Za odkryciem stoi Linda Åsheim, której zespół wkroczył do akcji w związku z modernizacją infrastruktury kanalizacyjnej w najstarszym mieście Norwegii. Jak wspomina Åsheim, moment odnalezienia pierścienia był dla niej ogromnym zaskoczeniem. Początkowo nie mogła uwierzyć, że spod warstwy ziemi wyłonił się autentyczny złoty zabytek. Emocje były tym większe, iż podobne znaleziska praktycznie się nie zdarzają.
Czytaj też: Rzymska tabliczka zawiera ślady egipskiej magii. Ma powiązania z tajemniczym rytuałem
Pierścień został wykuty ze złota i ozdobiony misternymi detalami charakterystycznymi dla najwyższej klasy średniowiecznego złotnictwa. W centralnej części widać owalny kamień o głębokiej niebieskiej barwie. Zdaniem naukowców nie jest to szafir, lecz barwione szkło mające imitować cenny klejnot. Wokół oprawy widoczne są delikatne zdobienia wykonane z cienkich złotych drucików oraz granulacja, czyli dekoracja tworzona z mikroskopijnych złotych kuleczek przylutowanych do powierzchni biżuterii. Tak zaawansowane techniki wymagały ogromnych umiejętności i były stosowane głównie przy wyrobach przeznaczonych dla elit.
A co za datowaniem tego znaleziska? Wydaje się, iż pochodzi ono z okresu między IX a XI wiekiem. O jego wieku świadczą zarówno cechy stylistyczne, jak i kontekst archeologiczny znaleziska. Artefakt znajdował się pod warstwą, w której archeolodzy odkryli gałązkę świerku datowaną metodą radiowęglową na lata 1167-1269. Oznacza to, że pierścień musiał trafić do ziemi jeszcze wcześniej.
Zdaniem ekspertów wyjątkowo interesujące są wpływy kulturowe widoczne w ornamentyce przedmiotu. Połączenie filigranu i granulacji pojawiło się w Norwegii we wczesnym średniowieczu pod wpływem tradycji bizantyjskich i sztuki złotniczej rozwijanej w kręgu karolińskim. Podobne elementy dekoracyjne naukowcy widywali wcześniej w Anglii i Danii, lecz norweski egzemplarz wyróżnia się własnym, unikalnym charakterem.
Archeolodzy przypuszczają, że właścicielką pierścienia mogła być kobieta zajmująca wysoką pozycję społeczną. Wskazuje na to zarówno niewielki rozmiar ozdoby, jak i kosztowność materiałów oraz poziom wykonania. W średniowieczu podobna biżuteria była przecież symbolem bogactwa i wpływów. Tønsberg było wówczas jednym z najważniejszych ośrodków w Norwegii, związanym z królewskim kompleksem Tunsberghus, dlatego w mieście często przebywali przedstawiciele elit świeckich i duchownych.
Czytaj też: Archeolodzy odkryli w Meksyku enigmatyczne ruiny. Ich cechy nie przypominają niczego znanego nauce
A co ze wspomnianym, niebieskim kamieniem osadzonym w pierścieniu? W średniowiecznej Europie wierzono, że szafiry i inne błękitne kamienie posiadają niezwykłe właściwości. Przypisywano im zdolność ochrony zdrowia, zapewniania boskiej opieki oraz wspierania… cnotliwości. Mówiąc krótko: nawet jeśli centralny element odnalezionej ozdoby okazał się jedynie barwionym szkłem, jego kolor prawdopodobnie miał nieść określone znaczenie symboliczne dla właściciela.
Źródło: NIKU
