Znikające gatunki w Polsce. Które zwierzęta mamy jeszcze szansę zobaczyć na żywo?

Jeszcze żyją obok nas – w lasach, na łąkach, w rzekach i w Bałtyku. Ale coraz częściej są to sąsiedzi widmowi, obecni bardziej w raportach niż w krajobrazie. Polska przyroda znalazła się w punkcie, w którym pytanie nie brzmi już “czy gatunki znikają”, lecz “które z nich zdążymy jeszcze zobaczyć”.
Ryś – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Ryś – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Wymieranie gatunków rzadko wygląda jak nagły dramat. To proces rozciągnięty w czasie, niemal niewidoczny dla osób, które nie śledzą danych. Najpierw maleje liczba stanowisk, potem populacje się izolują, w końcu pojawia się cisza – brak obserwacji, brak śladów, brak głosów wiosną. Tak właśnie opisują ten mechanizm autorzy Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt oraz raportów Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Polska nie jest tu wyjątkiem – leży w środku Europy, w jednym z najbardziej przekształconych regionów świata, gdzie presja infrastruktury, rolnictwa i urbanizacji nakłada się na zmiany klimatu. A jednak część gatunków wciąż się trzyma. Nie dlatego, że są odporne, lecz dlatego, że w kilku miejscach człowiek jeszcze nie przeciął wszystkich nici.

Ryś: drapieżnik, który potrzebuje przestrzeni, nie symboli

Ryś /Fot. Unsplash

Ryś euroazjatycki jest dziś jednym z najlepszych wskaźników jakości lasów w Polsce. Tam, gdzie znika, zwykle wcześniej pojawiają się drogi, rozproszone osiedla i intensywna gospodarka leśna. Dane Państwowego Monitoringu Środowiska wskazują, że populacja rysia w Polsce liczy zaledwie kilkaset osobników i jest silnie pofragmentowana. Najlepiej radzą sobie osobniki z Karpat oraz północno-wschodniej części kraju, gdzie kompleksy leśne są większe i lepiej połączone. Projekty reintrodukcji i wzmacniania populacji, prowadzone m.in. przez organizacje pozarządowe we współpracy z naukowcami, przynoszą efekty, ale są kruche. Ryś nie potrzebuje dokarmiania ani oswajania. Potrzebuje ciszy i ciągłości. Zobaczenie go na żywo to dziś rzadkie doświadczenie, ale samo to, że wciąż jest możliwe, mówi wiele o tym, gdzie jeszcze nie przegraliśmy.

Żubr: ikona, która przypomina, że sukces nigdy nie jest dany raz na zawsze

Żubr /Fot. Unsplash

Historia żubra bywa opowiadana jak zamknięta opowieść z happy endem. W rzeczywistości to proces, który trwa do dziś. Po całkowitym wyginięciu w naturze gatunek wrócił dzięki hodowlom zamkniętym i konsekwentnej reintrodukcji. Według danych Lasów Państwowych i IUCN Polska ma dziś największą populację żubra na świecie. Ale to populacja intensywnie zarządzana, narażona na choroby zakaźne, konflikty z rolnikami i presję społeczną. Każdy większy kryzys – epidemia, susza, zmiana polityki ochronnej – może cofnąć ten sukces o dekady. Żubra można dziś zobaczyć w kilku regionach kraju, czasem nawet zbyt łatwo. To paradoks ochrony: im lepiej coś chronimy, tym bardziej wydaje się nam, że już nie wymaga troski.

Ptaki krajobrazu otwartego: znikają szybciej, niż zauważamy

Cietrzew /Fot. Unsplash

Cietrzew nie jest wyjątkiem, lecz symbolem szerszego problemu. Ptaki związane z łąkami, torfowiskami i mozaikowym krajobrazem rolniczym znikają w Polsce najszybciej. Monitoring ptaków lęgowych prowadzony przez GIOŚ i organizacje ornitologiczne pokazuje dramatyczne spadki liczebności także u gatunków jeszcze niedawno uznawanych za pospolite. W przypadku cietrzewia sytuacja jest szczególnie trudna, bo wymaga on bardzo specyficznych warunków: otwartych przestrzeni, niskiej presji człowieka i stabilnego reżimu wodnego. Odtwarzanie takich siedlisk jest kosztowne i długotrwałe. Tokowiska, jeśli już istnieją, są często objęte ścisłą ochroną i dostęp do nich bywa ograniczony. To jeden z tych gatunków, które wciąż można zobaczyć, ale raczej jako świadek epoki, która właśnie się kończy.

Małe ssaki, wielkie znaczenie

Suseł /Fot. Unsplash

Suseł perełkowany pokazuje, że nie każdy sukces ochronny musi być spektakularny. Ten niewielki gryzoń zniknął z Polski niemal całkowicie wraz z intensyfikacją rolnictwa i likwidacją tradycyjnych pastwisk. Reintrodukcje na Lubelszczyźnie i ochrona muraw kserotermicznych udowodniły jednak, że czasem wystarczy zmienić sposób użytkowania terenu. Bez wielkich inwestycji, bez symboliki. Suseł wrócił tam, gdzie pozwolono krajobrazowi być niedoskonałym. Dziś jest jednym z nielicznych przykładów gatunku, który jeszcze niedawno był na granicy lokalnego wymarcia, a dziś realnie można go obserwować w naturze.

Morświn: wymieranie, którego prawie nie widać

Morświn /Fot. Wikipedia

Najbardziej dramatyczna sytuacja dotyczy gatunków morskich. Morświn bałtycki znika w ciszy, dosłownie i w przenośni. Raporty HELCOM i polskich instytutów badawczych mówią o populacji liczącej zaledwie kilkaset osobników. To za mało, by mówić o bezpieczeństwie genetycznym. Główne zagrożenia są dobrze znane: przyłów w sieciach rybackich, hałas podwodny, zanieczyszczenie środowiska. Rozwiązania też są znane, ale wdrażane powoli. Zobaczenie morświna w polskich wodach to dziś kwestia ogromnego szczęścia. I być może jedna z ostatnich szans, by ten gatunek pozostał czymś więcej niż przypisem w podręcznikach.

Co decyduje o tym, czy jeszcze je zobaczymy?

Analizy IPBES i krajowych strategii ochrony bioróżnorodności są zgodne: kluczowe są decyzje przestrzenne i tempo reakcji. Ochrona gatunkowa bez ochrony siedlisk nie działa. Parki narodowe bez korytarzy ekologicznych stają się wyspami. A gatunki, które wymagają dużej przestrzeni lub specyficznych warunków, nie potrafią przeskoczyć autostrad ani betonowych rzek. To dlatego jedne zwierzęta jeszcze widujemy, a inne znikają niemal niezauważone.

Czytaj też: Nie gryź, jeśli nie musisz. Najdziwniejsze strategie obronne świata zwierząt

Nie jesteśmy jeszcze w punkcie bez powrotu, ale jesteśmy blisko. Wiele z opisanych gatunków wciąż żyje w Polsce, choć często na granicy opłacalności biologicznej. To oznacza, że obecne pokolenie ma wyjątkową rolę: może być ostatnim, które zobaczy rysia w dzikim lesie, cietrzewia na tokowisku czy morświna w Bałtyku – albo pierwszym, które udowodni, że ochrona przyrody nie musi kończyć się elegią. Wszystko zależy od tego, czy potraktujemy te zwierzęta jako część wspólnego krajobrazu, czy jako ciekawostkę, którą łatwiej opłakiwać niż chronić.

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.