem tego jest fakt, że rzeszę swoich wyznawców ma słynny filmowy bohater Dude Lebowski.

„Każdy marzy o beztrosce, o tym, żeby mniej martwić się o swoje pieniądze i o swoją pozycję” – tłumaczy popularność założonego przez siebie Kościoła dziennikarz Oliver Benjamin. Niestresowanie się życiowymi trudnościami i ogólnie rzecz biorąc taking it easy to główne przykazania wyznawców dudeizmu. Sens życia widzą w codziennych przyjemnościach, takich jak kąpiel w wannie, granie w kręgle i picie piwa ze znajomymi. A wszystko to wbrew kultowi sukcesu, chorej ambicji i pogoni za pieniędzmi. Benjamin twierdzi, że założony przez niego Kościół głosi ideową mieszankę taoizmu i filozofii Epikura, a do proroków dudeizmu zalicza Heraklita, Buddę, Jezusa, a także Kurta Vonneguta i Marka Twaina. Przestrzega też, że „ludzie, którzy nie są cool, w końcu wariują”. Mimo że zostało już wyświęconych ponad 100 tysięcy „dudeistycznych” księży, dudeiści szczycą się tym, że ich wyznanie jest najwolniej rozwijającą się religią świata. Nie mogą tego o sobie powiedzieć wyznawcy innej, aczkolwiek również zainspirowanej przez film religii.