Zdarzyło się to dawno temu w Afryce. Babu Kalunde z ludu Tongwe ustawił pułapki na zwierzęta. W jedną z nich złapała się samica jeżozwierza. Łowca zabił ofiarę, ale potem zauważył, że w pobliskich krzakach kryje się jej wciąż niesamodzielne potomstwo. Ulitował się nad małymi jeżozwierzami i zabrał je do wioski. Zbudował dla nich małą zagrodę, gdzie dokarmiane przez niego dorastały. Wtedy w wiosce wybuchła epidemia krwawej biegunki, która nie oszczędziła jeżozwierzy.

Jeden z nich zdołał uciec do lasu, a Babu Kalunde podążył za nim. Chore zwierzę zaczęło wykopywać i zjadać korzenie rośliny zwanej w języku ludu Tongwe mulengele (po łacinie – Aeschynomene sp.). Ludzie unikali jej, ponieważ sądzili, że jest trująca. Ale zabrany do zagrody jeżozwierz zaczął zdrowieć. Babu Kalunde uznał, że mulengele jest lekarstwem na krwawą biegunkę. Nikt w wiosce nie chciał w to uwierzyć, więc łowca przeprowadził eksperyment na sobie. Inni poszli za jego przykładem i wrócili do zdrowia. Od tego czasu mulengele trafiło do arsenału medycyny tradycyjnej w Afryce Wschodniej.

Tę opowieść usłyszał i opublikował w czasopiśmie „Proceedings of the Nutrition Society” dr Michael Huffman z japońskiego Uniwersytetu Kioto. Chciał przekonać innych naukowców, że nawet współczesna medycyna może skorzystać na obserwowaniu zwierząt. Coraz więcej odkryć wskazuje, że dr Huffman był na dobrym tropie.

WYGRYŹ, OCZYŚĆ, ZDEZYNFEKUJ


Do niedawna pomysł, jakoby zwierzęta potrafiły się same skutecznie leczyć, traktowano równie poważnie jak chiromancję czy astrologię. Ale – jak słusznie zauważa dr Huffman – „dlaczego taka informacja miałaby być niespodzianką? W końcu, z ewolucyjnego punktu widzenia, zachowanie zdrowia jest podstawową zasadą przetrwania i można oczekiwać, że wszystkie dziś żyjące gatunki wyewoluowały rozmaite sposoby chronienia się przed drapieżnikami oraz małymi i dużymi pasożytami w ich środowisku”. Zwierzęta są wyposażone w zdumiewająco skuteczny układ odpornościowy, nad którym ewolucja pracowała przez miliony lat. Ale, jak to z ewolucyjnymi wynalazkami bywa, nie jest idealny. A gdy on zawodzi, zwierzęta używają mózgów, by sięgnąć po zdobycze naturalnej medycyny.

Najłatwiej było nam zaakceptować to, że stosują proste zabiegi. Weźmy choćby iskanie – wydłubywanie wszy, pcheł i innych pasożytów zamieszkujących futro. U małp czynność ta – podobnie zresztą jak u ludzi – przybrała wręcz postać społecznego konwenansu. Chcąc zdobyć czyjeś zaufanie, najlepiej było go poiskać. Podobne zachowania można zaobserwować także u tropikalnych ryb czy w przypadku krokodyli, bawołów, nosorożców i żyraf, którym usługi porządkowe świadczą ptaki. Z łatwością też można przekonać się, że zranione zwierzęta umieją zadbać o siebie. Oczyszczają ranę z brudu (a nawet tkwiących w niej ciał obcych, takich jak kolce) i dezynfekują ją za pomocą śliny. Ale żeby jeszcze potrafiły zażywać lekarstwa?

SZYMPANS NA ANTYBIOTYKU


Pierwsi dowiedli tego nasi najbliżsi biologiczni krewni. Richard Wrangham, profesor antropologii na Harvard University, zaobserwował, że szympansy niektóre liście traktują inaczej niż standardowe źródło substancji odżywczych – zamiast szybko ściągnąć je z gałązki i przeżuć, spożywają je powoli, z rozwagą i tylko o świcie. „Zamykały wargi na liściu, czasem zatrzymując się na kilka sekund, a potem wypluwały go bez zrywania z gałęzi. Kiedy któryś z nich zyskał ich aprobatę, zwijały go i połykały w całości, jeszcze zanim dobrały się do następnego” – tak uczony opisywał to zjawisko na łamach tygodnika „New Scientist” w 1990 r. Szympansy z Parku Narodowego Gombe w Tanzanii jadały w ten sposób wyłącznie dwa gatunki roślin – Aspilia pluriseta i Aspilia rudis.

Ponieważ pokarm nie zostawał przeżuty, można go było łatwo wydobyć potem z odchodów. Analiza mikroskopowa wykazała, że szympansy robiły jednak w liściach niewielkie dziurki. Było ich zbyt mało, by roślina mogła zostać strawiona, ale wystarczyło, by uwolnić z niej związki chemiczne. Wkrótce potem odkryto, że Aspilia zawiera duże ilości antybiotyku, który również działa przeciwgrzybicznie i przeciwpasożytniczo. Ba, ma nawet właściwości przeciwwirusowe i przeciwrakowe! Lecznicze cechy rośliny nie uszły uwagi wspomnianego już ludu Tongwe. Stosuje on ją dość szeroko – do leczenia ran, oparzeń i bólów brzucha (a ich przyczyną często są pasożyty).

To odkrycie otworzyło drogę do obserwacji kolejnych aspektów szympansiej medycyny. Samica w Parku Narodowym Mahale w Tanzanii połknęła liście Lippea picata i natychmiast potem poszła odpocząć. Afrykanie stosują tę roślinę do leczenia bólów brzucha, dyzenterii, a nawet malarii. Analiza chemiczna liści wykazała obecność substancji, które niszczą robaki. Ta sama chora samica, coraz bardziej ospała i cierpiąca na biegunkę, ominęła smaczne pędy prosa Pennisetum purpureum, za którymi zdrowe szympansy wprost przepadają, i odszukała gorzką roślinę Vernonia amygdalina. Nie zjadła jednak jej całych pędów, lecz wyssała sok, a resztę wypluła. Po upływie doby chorej szympansicy wróciła energia. To był pierwszy przypadek, gdy bezpośrednio zaobserwowano, jak zwierzę samo się wyleczyło. Okazało się, że związki chemiczne zawarte w Vernonia amygdalina bardzo szkodzą pasożytniczym przywrom. Dorosłe robaki pod ich wpływem poruszały się wyraźnie wolniej i składały o blisko 90 proc. mniej jaj.

NARZĘDZIE MEDYCZNE W ŁAPIE