Z czwórką dzieci, z których jedno było noworodkiem, dołączyłam do męża w dolinie osłoniętej przed światem przez góry i mgły” - zaczyna swą opowieść Kathy Golski. Golski spędziła dwa lata wśród plemienia Gamegai w Rulnej, w Papui-Nowej Gwinei. Jej pamiętnik „Pod osłoną przodków” pokazuje, z jakim trudem uczyła się życia bez zdobyczy cywilizacji. Początkowo, gdy zostawiała najmłodsze dziecko pod opieką mieszkańców Rulnej, odruchowo zasypywała ich pieluchami. Potem przyszła refleksja: „Dzieci tu nie potrzebują niczego prócz paru liści na dnie kolorowego bilum”. Zdała sobie sprawę, ile śmieci wytwarzamy, gdy po tygodniu miała za domem wielki dół zapełniony głównie jednorazówkami.

A czy ty kiedyś zastanawiałeś się, czytelniku, jak głęboki musiałbyś wykopać dół w buszu, by pomieścić wszystkie pieluchy zużyte przez twoje dziecko?

Wieczne pieluszki

Z szacunków Carla Lehrburgera, współautora książki „Diapers: Environmental Impacts and Lifecycle Analysis” (Pieluchy: wpływ na środowisko i analiza cyklu życia) wynika, że przeciętne dziecko do trzeciego roku życia zużywa od 6 do 8 tysięcy pieluch. Tylko w USA daje to rocznie prawie 30 miliardów jednorazówek, czyli 3,5 miliona ton nierozkładalnych odpadów, które trafiają na wysypiska. Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale toniemy w pieluchach.

Czytaj także: Popsute sprzęty, resztki jedzenia, a nawet szkodliwe odpady, które codziennie lądują na wysypiskach, to skarb, a nie kłopot. Prawie wszystkie śmieci można zamienić w surowce, nawozy, materiały budowlane i energię

„Wyglądają niewinnie. To pierwsza rzecz, jaką zakłada się niemowlęciu po narodzinach, ale ta rzecz zanieczyszcza świat” - przekonuje Jacqueline Farmer, francuska dokumentalistka, autorka filmu „Świat w pieluchach”. Pozornie „niewinne” jednorazówki mają sporo na sumieniu. Zanieczyszczone, szczelnie owinięte w plastikowe worki pakunki zakopane w hałdach odpadów będą się rozkładać nie dziesięć czy dwadzieścia, ale jak wynika z szacunków naukowców - kilkaset lat.

Aby wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, musimy cofnąć się do XIX wieku. W 1837 r. w amerykańskim Cincinnati w stanie Ohio producent świec William Procter oraz wytwórca mydła James Gamble założyli małe przedsiębiorstwo. Z czasem koncern Procter & Gamble stał się potentatem na rynku środków czystości. W 1961 roku wprowadził do sprzedaży pierwsze „pampersy”, czyli plastikowe majtki z wkładem chłonnym z celulozy. Z czasem produkt zrewolucjonizowano i wkład celulozowy zastąpił poliakrylan sodu. Ta sztuczna substancja ma wielką zaletę - potrafi wchłonąć 100 razy więcej wody, niż wynosi jej objętość. To właśnie dzięki poliakrylanowi sodu mocz dziecka zatrzymywany jest wewnątrz pieluchy. Niestety, w przeciwieństwie do celulozy, poliakrylan sodu rozkłada się bardzo długo - od 400 do 500 lat.

Czytaj więcej: Świat tonie w syntetycznych odpadach, które będą się rozkładać przez tysiące lat. Chyba że wcześniej zajmą się nimi bakterie

Do tego dochodzą inne problemy. Bakterie i wirusy, pochodzące z kału (m.in. rotawirusy, ale też żółtaczki, polio) mogą przedostawać się z rozkładających się pieluszek do ziemi, i prowadzić do zakażeń. Jednorazówki nie są też wcale takie zdrowe. Opublikowany w 1999 r. raport Anderson Laboratories pokazał, że u myszy, mających kontakt z jednorazowymi pieluchami, pojawiały się objawy astmy: podrażnienie nosa, oczu czy gardła. Dwa lata później badacze w magazynie „Archives of Disease in Childhood” wskazywali, że noszenie jednorazówek podwyższa temperaturę jąder u chłopców. A to może skutkować późniejszą niepłodnością.