Zodiak stał się w latach 60-tych i 70-tych ikoną postaci seryjnego mordercy. W listach przesyłanych do lokalnych gazet w Kalifornii przyznawał się do zabicia 37 osób, oraz dołączał zaszyfrowane wiadomości. Niektórych do dziś nie udało się odczytać. Swój pseudonim zawdzięcza podobieństwu symbolu którym się podpisywał do znaku producenta szwajcarskich zegarków - firmy Zodiac. Historię poszukiwań mordercy opowiedział głośny thriller "Zodiac" z 2007 roku, w reżyserii Davida Finchera. 

Rozmawiamy z Salvadorem LaBarberą, detektywem policyjnym i ekspertem do spraw morderstw. LaBarbera przez ponad 30 lat pracował w wydziale zabójstw policji Los Angeles, ostatnio, już jako niezależny ekspert, bada sprawdę Zodiaka. 

 

Błażej Grygiel: W tej sprawie jest wciąż tak wiele pytań bez odpowiedzi, bywała zamykana i otwierana – na jakim etapie jest obecnie?

Sal LaBarbera: Śledztwo jest otwarte, prowadzą je różne posterunki w Kalifornii. Do morderstw doszło w latach 60-tych i 70-tych kiedy nie dysponowaliśmy taką technologią jak obecnie. Co więcej, inaczej wtedy podchodzono do samych miejsc zbrodni. Przez lata zaginęło wiele dowodów, brakuje policyjnych raportów, dodatkowo w tamtych czasach brakowało komunikacji pomiędzy oddziałami policji w różnych miastach, takiej jaką mamy dzisiaj. 

Oczywiście wykonano bardzo dużo dobrej pracy policyjnej, jednak największym problemem była właśnie komunikacja – posterunki na przykład z północy stanu nie wymieniały się informacjami z tymi z południa i tak dalej. 
 
Czy wierzy Pan, że można jeszcze wytropić osobę, która popełniła te morderstwa?

Tak, wierzę. Może być żywy lub nie, ale obecnie jest to bardzo możliwe by go zidentyfikować. Potrzebne jest to by zgromadzić wszystkich zaangażowanych w śledztwo i przeanalizować znów wszystkie dowody i raporty. Jestem ekspertem od zabójstw, ale nie od Zodiaka, choć pracuję nad tym od dawna, z tego co widzę sądzę, że ta sprawa zostanie rozwiązana.

Jego listy przerażały mieszkańców Kalifornii, nie tylko same zabójstwa. Sądzę, że czerpał on satysfakcję nie tylko z zabijania, ale i z tego faktu. 

Z pewnością był kimś, kto chciał zostać gwiazdą i rzeczywiście się nią stał. Rozważał Pan scenariusz, że Zodiaków było więcej niż tylko jeden?

Tak, patrzyliśmy na to z wielu perspektyw, także takich, że jedna osoba mogła pisać listy, a druga zabijać. Pewne sprawy, takie jak w San Francisco mają twarde dowody na związek z Zodiakiem, w innych sprawdzamy czy nie jest to naśladowca, który na przykład pisał listy o tym co przeczytał w gazecie. Częścią obecnego śledztwa jest także sprawdzenie tego, które informacje były dostępne publicznie, a które znane tylko policji. Jest także możliwość, że morderstw było znacznie więcej niż te, o których wiemy. W swoich listach przyznawał się do większej liczby przestępstw. 

Pisał o punktacji 37:0 – to robi wrażenie, zresztą na całym świecie. Widać, że ludzie bardzo interesuja się seryjnymi mordercami. Jako osoba, która ich ściga i wie jak działają ich umysły – jak Pan postrzega tę popularność?

Zodiak ze swoimi listami wyróżnia się na tle innych, stał się już wtedy ikoną popkultury. To były niespokojne czasy, trwała wojna w Wietnamie, w społeczeństwie było mnóstwo napięcia. Zodiak chciał za pomocą listów sięgnąć po większą popularność. 

Ludzi bardzo pociaga nieznane. Wystarczy spojrzeć jak wiele mamy programów i audycji poświęconych mordercom. Widzowie uwielbiają rozsiąść się w fotelu i być domowym detektywem, albo internetowym eskspertem kryminalistyki. Jednak dochodzenie wciąż spoczywa przede wszystkim na barkach policji. Bardzo wiele informacji nie jest udostępnianych opinii publicznej i rodzinom. Każde morderstwo jest charakterystyczne i gdy dochodzi do kolejnego możemy sprawdzić czy to naśladowca, czy nie. Wszystko polega na zachowaniu delikatnej równowagi między tajemnicą, a upublicznianiem.

Zodiak był aktywny przez jakiś czas, zależało mu na publiczności, a potem zniknął zupełnie. Jak Pan myśli, dlaczego? 

To wielka tajemnica, dlaczego nagle się zatrzymał. Czy trafił do więzienia? Może zginął? Nie wiadomo. W San Francisco został prawie złapany, przeszedł dosłownie obok policji, funkcjonariusze go widzieli. Najczęściej seryjni zabójcy potrzebują tego, tej adrenaliny i nie mogą przestać. On pod tym względem jest inny, bo po prostu w pewnym momencie przestał. 

Możliwe jest także, że po prostu przestał pisać listy, a zabijał dalej, zmienił swój motyw. To właśnie teraz musimy sprawdzić analizując wszystkie dowody i raporty tej sprawy ze wszystkich śledztw, przeanalizować DNA, odciski palców. To jest dziwne, on jest naszym amerykańskim Kubą Rozpruwaczem i nagle po prostu przestał.

Pracuje Pan od ponad 30 lat nad sprawami zabójstw. Czy nie stracił Pan po drodze wiary w ludzkość?

Można dostrzegać tyle samo dobra i zła w ludziach. Możliwość pomocy rodzinom, oddanie głosu ofiarom. Nie, nie straciłem wiary w ludzi, ale gdzieś tam istnieje Zło. Kiedy się Zło ignoruje – ono wzrasta. Są dziś ludzie robiący naprawdę złe rzeczy, ale trzeba trzymać się swojej drogi i mówić za tych, którzy nie mogą. 

Czy sprawę Zodiaka można się zakończyć?

Wierzę, że tak, on może jeszcze żyć. Mając obecną technologię do dyspozycji i budując zaufanie między wydziałami różnymi policji możemy zakończyć do śledztwo. 


Sal LaBarbera opowiada o poszukiwaniach Zodiaka w programie "ZODIAC: POLOWANIE NA SERYJNEGO MORDERCĘ", gdzie wykorzystuje między innymi nowoczesny superkomputer do analizy materiałów śledczych. Serię zobaczycie na antenie History oraz Crime+Investigation Polsat.

Przeczytaj więcej o Zodiaku na Focus.pl! ====>