I myślę, że do tej ostatniej grupy należy MING, które wspólnie z Massena LAB przygotowało zegarek 57.09 Secret Honey. Jego tarcza przypomina zmieniający się plaster miodu, a efekt powstaje dzięki trzem obracającym się szafirowym dyskom. Trudno odmówić mu oryginalności. Jeszcze trudniej przejść obojętnie obok wysokiej ceny.
Plaster miodu, który zmienia się wraz z upływem czasu
MING i Massena LAB znają się już od kilku lat. Ich pierwsza wspólna kolekcja z 2021 roku obejmowała modele 17.09 Honey oraz 17.09 Black, których charakterystyczne tarcze nawiązywały do motywu plastra miodu, spotykanego również w zegarkach vintage z połowy XX wieku.
Teraz obie firmy wróciły do tego pomysłu, ale potraktowały go znacznie bardziej eksperymentalnie. W nowym 57.09 Secret Honey wzór powstaje dzięki ruchomym, nakładającym się na siebie elementom.
Podstawę tarczy stanowi ciemnobrązowa, lakierowana powierzchnia z kolistym szczotkowaniem. Nad nią umieszczono trzy przezroczyste dyski z szafiru. Każdy obraca się w innym tempie. Pierwszy wykonuje pełny obrót w ciągu 24 godzin, drugi w ciągu 12 godzin, a trzeci w ciągu 60 minut.

Dyski mają własne wzory i prześwity, które podczas ruchu nakładają się na siebie, tworząc zmieniającą się kompozycję. Miodowe odcienie raz stają się bardziej widoczne, innym razem ustępują ciemniejszym fragmentom tarczy. Efekt przypomina trochę optyczną iluzję, a trochę ruchomy wzór geometryczny.
Producent nazywa to rozwiązanie dynamic guilloché, nawiązując do tradycyjnej techniki dekorowania tarcz zegarkowych. W tym przypadku ornament powstaje jednak dzięki nakładaniu się ruchomych wzorów.
Wskazania godzin i minut umieszczono na dwóch dyskach, a dla lepszej widoczności pokryto je pomarańczową substancją luminescencyjną Super-LumiNova. Z kolei indeksy godzinowe i logotypy marek wygrawerowano na górnym szkle szafirowym, wykorzystując świecącą na biało masę MING Polar White.
Po zmroku zegarek zyskuje więc kolejne oblicze. Pomarańczowe i białe elementy tworzą efektowną kompozycję, która dodatkowo podkreśla wielowarstwową konstrukcję tarczy.
Trzy kolory, tytan i odrobina zegarmistrzowskiej ekstrawagancji
Nietypowa tarcza mogłaby z powodzeniem wystarczyć za główny wyróżnik zegarka, jednak projektanci postanowili poeksperymentować również z kopertą. MING x Massena LAB 57.09 Secret Honey otrzymał obudowę wykonaną z tytanu klasy 5. Jej średnica wynosi 40 mm, grubość 10,17 mm, a odległość między końcami uszu 47,8 mm. To rozsądne proporcje, szczególnie jak na zegarek o tak rozbudowanej konstrukcji tarczy. Wodoszczelność na poziomie 100 metrów pozwala również traktować go jako coś więcej niż delikatny przedmiot kolekcjonerski.

