A u mnie? Obraz był prosty, wręcz podręcznikowy. Dopóki nie zauważyłam, że mój organizm wcale nie działa według tak oczywistego schematu. Zanim zaczęłam wyglądać na niewyspaną, już od dawna funkcjonowałam gorzej, tylko nie potrafiłam właściwie odczytać sygnałów. I w tym artykule opowiem o tym trochę więcej.
Oczywiście nie było jednego momentu, w którym mogłabym powiedzieć: właśnie teraz zaczęłam być zmęczona. To raczej zbiór drobnych zmian, które z osobna nie wydawały się szczególnie niepokojące. Trochę gorsza koncentracja, mniejsza cierpliwość, trudność z zabraniem się za proste zadanie, potrzeba ciszy, której wcześniej nie odczuwałam. Każdą z tych rzeczy można łatwo wytłumaczyć pogodą, natłokiem obowiązków, niewyspaniem albo zwykłym gorszym dniem. Problem zaczyna się wtedy, gdy takie dni przestają być wyjątkiem i powoli stają się codziennością.
Mam wrażenie, że właśnie dlatego temat zmęczenia tak mocno przebił się ostatnio do publicznej dyskusji. Coraz więcej osób mówi nie tylko o niewyspaniu, lecz także o przebodźcowaniu, przeciążeniu, zmęczeniu decyzyjnym i trudnościach z regeneracją. Pojawiają się określenia takie jak ciche zmęczenie, ukryte wyczerpanie czy wysokofunkcjonujące przeciążenie. Nie są to dziwne terminy medyczne, ale, moim zdaniem, trafnie opisują stan, w którym człowiek wciąż pracuje, odpowiada na wiadomości, spotyka się z ludźmi i realizuje obowiązki, choć jego organizm od dawna domaga się zwolnienia. Znajome, prawda?
Najpierw zmieniła się moja głowa
U mnie pierwszym sygnałem nie była senność, lecz roztargnienie i ogromne problemy z koncentracją. Zaczęłam czytać te same zdania po kilka razy, bo ich sens nie zostawał w głowie. O szybkim i skutecznym czytaniu książki nie było mowy. Otwierałam komputer, żeby wykonać konkretne zadanie, a chwilę później łapałam się na tym, że zupełnie zapomniałam, co chciałam zrobić. Nie wynikało to z braku chęci albo z braku poczucia obowiązku. Po prostu coraz trudniej było mi utrzymać uwagę na jednej rzeczy.
Początkowo uznawałam to za zwykłe rozproszenie. W końcu żyjemy w środowisku, które nieustannie walczy o naszą uwagę. Telefon wibruje, komunikatory przypominają o nieodczytanych wiadomościach, przeglądarka pokazuje kolejne powiadomienia. Mimo to z czasem zauważyłam, że problem nie znika nawet wtedy, gdy odkładam telefon. Mój mózg nadal zachowywał się tak, jakby nie potrafił zatrzymać się przy jednym zadaniu.
To właśnie wtedy zaczęłam zastanawiać się nad tym, o co właściwie chodzi. Zmęczenie czasem wygląda jak niemożność zebrania myśli, większa liczba błędów albo zapominanie prostych rzeczy. Człowiek nie leży bez sił, ale każda czynność wymaga od niego większego wysiłku niż wcześniej. Z zewnątrz niemal nic się nie zmienia. Ale wewnętrznie codzienne funkcjonowanie zaczyna kosztować znacznie więcej energii.

Proste decyzje powodowały zmęczenie
Moim drugim sygnałem była duża niechęć do podejmowania decyzji. Nie chodziło o sprawy ważne ani skomplikowane. Męczyło mnie to. Wybieranie, co zjeść, kiedy i jakie zrobić zakupy, w co się ubrać albo czy odpisać na wiadomość od razu, czy później. Chociaż tutaj wspominam o tym z przymrużniem oka – takie problemy to wciąż dla mnie błachostki.
To doświadczenie często opisuje się jako zmęczenie decyzyjne. W ciągu dnia podejmujemy ogromną liczbę wyborów, z których większości nawet nie zauważamy. Każdy z nich angażuje uwagę i wymaga przetworzenia kilku możliwości. Kiedy jesteśmy wypoczęci, odbywa się to niemal automatycznie. Gdy jednak zasoby poznawcze są nadwyrężone, nawet błaha decyzja może stać się niezwykle obciążająca.
Zauważyłam wtedy, że zaczynam unikać wyboru. Dla ułatwienia sobie tego procesu odkładałam odpowiedzi, kupowałam to samo jedzenie. Wybierałam totalnie najprostsze rozwiązania i coraz częściej miałam ochotę, żeby ktoś zdecydował za mnie. Mam wrażenie, że mój organizm próbował ograniczyć liczbę zadań i uwolnić trochę miejsca w głowie.
