BA111OD Chapter 7 Skeleton podchodzi do tematu rozsądniej. Szwajcarska marka wykorzystała mechanizm jako element projektu, ale otoczyła go uporządkowaną konstrukcją. Efekt przyciąga wzrok, zachowując przy tym funkcję zegarka. A cena zatrzymuje się znacznie poniżej poziomu, który zwykle kojarzymy z podobnie efektownymi modelami.
Z ciemnego zegarka została czysta stal
Chapter 7 Skeleton pojawił się wcześniej w antracytowym wydaniu z powłoką PVD. Całość była ciemna, techniczna i dość poważna. Nowa wersja pozbyła się grafitowej powłoki, odsłaniając naturalną stal. Mam wrażenie, że był to bardzo dobry ruch. Konstrukcja stała się lżejsza wizualnie, a różnice między szczotkowanymi i polerowanymi powierzchniami są znacznie lepiej widoczne.
Koperta ma 40 mm średnicy, 10,5 mm grubości i 47 mm długości. To rozsądne proporcje jak na sportowy zegarek ze zintegrowanym paskiem lub bransoletą. Dziesięciokątna luneta dodaje mu charakteru, a koronkę przesunięto na godzinę czwartą. Dzięki temu nie wbija się ona tak łatwo w nadgarstek podczas zginania dłoni.

Do wyboru jest stalowa bransoleta typu H-link oraz jasnoniebieski pasek z gumy. Pierwsza wersja wygląda poważniej i jeszcze mocniej nawiązuje do sportowych zegarków z lat 70. Pasek Frost Blue wnosi trochę wakacyjnej lekkości. Połączenie surowej mechaniki z pastelowym błękitem może wydawać się ryzykowne, ale tutaj właśnie ono nadaje całości świeżości.
W środku dzieje się sporo, ale da się odczytać godzinę
Projektanci zegarków szkieletowych często zachowują się tak, jakby czytelność była nudnym obowiązkiem, którym można zająć się na końcu. BA111OD potraktował ją poważniej. Na stalowej konstrukcji umieszczono nakładane indeksy oraz wyraźne wskazówki. Oba elementy otrzymały substancję Super-LumiNova, która po zmroku świeci na niebiesko.

Otwarcia w tarczy rozmieszczono wokół charakterystycznych części mechanizmu. Widać koła przekładni, kamienie łożyskujące oraz pracujący balans. Szczotkowane fragmenty przeplatają się z polerowanymi krawędziami i piaskowanymi powierzchniami. Światło nie odbija się więc od wszystkiego jednakowo, co pomaga uniknąć wrażenia płaskiej, srebrnej masy.
Całość chroni szkło szafirowe z powłoką antyrefleksyjną. Szkło znalazło się także z tyłu, dlatego przez zegarek można miejscami spojrzeć niemal na wylot. To detal pozbawiony praktycznego zastosowania, ale w mechanicznych zegarkach odrobina kontrolowanej próżności jest wręcz oczekiwana.
Mechanizm jest szwajcarski, choć rekordów nie bije
Chapter 7 Skeleton korzysta z automatycznego mechanizmu Soprod P024-SQ. Pracuje on z częstotliwością 4 Hz, ma 25 kamieni i zapewnia 38 godzin rezerwy chodu. Ten ostatni wynik wypada dziś raczej przeciętnie. Zegarek odłożony w piątek wieczorem może więc wymagać ponownego ustawienia jeszcze przed końcem weekendu.

Ręcznego szkieletowania ani poziomu wykończenia znanego z manufaktur sprzedających zegarki za dziesiątki tysięcy euro tu nie znajdziemy. Soprod jest jednak cenionym, sprawdzonym mechanizmem, a otwarta konstrukcja pozwala uzyskać widowiskowy efekt bez wypychania ceny w rejony dostępne wyłącznie dla bardzo zamożnych kolekcjonerów.
Do codziennego użytkowania przyda się także wodoszczelność do 100 metrów. Chapter 7 Skeleton spokojnie zniesie deszcz, basen i zwykłe wakacyjne użytkowanie. Stalowa bransoleta ma ponadto zapięcie z regulacją niewymagającą narzędzi. Drobiazg, który docenia się szczególnie latem, gdy obwód nadgarstka potrafi zmieniać się w ciągu dnia.
Cena stanowi najmocniejszy argument
W amerykańskiej przedsprzedaży BA111OD Chapter 7 Skeleton kosztuje 1295 dolarów, czyli około 4 920 zł, w wersji z gumowym paskiem. Model na stalowej bransolecie wyceniono na 1380 dolarów, czyli około 5 240 zł. Ceny na rynku amerykańskim uwzględniają tamtejsze taryfy, a dostawy zaplanowano na sierpień 2026 roku. W Szwajcarii cena startuje od 895 franków, czyli około 4150 zł.

To nadal spory wydatek na zegarek, szczególnie jeśli patrzymy na niego wyłącznie jako na urządzenie pokazujące czas. W świecie szwajcarskich automatów z otwartym mechanizmem kwota wygląda jednak zaskakująco rozsądnie. Przyzwoite wykończenie, szafirowe szkło z obu stron, 100 metrów wodoszczelności i dopracowana bransoleta zwykle szybko podnoszą rachunek.
Młodsze marki coraz odważniej sięgają po rozwiązania kojarzone dotąd z luksusem, po czym usuwają z ceny część kosztów wynikających z prestiżu historycznego logo. Klient dostaje mniej legendy opowiadanej przy kominku, za to więcej widocznej mechaniki na nadgarstku.
BA111OD nie stworzył zegarka, który zawstydzi wielkie manufaktury jakością mechanizmu. Stworzył za to model, przy którym nawet doświadczony miłośnik zegarków może pomylić się podczas zgadywania ceny.
