Gafy, błędy oraz przestępstwa dyplomatów europejskich i amerykańskich często miały konsekwencje, które wstrząsały całym światem. W XX wieku najbardziej brzemienna w skutki okazała się mieszanina lekkomyślności i bezczelności, jaką wykazali się szef dyplomacji cesarskich Niemiec i ich ambasador w Stanach Zjednoczonych.

BOMBOWA DEPESZA


Po wybuchu I wojny światowej jedną z pierwszych operacji brytyjskich sił specjalnych było przecięcie podwodnego kabla telekomunikacyjnego łączącego Niemcy z Ameryką. W tej sytuacji Berlin zwrócił się o pomoc do państw neutralnych. Pozytywnie odpowiedziała Szwecja, a następnie – po osobistej zgodzie prezydenta Woodrow Wilsona – USA. Odtąd wszystkie depesze za Atlantyk niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wysyłało z ambasady amerykańskiej. Oczywiście wcześniej starannie je szyfrowano.

Trasa tego kabla również przebiegała w pobliżu Wysp Brytyjskich, więc Anglicy przechwytywali telegramy. Ich kryptolodzy nie potrafili jednak złamać niemieckich kodów. Po trzech latach pracy, głównie dzięki dokumentom znalezionym na zatopionych U-Bootach, potrafili odczytywać niektóre nazwiska, nazwy państw i pojedyncze słowa, ale sens całości pozostawał niezrozumiały.

16 stycznia 1917 r. na biurko szefa wywiadu morskiego kpt. Reginalda Halla trafił długi szyfrogram wysłany przez szefa niemieckiej dyplomacji Arthura Zimmermanna do ambasadora w Waszyngtonie hrabiego Johanna Bernstorffa. Specjalne oznakowania nie pozostawiały wątpliwości, że jest to dokument objęty najściślejszą tajemnicą. Kryptologom udało się ustalić nadawcę i adresata oraz kilka kluczowych słów: wojna podwodna, Meksyk, sojusz, Teksas. Analitycy wywiadu sugerowali, że Niemcy zamierzają podjąć działania wojenne wobec Stanów Zjednoczonych i wciągnąć do nich Meksyk.

Hall miał więc w ręku dokument o trudnym do przecenienia znaczeniu. Amerykanie od początku konfliktu udzielali bowiem Brytyjczykom pomocy materialnej, jednak ze względu na silne nastroje izolacjonistyczne, żaden polityk nie odważył się zaproponować wysłania do Europy żołnierzy. Teraz wszystko mogło się zmienić. Ale by tak się stało, Londyn musiał zdobyć niepodważalny dowód wrogich intencji Niemiec wobec USA. Czyli odczytać pełny tekst depeszy Zimmermanna.

Hall wpadł na prosty pomysł. Skoro chodziło o Meksyk, niemiecki ambasador musiał przesłać depeszę z Waszyngtonu do swego odpowiednika w Mexico City i – co szczególnie ważne – raczej nie zaszyfrował jej kodem najtajniejszym z tajnych. Natychmiast uruchomiono więc brytyjską siatkę wywiadowczą za Oceanem. Agent usadowiony na poczcie w stolicy Meksyku bez większego trudu wykradł kopię depeszy i błyskawicznie przekazał ją do Anglii. Tak jak podejrzewano, hrabia Bernstorff posłużył się prostszym szyfrem, już złamanym przez Brytyjczyków.

„W dniu 1 lutego 1917 r. planujemy rozpoczęcie nieograniczonej wojny podwodnej – pisał Zimmermann. – Mimo to będziemy zabiegali o utrzymanie Stanów Zjednoczonych przy polityce neutralności. Jeżeli ten zamiar się nie powiedzie, przedstawimy rządowi Meksyku propozycję zawarcia sojuszu na następujących zasadach: wspólne prowadzenie wojny, udzielenie dużego wsparcia finansowego, uznanie prawa Meksyku do odzyskania Teksasu, Nowego Meksyku i Arizony”.

Trzeba było wyjątkowego tupetu, by korzystając z uprzejmości ambasady USA wysłać z niej projekt napaści i częściowego rozbioru Stanów Zjednoczonych. Brytyjczycy nie zmarnowali okazji do skompromitowania Niemców i odwrócenia biegu wojny. Natychmiast przekazali telegram Zimmermanna Amerykanom. Prezydent Wilson początkowo nie chciał uwierzyć w jego prawdziwość. Podejrzewał prowokację Anglików, którym zależało na wciągnięciu Stanów do wojny. Gdy jednak agenci jego wywiadu zdobyli kopię depeszy wysłanej przez hrabiego Bernstorffa z Waszyngtonu do Mexico City, zrozumiał, że Niemcy potraktowali go jak naiwniaka. Polecił opublikować treść depeszy we wszystkich gazetach. Groźba inwazji na Teksas i Arizonę diametralnie zmieniała nastroje amerykańskiej opinii publicznej.

6 kwietnia 1917 roku obie izby Kongresu przegłosowały uchwałę o przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny. Zmieniło to układ sił na korzyść aliantów i zadecydowało o klęsce Niemiec. Gdyby nie błąd ich dyplomatów, losy świata mogły się potoczyć zupełnie inaczej.

ŚWIATŁO DLA SADDAMA