Czytaj też: Clair chce czytać hormony z nadgarstka. Wreszcie ktoś zauważył, że cykl nie jest błędem pomiaru
Ciało napinało się, zanim zaczęło wyglądać na zmęczone
Co ciekawe, sama przez długi czas zmęczenie kojarzyłam przede wszystkim z wyglądem twarzy. Och, jakie to było płytkie spojrzenie na problem, bo jednocześnie moje ciało sygnalizowało przeciążenie w zupełnie innych miejscach. Coraz częściej bolał mnie kark, ramiona były napięte, a szczęka zaciśnięta.
Paradoksalnie nie zawsze zasypiałam od razu, choć byłam wyczerpana. Tutaj muszę się przyznać, że social media bardzo mi pomogły w tym, żeby gorzej się wysypiać. Moje ciało ewidentnie potrzebowało odpoczynku, ale układ nerwowy, wzrok i słuch nadal działały na podwyższonych obrotach i ani myślały dać się uśpić. Fizyczne zmęczenie nie prowadziło automatycznie do regeneracji, bo organizm nie potrafił przejść w stan spokoju.
To właśnie ten paradoks wydaje mi się jednym z najczęściej pomijanych objawów zmęczenia. Można być bardzo przeciążonym i jednocześnie mieć trudność z odpoczynkiem. Można marzyć o wolnym wieczorze, a później spędzić go na bezmyślnym przeglądaniu treści, ponieważ prawdziwe wyciszenie okazuje się zbyt trudne. Nie jest to lenistwo ani brak dyscypliny. To raczej skutek tego z jakimi trudnościami współczesnego świata przychodzi nam się codziennie mierzyć.

Odpoczynek przed ekranem wcale mnie nie regenerował
Wiecie, gdzie jest haczyk? Haczyk polegał na tym, że byłam przekonana, iż przecież odpoczywam. Po pracy siadałam na kanapie, oglądałam serial, przeglądałam media społecznościowe albo czytałam wiadomości. Pozornie niczego wtedy nie robiłam. Mimo to po takim wieczorze nie zawsze czułam się lepiej. Czasem wręcz przeciwnie – byłam jeszcze bardziej rozkojarzona, a głowa nadal nie potrafiła się zatrzymać. Ona jeszcze bardziej szalała.
Zrozumiałam wtedy, że brak aktywności nie musi oznaczać regeneracji. Nawet rozrywka może być źródłem kolejnych bodźców. Szybko zmieniające się obrazy, krótkie filmy, komentarze, wiadomości i powiadomienia nadal wymagają uwagi. Mózg nie odpoczywa tylko dlatego, że treści są przyjemne albo nie dotyczą pracy.
To nie znaczy, że ekran to zło ostateczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje pierwszym i jedynym wyborem spędzania wolnego czasu. To żadna odkrywcza wiedza, że znacznie lepiej regenerują czynności, które pozwalają zmniejszyć liczbę bodźców. Spacer bez słuchawek, spokojny posiłek, długa kąpiel, czytanie książki albo zwykłe siedzenie w ciszy początkowo wydawały mi się czymś, co nie wchodzi w grę. Z góry zakładałam, że się nie skupię. A chyba po prostu wpadłam w błędne koło.
Dlaczego zmęczenie stało się tematem publicznym
Szczerze mówiąc – w ogóle nie dziwi mnie, że dziś tak dużo mówi się o przeciążeniu. Pracujemy z domów, komunikatory zatarły granicę między czasem zawodowym i prywatnym, a telefonicznie dostępni jesteśmy niemal bez przerwy. Ale o czym tu mówić, skoro pierwszą rzeczą, którą robimy po przebudzeniu, jest sięgnięcie po telefon.
Zmęczenie nie jest już więc wyłącznie problemem ludzi, którzy źle zarządzają czasem. Według mnie ma również wymiar społeczny. Funkcjonujemy w kulturze, która wymaga szybkości, dyspozycyjności i ciągłej aktywności. Jest to szczególnie widoczne w kulturze nieustannego dążenia do sukcesu. Odpoczynek wciąż bywa traktowany jak coś, na co trzeba sobie zasłużyć. Najpierw należy wykonać wszystkie zadania, odpowiedzieć na wiadomości, posprzątać, zrobić zakupy i nadrobić zaległości. Dopiero później można pozwolić sobie na przerwę.
Pytanie jakie mi się w tym momencie nasuwa i spróbujmy sobie odpowiedzieć na nie tak zupełnie szczerze. Czy taki moment, w którym nasza głowa jest wolna od „muszę jeszcze zrobić…”, „nie wyrobiłam się z…”, w ogóle nadchodzi?