Uwagę zwracają jednak przede wszystkim trójstopniowe uszy koperty, w których zastosowano trzy odcienie metalu. Zewnętrzna część zachowuje naturalny kolor tytanu. Środkowa otrzymała powłokę TiN, nadającą jej wygląd żółtego złota, natomiast wewnętrzna, pokryta TiSiN, przypomina różowe złoto. Co ciekawe, każde takie ucho składa się z dziewięciu oddzielnych komponentów.
Efekt nawiązuje do dawnych, wielokolorowych zegarków, w tym słynnych modeli Rolex Day-Date Tridor. Jednocześnie świetnie współgra z miodowymi odcieniami tarczy. Przyznam, że mam słabość do takich projektów, nawet jeśli balansują na granicy przesady. Wystarczyłoby kilka dodatkowych ozdobników, żeby całość stała się zbyt ciężka wizualnie. Tutaj stosunkowo oszczędny kształt koperty pozwala wyeksponować najbardziej nietypowe rozwiązania.
Mechanizm jest tradycyjny
Patrząc na 57.09 Secret Honey, można odnieść wrażenie, że wewnątrz znajduje się wyjątkowo skomplikowany mechanizm opracowany specjalnie na potrzeby tego projektu. Rzeczywistość jest trochę mniej egzotyczna. Zegarek wykorzystuje automatyczny mechanizm Sellita for MING 330.M2, bazujący na sprawdzonej szwajcarskiej konstrukcji. Pracuje z częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę i zapewnia około 50 godzin rezerwy chodu.

Jego architektura umożliwia napędzanie dysków obracających się w różnych cyklach. Mechanizm otrzymał również szkieletowane mostki, szczotkowane wykończenie i antracytowe powłoki, które można podziwiać przez przezroczysty dekiel. Można oczywiście zastanawiać się, czy przy takiej cenie nie należałoby oczekiwać bardziej ekskluzywnego mechanizmu. Z drugiej strony zastosowanie sprawdzonej konstrukcji pozwoliło skupić wysiłek na autorskim sposobie wskazywania czasu i wyjątkowej budowie koperty.
W komplecie znajdują się dwa paski. Pierwszy wykonano z koziej skóry w kolorze vachetta przez francuską manufakturę Jean Rousseau Paris. Drugi powstał z czarnego kauczuku FKM. Oba wyposażono w stalowe zapięcia z mikroregulacją, co daje możliwość zmiany charakteru zegarka bez dokupowania dodatkowych akcesoriów.
Ponad 34 tysiące złotych za zegarek
Limitowana edycja obejmuje zaledwie 125 egzemplarzy, a cena jednego wynosi 7 250 franków szwajcarskich, czyli około 34 100 zł. To kwota bez podatków i ewentualnych opłat importowych, więc ostateczny koszt zakupu w Polsce będzie wyższy. Zamówienia uruchomiono 15 października 2026 roku wyłącznie za pośrednictwem strony MING.
Za te pieniądze otrzymujemy zegarek, który wskazuje godziny i minuty, bez chronografu, kalendarza czy innych praktycznych komplikacji. Czy to dużo? Z perspektywy użytkowej zdecydowanie tak. W podobnym budżecie znajdziemy modele znanych szwajcarskich producentów, oferujące bardziej klasyczne wzornictwo i większą rozpoznawalność marki.

Tylko że MING od początku buduje swoją pozycję w nieco innym segmencie. To niezależna marka założona przez fotografa Minga Theina, która zdobyła uznanie dzięki charakterystycznemu podejściu do światła, geometrii i konstrukcji tarcz. Massena LAB, studio prowadzone przez Williama Massenę, wnosi natomiast zamiłowanie do historycznego wzornictwa i mniej oczywistych inspiracji zegarmistrzowskich.
Ich wspólny projekt bardzo dobrze pokazuje, dlaczego niezależne zegarmistrzostwo potrafi zainteresować nawet osoby, które nie kolekcjonują zegarków. W czasach, gdy coraz większą część naszego życia organizują ekrany, mechaniczny przedmiot z ruchomą, wielowarstwową tarczą wydaje się niemal osobliwą zachcianką.
A jednak jest w nim coś fascynującego. Można spojrzeć na godzinę i przy okazji zatrzymać wzrok na kilka dodatkowych sekund, obserwując wzór powstający z nakładających się dysków. W przypadku przedmiotu, którego podstawowa funkcja sprowadza się do odmierzania czasu, to całkiem ciekawa ironia.
