Zwierzęta domowe wchodzą na kolejny poziom luksusu. Tym razem z własnym robotem kuchennym

Tuanty nie jest klasycznym automatycznym karmnikiem. Nie polega na tym, że wsypujesz granulat i urządzenie o wybranej godzinie wysypuje porcję do miski. Producent pozycjonuje je raczej jako domowe urządzenie do przygotowywania świeżych posiłków dla psa, z funkcją gotowania w temperaturze 85°C, blendowania, harmonogramu pracy i samoczyszczenia.
fot. Tuanty

fot. Tuanty

To ważne rozróżnienie, bo zmienia całą logikę produktu. Zwykły karmnik rozwiązuje problem punktualności. Tuanty próbuje rozwiązać problem wysiłku. Ma sprawić, żeby świeże żywienie zwierzęcia nie wymagało codziennego stania przy garnku, krojenia, mieszania i późniejszego mycia połowy kuchni. To trochę jak różnica między ekspresem do kawy a pełnym rytuałem parzenia: efekt końcowy ma wyglądać na bardziej “domowy”, ale całość ma być podana w wersji, którą da się wcisnąć między pracę, zakupy i resztę dnia.

W tym sensie porównanie do Thermomiksa jest oczywiste, choć trochę złośliwie uproszczone. Nie dlatego, że urządzenie ma aż tak szerokie możliwości, tylko dlatego, że sprzedaje podobną obietnicę: mniej roboty, więcej kontroli nad tym, co trafia do miski. Tyle że tym razem nie chodzi o krem z dyni i risotto, tylko o mięso, warzywa i składniki dobrane pod psa lub kota.

fot. Tuanty

Za tym pomysłem stoi większa zmiana niż sam gadżet

Sam sprzęt byłby tylko ciekawostką, gdyby nie szersze tło. Marka komunikująca wejście do Polski powołuje się na rynek pet food w kraju szacowany na około 4,9 mld zł, rosnący w tempie 5–7% rocznie, a także na bardzo wysoki odsetek gospodarstw domowych opiekujących się zwierzętami. Niezależnie od tego, jak bardzo marketing lubi upiększać takie liczby, kierunek jest czytelny: wydatki na zwierzęta nie są już niszą, tylko dużym biznesem.

To widać zresztą gołym okiem. Jeszcze kilka lat temu premium dla psa oznaczało co najwyżej lepszą karmę i droższe legowisko. Dziś do gry wchodzą diety eliminacyjne, aplikacje do monitorowania zdrowia, urządzenia do suszenia sierści, lokalizatory GPS, abonamenty na świeże posiłki i właśnie sprzęty, które mają tę świeżość “zautomatyzować”. Zwierzak przestaje być odbiorcą gotowego produktu. Zaczyna być traktowany jak ktoś z osobnym profilem żywieniowym.

Tuanty nie sprzedaje wyłącznie urządzenia. Sprzedaje ideę opiekuna, który nie chce już po prostu nakarmić psa, ale chce gotować dla niego w sposób bardziej świadomy, świeży i wygodny zarazem. To bardzo współczesne połączenie troski i technologii: mniej wysiłku fizycznego, więcej poczucia kontroli. A rynek uwielbia takie mieszanki.

fot. Tuanty

Największe pytanie brzmi dla kogo to ma sens?

Z perspektywy produktu wszystko wygląda logicznie. Jeśli ktoś i tak przygotowuje psu domowe jedzenie, urządzenie skracające cały proces do około 20 minut i ograniczające bałagan może mieć sens. Szczególnie wtedy, gdy opiekun z różnych powodów nie chce opierać żywienia wyłącznie na suchej karmie albo puszkach. Producent podkreśla też wygodę i powtarzalność, czyli coś, co przy domowym karmieniu bywa dużym problemem.

Ale jest też druga strona. Taki sprzęt nie rozwiązuje automatycznie kwestii bilansowania diety. Sam fakt, że posiłek jest świeży, nie oznacza jeszcze, że jest dobrze skomponowany. Zwłaszcza w przypadku zwierząt z konkretnymi potrzebami zdrowotnymi albo po prostu przy długoterminowym żywieniu domowym. Urządzenie może być wygodnym narzędziem, ale nie zastąpi wiedzy o tym, co i w jakich proporcjach powinno trafiać do miski.

Jest też pytanie o skalę zjawiska. Cena przedsprzedażowa podawana dla Polski to 1699 zł, a na stronie producenta urządzenie bywa promowane w USA za 299 dolarów zamiast 449. To nie jest poziom przypadkowego zakupu typu bo może się przyda. To raczej próg, przy którym człowiek zaczyna się zastanawiać, czy naprawdę potrzebuje osobnego małego AGD dla psa.

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.