Więc tak, ja myślę, że za rzadko lista naszych rzeczy „to do” się kończy. Zawsze pojawia się coś jeszcze i coś jeszcze. Sama długo funkcjonowałam według tej zasady. Przerwa wydawała mi się uzasadniona dopiero wtedy, gdy nie miałam już nic do zrobienia.
Zauważyłam, że samo zmęczenie też stało się tematem do rozmów. Może to wynikać z tego, że coraz więcej osób zaczęło zauważać cenę ciągłej produktywności. Wyczerpanie przestaje być powodem do dumy i oznaką pracowitości. Mam jednak wrażenie, że dla niektórych długo nim było. Powoli przestajemy traktować brak snu, pracę po godzinach i ignorowanie własnych potrzeb jak dowód ambicji.
Czytaj też: Starsze osoby coraz częściej uciekają w telefon. Nowe badanie pokazuje, gdzie leży granica
Jedna noc nie naprawia wielotygodniowego przeciążenia
Przez długi czas próbowałam rozwiązywać zmęczenie jedną dobrze przespaną nocą. Zakładałam, że wystarczy położyć się wcześniej, a rano organizm wróci do normy. Ale co w sytuacji, gdy przeciążenie trwa od tygodni?
Zaczęłam rozumieć, że regeneracja musi pojawiać się regularnie, a nie wyłącznie awaryjnie. Organizm potrzebuje krótkich przerw także w środku dnia, spokojniejszych wieczorów i momentów, w których nie musi niczego przetwarzać. Ukochałam sobie drzemki, po których absolutnie nie jest mi już głupio, że zmarnowałam dzień, że powinnam w tym czasie robić coś innego.
To była dla mnie ważna zmiana myślenia. Odpoczynek przestał być nagrodą za wydajność, a zaczął być warunkiem jej utrzymania. I to nazywam moim energetycznym game-changerem. Odpoczynek stał się potrzebą, którą przestałam ignorować. Jeśli chce mi się spać – idę spać. To tyle i aż tyle. Oczywiście są sytuacje w życiu, w których musimy się trochę nadwyrężyć w tej sferze. Różnica polega na tym, że coraz lepiej znamy i rozumiemy konsekwencje zmęczenia. Różnica to też większa świadomość własnego ciała i tego, że odpoczynek to nie powód do wyrzutów sumienia.

Twarz jest jednym z ostatnich miejsc, które zdradzają zmęczenie
A więc tak, worki pod oczami są łatwe do zauważenia, dlatego pewnie stały się symbolem zmęczenia. Można je zobaczyć w lustrze, na zdjęciu albo na twarzy drugiej osoby. Znacznie trudniej dostrzec utratę cierpliwości, mniejszą zdolność skupienia czy rosnącą niechęć do kontaktu z ludźmi.
Tymczasem to właśnie te zmiany mogą pojawiać się wcześniej. Człowiek nadal wygląda dobrze, ale przestaje czerpać przyjemność z rzeczy, które zwykle go interesowały. Odkłada spotkania, bo sama perspektywa rozmowy wydaje się męcząca.
Czytaj też: Naukowcy nie mają wątpliwości. Harvard mówi, że to jest najlepsza dieta dla mózgu
Dziś staram się słuchać organizmu wcześniej
Dziś wiem przede wszystkim, że zmęczenie jest czymś więcej niż samopoczuciem. Nie sprowadza się do tego, czy mam ochotę spać i czy pod oczami pojawiły się cienie. Wpływa na uwagę, emocje, pamięć, relacje i sposób podejmowania decyzji. Zmienia odczuwanie własnego ciała i sprawia, że zwyczajne czynności stają się czymś niezwykle trudnym.
A twarze są podstępne – potrafią długo udawać, że nic się nie dzieje. Można nałożyć makijaż, napić się kawy, uśmiechnąć się i wykonać wszystkie obowiązki. Organizm jednak zwykle zaczyna mówić wcześniej. Robi to cicho, w białych rękawiczkach – przez napięte mięśnie, rozproszoną uwagę, brak cierpliwości i poczucie, że nawet małe rzeczy wymagają zbyt wiele energii. Dopiero później pojawia się ten najbardziej rozpoznawalny obraz zmęczenia.
Skoro organizm wysyła sygnały wcześniej, warto nauczyć się zauważać te sygnały, zanim wyczerpanie stanie się codziennością, z którą nauczymy się żyć i którą zaakceptujemy. Zmęczenie nie jest tylko gorszym dniem. To informacja, że ciało i głowa wołają o coś więcej niż o kolejną kawę czy dodatkową warstwę makijażu.
