Classic Fusion Balloon Dog by Jeff Koons ma wystający gumowy ogonek, koronkę przypominającą zawór balonu i maleńkiego psa przy wskazówce sekundowej. W normalnych okolicznościach taki opis mógłby sugerować produkt z działu prezentów na dziecięce urodziny. Tutaj dostajemy szwajcarski zegarek w limitowanej edycji, automat i nazwisko jednego z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych artystów.
Hublot naprawdę napompował swojego Classic Fusion
Punktem wyjścia jest Balloon Dog, jedna z najbardziej charakterystycznych prac Jeffa Koonsa. Artysta wziął formę zwierzątka skręcanego z cienkich balonów i zamienił ją w ogromną, idealnie wypolerowaną rzeźbę. Efekt od lat balansuje gdzieś między dziecięcą zabawką, pop-artem a komentarzem do tego, jak łatwo zwykły przedmiot może stać się luksusowym obiektem.

Hublot nie ograniczył się do umieszczenia miniaturowego pieska na tarczy. Classic Fusion dostał wypukłe, zaokrąglone powierzchnie, które mają wyglądać tak, jakby od środka rozpierało je powietrze. Zmieniono bezel, tarczę, indeksy, wskazówki, a nawet elementy widoczne od strony dekla. Koronka przypomina końcówkę balonu służącą do jego nadmuchiwania, natomiast przy godzinie 10:30 z koperty wystaje elastyczny gumowy ogonek.
Ten ostatni detal jest prawdopodobnie najbardziej dyskusyjny. Mam wrażenie, że sporo osób będzie uważało go za genialny, a równie duża grupa za dowód, że projektanci zaszli o jeden krok za daleko. W przypadku współpracy z Koonsem byłoby jednak wręcz dziwne, gdyby efekt końcowy okazał się grzeczny.

Na przeciwwadze sekundnika znalazł się dodatkowo maleńki Balloon Dog. Indeksy oraz wskazówki wykorzystują trójwymiarową masę Super-LumiNova, dzięki czemu po zmroku zegarek nadal zachowuje czytelność. Nawet rotor mechanizmu otrzymał bardziej obłe, napompowane kształty.
Trzy kolory i tylko 600 zegarków
Classic Fusion Balloon Dog ma kopertę o średnicy 42 mm i pojawia się w trzech wariantach. Srebrny wykonano z polerowanej stali nierdzewnej, dzięki czemu najmocniej przypomina lustrzaną powierzchnię oryginalnych rzeźb Koonsa. Czerwona oraz niebieska wersja korzystają natomiast z polerowanego, anodowanego aluminium. Kolor obejmuje właściwie cały zegarek, przez co trudno pomylić go z czymkolwiek innym.

Każdy wariant powstanie w liczbie 200 egzemplarzy. Łącznie daje to 600 zegarków, więc mamy do czynienia z limitacją wystarczająco niewielką, aby zainteresować kolekcjonerów, ale bez tworzenia sztucznej legendy wokół kilku sztuk dostępnych dla garstki klientów.
W środku pracuje automatyczny kaliber HUB1710. Mechanizm zapewnia około 50 godzin rezerwy chodu i pracuje z częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę. Dekiel jest przeszklony szafirem, więc można zobaczyć między innymi charakterystyczny, przeprojektowany rotor. Wodoszczelność wynosi 50 metrów. To zdecydowanie zegarek do galerii, restauracji i na wydarzenie, podczas którego ktoś w końcu zapyta, dlaczego z koperty wystaje kawałek gumowego balonu, a nie sprzęt projektowany z myślą o nurkowaniu.

107 tysięcy złotych za żart, który został potraktowany bardzo serio
Cena wynosi 24 600 euro, czyli około 107 tysięcy zł. I oczywiście można się z niej śmiać. W końcu na nadgarstku ląduje piesek z balonu, a jedna z jego części dosłownie sterczy z boku koperty.
Tyle że Jeff Koons od dekad buduje swoją twórczość właśnie na podobnym napięciu. Bierze obiekty kojarzące się z czymś tanim, masowym albo wręcz banalnym i odtwarza je przy użyciu kosztownych materiałów oraz niezwykle precyzyjnych metod produkcji. Hublot zrobił tutaj dokładnie to samo za pomocą języka zegarmistrzostwa.

Konstruktorzy faktycznie musieli podporządkować projekt charakterystycznej estetyce Koonsa. Widać to również w pasku – jego miękkie, wypukłe elementy mają kontynuować wrażenie, że cały zegarek został wypełniony powietrzem.
Balonowy pies to dopiero początek
Współpraca Hublota z Koonsem obejmuje również znacznie bardziej ekstremalny MP-14 Origin by Jeff Koons. To 44-milimetrowa konstrukcja z centralnym automatycznym tourbillonem, wykonana między innymi z szafiru i tytanu. Powstanie jedynie 30 egzemplarzy, a cena sięga 479 tysięcy euro, czyli około 2,09 mln zł.

Przy nim Balloon Dog za nieco ponad 100 tysięcy zł zaczyna wyglądać niemal rozsądnie, co samo w sobie pokazuje osobliwą skalę współczesnego rynku luksusowych zegarków.
Classic Fusion Balloon Dog bardziej mnie jednak ciekawi. Jest bezczelnie kolorowy, trochę zabawny i celowo przesadzony. Można uznać go za kosztowny gadżet, zegarmistrzowską rzeźbę albo bardzo sprawnie zaprojektowany przedmiot kolekcjonerski.
A jeśli luksusowy zegarek za ponad 100 tysięcy zł ma przede wszystkim wywoływać emocje, Hublot osiągnął cel jeszcze zanim ktokolwiek założy go na rękę.
