Specialized uznał więc, że zwykłe malowanie zespołu Red Bull-BORA-hansgrohe będzie trochę zbyt skromne. Powstał S-Works Tarmac SL9 Remco LTD – numerowana seria ograniczona do 100 egzemplarzy na cały świat.
I przyznam, że w tym przypadku rozumiem całą tę złotą oprawę. Sportowe edycje specjalne bywają naciągane. Tutaj związek jest znacznie bliższy. Evenepoel od lat ściga się na Tarmacach, a Specialized podkreśla, że jego uwagi zostały wykorzystane także podczas prac nad najnowszą generacją SL9. Do tego 20 września Belg dopisał do kolekcji czwarte kolejne mistrzostwo świata w jeździe indywidualnej na czas, jako pierwszy zawodnik w historii.
Złoto kończy się mniej więcej w połowie roweru
Specialized nie pokrył całego Tarmaca metalicznym złotem, co moim zdaniem uratowało ten projekt przed estetyką rowerowej statuetki. Przód ramy i widelec utrzymano w głębokim złotym kolorze, który stopniowo przechodzi w białą tylną część z grafikami inspirowanymi tegorocznym schematem Motion + Emotion zespołu Red Bull-BORA-hansgrohe. Powstał rower bardzo charakterystyczny, ale wciąż wyraźnie związany z maszynami widywanymi w zawodowym peletonie.

Kolor oczywiście odwołuje się do olimpijskich sukcesów Evenepoela. W Paryżu w 2024 roku Belg zdobył złoto zarówno w jeździe na czas, jak i wyścigu ze startu wspólnego. Był pierwszym mężczyzną, któremu udało się wygrać obie konkurencje podczas jednych igrzysk. Specialized ma więc wyjątkowo wygodną sytuację – złoty lakier może powracać przy kolejnych edycjach jego sprzętu i wciąż nie wyglądać na przypadkową ozdobę.
Pod lakierem jest już prawdziwy sprzęt zawodowca
Cena wynosi w Polsce 68 599 zł. Można za to kupić samochód, całkiem przyzwoity motocykl albo rozpocząć bardzo poważną rozmowę z samą sobą na temat granic rowerowego hobby. Tyle że w tej cenie nie dostajemy standardowego Tarmaca z okolicznościową grafiką. Specyfikacja jest bliska temu, czego można oczekiwać od sprzętu budowanego dla profesjonalnego zespołu.
Rama powstaje z włókna węglowego FACT 12r i waży 687 gramów. Kompletny rower w rozmiarze 56 ma masę 6,78 kg. Napęd stanowi 12-rzędowy SRAM RED AXS E1 z kasetą 10-36 i korbą 50/37 wyposażoną w pomiar mocy Quarq. Do tego dochodzą hydrauliczne hamulce SRAM RED E1 oraz zintegrowany kokpit Roval Rapide.

Jeszcze ciekawiej robi się przy kołach. Specialized zastosował Roval Rapide CLX Sprint z karbonowymi obręczami. Przednia ma wysokość 63 mm, tylna 58 mm, a całość współpracuje z oponami Cotton TLR 700 x 30. Producent dorzuca też siodło S-Works Power with Mirror oraz karbonową sztycę S-Works Rapide Post. To bardzo konkretna konfiguracja i jeden z tych przypadków, gdy spora część ceny rzeczywiście siedzi w komponentach, choć oczywiście za numer na limitowanej serii również płaci się niemało.
Tarmac SL9 walczy z powietrzem na kilka sposobów
SL9 jest najnowszą generacją wyścigowego Tarmaca i Specialized mocno popracował przy nim nad aerodynamiką. Główka ramy określana nazwą Speed Sniffer została zwężona o 4 mm, dzięki czemu jej powierzchnia czołowa zmalała o 10%. Widelec Flow Fork ma nietypowo ukształtowane golenie prowadzące strumień powietrza, przeprojektowano również dolną rurę ramy i sztycę. Z tyłu pojawiło się rozwiązanie Win Fin odpowiadające za kontrolowanie przepływu powietrza w dalszej części roweru.

W materiałach marketingowych producent nazywa SL9 swoim najbardziej aerodynamicznym rowerem szosowym. Takie deklaracje zawsze traktuję z pewnym dystansem, szczególnie gdy dotyczą sprzętu, którego przewagi mierzy się w laboratoriach i na poziomie zawodowego peletonu. Przeciętny użytkownik prawdopodobnie szybciej poprawi wynik, pracując nad pozycją, treningiem albo po prostu ograniczając zawartość kieszeni koszulki. Nie zmienia to faktu, że konstrukcyjnie SL9 pokazuje kierunek, w którym zmierza najwyższa półka szosówek – coraz trudniej oddzielić lekki rower górski od aerodynamicznej maszyny na szybkie etapy.
Sto rowerów, które raczej długo nie postoją w sklepach
Każdy S-Works Tarmac SL9 Remco LTD otrzyma indywidualny numer, a produkcja zakończy się na 100 egzemplarzach. Co istotne, polska strona Specialized już pokazuje model w cenie 68 599 zł. To oczywiście propozycja dla bardzo wąskiej grupy klientów. Prawdopodobnie jeszcze węższej niż grupa osób, które rzeczywiście wykorzystają możliwości takiego sprzętu.

Ale sportowy sprzęt od dawna kupuje się również z powodów emocjonalnych. Ktoś chce mieć rakietę tenisową z serii swojego ulubionego zawodnika, ktoś inny kolekcjonuje buty koszykarskie, a kolarstwo ma tę dodatkową zaletę, że można kupić maszynę zadziwiająco podobną do tej, którą chwilę wcześniej oglądało się podczas mistrzostw świata.
W przypadku złotego Tarmaca Remco Evenepoela trzeba tylko zaakceptować drobny szczegół: za możliwość takiego zbliżenia się do zawodowego peletonu Specialized wystawia rachunek na prawie 69 tysięcy złotych.
